Gratulacje są, ale są też lęki i niepokoje. Polacy awansują po meczu z Ukrainą

Autor wpisu: 22 czerwca 2016 08:37

Polacy awansują po wygranym meczu z Ukrainą. Wychodzimy z grupy na mistrzostwach Europy po raz pierwszy, biało-czerwoni nie tracą w turnieju nawet jednej bramki, a mimo to coś w głowę uwiera, coś nie pasuje, coś powoduje niekomfortowe napięcie. Kładziemy się spać i wstajemy z lekkim niepokojem.

Już czułem się głupio, jak schizofrenik z klasycznym rozdwojeniem jaźni, który w jednej swojej osobowości cieszy się jak dziecko z sukcesu biało-czerwonych, ale ma równie silną (może nawet silniejszą) tę drugą osobowość – lękową. Ona podpowiada, że nie wszystko było tak jak powinno, że pomogło nam szczęście, że mecz z Ukrainą wcale nie uspokoił i nie wyciszył tych obaw, które przyszły po sparingach z początku czerwca z Holandią i Litwą. Że jeśli mieliśmy wbić „gwoździa”, który pokaże jak jesteśmy silni, to to się jednak nie udało. To nie było to uspokajające uczucie, że mamy moc. Ot takie, jakie towarzyszyło nam nawet po przegranym meczu z Niemcami we Frankfurcie. Albo po marcowych sparingach z silną Serbią (1:0) i słabiutką Finlandią (5:0).
Zacząłem się zastanawiać, czy jednak nie przesadzam, czy nie jestem niewdzięcznikiem, któremu malkontenctwo nie pozwala zauważyć, że szklanka jest także do połowy pełna.

Prezes trzyma fason, ale…
W poczucie winy wbiła mnie jeszcze dodatkowo pierwsza wypowiedź po meczu Zbigniewa Bońka, który zaczął w swoim stylu: – To jest typowo polskie, że szukamy dziury w całym…
Na szczęście zdałem sobie sprawę, że prezes PZPN też musi mieć tzw. podwójne myślenie. Po pierwsze wyjeżdża z propagandą, bo na dzisiaj najważniejsze jest trzymać fason i uśmiech na twarzy, ale na piłce się przecież zna i musi mieć swoje obawy, o których poroznawia z Adamem Nawałką
Na szczęście z poczucia winy, że nie cieszę się tak jak powinienem, wybawili mnie sami piłkarze. Gdy posłuchałem tego, co mówią po meczu, uspokoiłem się: jednak nie zwariowałem. Im też nie wszystko się podobało.
– Wygrywamy, ale zadowoleni być nie możemy. Jest trochę do poprawy – mówił Milik. Wtórował mu bohater spotkania Kuba Błaszczykowski: – To nie był nasz dobry mecz, ale dzięki zwycięstwu wykonaliśmy plan minimum – przyznał rozsądnie.
Nawet nasz piłkarz numer 1 stwierdził: – Miałem tylko jedną sytuację do strzelenia gola, więc zadowolony być nie mogę. To nie był nasz najlepszy mecz, ale w tym przypadku liczyło się tylko zwycięstwo. A gdy już prowadziliśmy, to zaczęliśmy podświadomie oszczędzać siły na sobotni mecz ze Szwajcarią – mówił nasz kapitan.
A więc zamiast duć w trąby i dmuchać balonik, jest spokojna, rozsądna refleksja i – bardzo w to wierzę, twórczy niepokój. Taki który da hasło na dziś: do pracy, w sobotę trzeba zagrać trzy razy lepiej.

Kilka natrętnych pytań
Przydałoby się znaleźć odpowiedź na kilka pytań. Na przykład: czemu tak słabo weszliśmy w mecz, czemu tak nerwowo. Dwóch naszych asów w ataku miało w pierwszych czterech minutach po jednej „setce”, ale zabrakło zimnej krwi.
Nie straciliśmy gola? No dobra, ale sami wiemy jak to było w tym meczu z Ukrainą. Nie ma co malować trawy na zielono. Pomogła kilka razy ofiarność Michała Pazdana, wysoka forma i reakcja Łukasza Fabiańskiego, albo rozkojarzenie Jarmolenki. Na pierwszy rzut oka widać było, że nie jesteśmy tak dobrze zorganizowani w grze defensywnej całego zespołu, jak w meczu z Niemcami. Tam nie brakowało nam determinacji, konsekwencji, odpowiedzialności i koncentracji. I do tego trzeba wrócić w sobotę w meczu ze Szwajcarią.
Trudno też nie zauważyć, że Robert Lewandowski gola na razie nie ma. Wiem, że gra dla drużyny, że pracuje. – Robert będzie strzelał, spokojnie – tak mówią o Lewandowskim eksperci i chciałbym im wierzyć, ale też mam swój rozum. Zaczynam się bać, że na turnieju nie zdąży. Wiemy, że to piłkarz klasy światowej, ale fakty są takie, że kończy fazę grupową nie tylko bez gola, ale także bez dobrego strzału w światło bramki rywala. Przez 270 minut. Dużo trochę. Jeśli się „Lewy” nie odblokuje do soboty, do ćwierćfinału nie wejdziemy. Mało tego, jeśli nie wygramy ze Szwajcarią, trudno będzie ten turniej uznać za udany, a za pierwszego winowajcę zostanie uznany Robert. Takie są oczekiwania i od tego nie da się już uciec.
Słabo zagrał Piotr Zieliński, z którego już zrobiono kozła ofiarnego, choć przecież jeszcze niczego nie zdążyliśmy przegrać. Czy o wiele lepiej przeciwko Ukrainie zagrał Bartek Kapustka, którego niemal zagłaskano po meczu z Irlandią Północną? No lepiej, ale jednak bardzo niewiele lepiej.
Nad Zielińskim znęcać można by się było aż do końca wakacji, bo tyle dostarczył materiału swoim krytykom. Chłopak, który za chwilę przechodzi do Liverpoolu, musi nauczyć się radzić sobie z presją. Pewnie to ostatnie zdanie Zieliński usłyszy w najbliższym czasie milion razy. Zbrzydnie mu ono i – jakoś jestem przekonany – wcale mu nie pomoże.

Nerwowo i niepewnie
Ale będąc uczciwym, czyż nie jest tak, że nie tylko „Ziela” dotknęła choroba spętanych nóg? A akcje sam na sam Milika i „Lewego” z pierwszych minut spotkania? Szczerze mówiąc przez całą pierwszą połowę meczu, a nawet większość spotkania, nie byliśmy w stanie przejąć kontroli nad meczem. Zwycięstwo z Irlandią Północną i przede wszystkim remis z Niemcami miał naszym piłkarzom dodać pewności siebie, a kibiców uspokoić. Niestety, nic takiego się nie stało. Od początku spotkania z Ukrainą było nerwowo, niepewnie. Dotknęło to także liderów reprezentacji, a co dopiero mówić o takim niedoświadczonym Zielińskim.
Znużenie i zmęczenie psychiczne turniejem też pewnie zaczyna mieć znacznie. Piłkarze już od ponad miesiąca – od Juraty – są razem. Zdążyli się sobą znudzić. Nadchodzi trudny moment. Presja będzie coraz większa, z nią też trzeba będzie umieć sobie poradzić. Panowie psychologowie, trenerzy mentalni, powiernicy i spowiednicy – w kogo kto tam wierzy – będą mieli pełne ręce roboty.
Tak więc gratulacje za zwycięstwo z Ukrainą, za awans. Brawo, ale zapominamy o tym od środy rano i do roboty. Jest nad czym pracować.

Inne artykuły o: Euro 2016 | Reprezentacja

  • zgubek

    Panie redaktorze.
    Przeczytałem jak zwykle z uwagą Pana komentarz i się zatrwożyłem. Poczuł się Pan po meczu , jak schizofrenik.Nic z tych rzeczy, bo cały komentarz jest przemyślany,emocje wyważone,wszystko jest spójne, a przecież istota tej choroby to zaburzenia tych funkcji. Jest z Panem wszystko w porządku.
    No fakt nie był to mecz o jakim marzy polski kibic.Ale jest zwycięstwo.Bałem się ,że TV puści na II- Ogniem i Mieczem.Nie puścili i bardzo dobrze.
    Fakt, nie wszyscy grali na swoim poziomie, nawet okrzyczany po pierwszym meczu Kapustka, nie był I gatunku i myślę ,że w warzywniaku cena kapustki ciut spadnie.
    Ale taki Cionek, którego się Pan domagał, grał i to nieźle, no może nie jak Piszczek, ale wstydu nie przyniósł.Najważniejsze jest ,że mamy awans, zero straconych bramek.
    A jak powiedział szalony Freud,,zero nienawidzi innych liczb”. I niech to będą prorocze słowa, zero z tyłu, a jeden(albo i więcej) do końca Euro dla biało czerwonych.
    Będzie Pan zadowolony.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli