Gra kadry nas nie zaskoczyła. Ale dziwi nas dobre samopoczucie Brzęczka

Autor wpisu: 15 listopada 2018 21:18

Podobno winda w dół jedzie z tą samą prędkością co w górę. Ale nie w przypadku piłkarskiej reprezentacji Polski, która zjeżdża w dół jak na wodnej zjeżdżalni: szybko i coraz szybciej. Czesi, drużyna na dziś anonimowa, okazali się dla naszych orłów poza zasięgiem. Przegraliśmy w Gdańsku 0:1, a symbolem niemocy drużyny Jerzego Brzęczka był super kiks Roberta Lewandowskiego, który nie trafił w piłkę stojąc dwa metry przed bramką. Reprezentację pożegnały w Gdańsku gwizdy. Tak jak po obu meczach w Chorzowie.

Bo dla kibica to jednak szok, że z drużyny która potrafiła zauroczyć Europę, zostały zgliszcza i popiół. Ani gry, ani skuteczności, ani charakteru. Jest źle, patrzeć się na to nie da. Zbigniew Boniek i Jerzy Brzęczek uspokajają i lubią mówić, że najważniejsze będą dopiero eliminacje do mistrzostw Europy. Widać lubią słuchać gwizdów.
Czy na podstawie meczu z Czechami można wyciągnąć jakieś wnioski przed spotkaniem z Portugalią we wtorek?
Jeśli przyjąć założenie, że Brzęczek wystawił w Gdańsku najsilniejszy skład, na jaki nas obecnie stać, to powodów do optymizmu wielu nie ma. Jeśli Portugalia się mocno zmobilizuje, to rozjedzie naszą drużynę na placek. Ale – jeśli ktoś zachował zdrowy rozsądek – to takich przesłanek do pozytywnego myślenia nie było już przed meczem. Samo zestawienie obrony naszej reprezentacji wyglądało tak, że musi zrobić jakiegoś klopsa. Wydaje się, że dla tej czwórki zagrać bezbłędny mecz to zadanie trudniejsze niż stadu słoni przebiec przez pole minowe.
Obecna reprezentacja Czech to nie jest nawet cień silnej kadry naszych południowych sąsiadów, których nazwiska znali nawet kibice w kapciach. Dziś, nasi czwartkowi rywale z Gdańska, to ekipa bez nazwisk. Przeciętny widz nawet nie ma kogo skojarzyć, bo czy na kimś robi wrażenie Borek Dockal z Philadelphii Union?
Ale to ta czeska ekipa „no-nejmów”  pokazała w Gdańsku, że potrafi poklepać piłką. Nasi rywale ułożyli sobie grę, dobrze wychodzili na pozycję, a futbolówka krążyła od nogi do nogi. Mogła się podobać na czeska tiki-taka. Widać sznyt szkolenia piłkarzy w tym kraju (czego się o polskim, narodowym modelu powiedzieć nie da), piłka im w grze nie przeszkadza. Każdy potrafi zagrać.
A my? My mieliśmy w ofercie niewiele. Kamil Grosicki mocno się w naszej drużynie wyróżniał, bo przy bezradności partnerów po prostu brał piłkę i rozpędzał się na maksa przy linii bocznej. Ściganie się z rywalami podobało się kibicom, ale – niestety – kończyło się niczym. W pierwszej połowie tylko raz, w 10. minucie, dograł idealnie do kolegi z drużyny, ale Mateusz Klich – z kilku metrów przed bramką – fatalnie przestrzelił. Klich ma potencjał, umie pchać akcje drużyny do przodu. Ale ciągle mu czegoś brakuje, np. wykończenia akcji. Chyba można od niego wymagać więcej.
Czekamy aż ten chłopak w końcu okrzepnie i dojrzeje, ale on jest typem… późno dojrzewającym. Co go życie piłkarskie do góry wyniesie, to za chwilę Mateusz – jak na zjeżdżalni – w dół zjedzie. Przypadek trochę podobny do Piotra Zielińskiego, na którego dojrzałość też czekamy, bo obaj pomocnicy – przy ubogości polskiej piłki – są piłkarzami, na których czekać jednak warto. Z tym, że „Zielu” to ostatnio wygląda jakby potrzebował natychmiast wsparcia specjalisty od treningu mentalnego. W Napoli ma kłopoty, w reprezentacji huśtawkę dyspozycji. W Gdańsku „Zielu” zniknął gdzieś kompletnie na 60 minut. Dopiero po godzinie oddał pierwszy groźny strzał. Późno. Na jego tle Mateusz Klich – który o grze w takim Napoli to może jedynie pomarzyć – wyglądał jednak lepiej, bo próbował grać do przodu.
Zieliński został zdjęty przez Brzęczka w 69. minucie. I to bez żalu. Widać, że pomocnik Napoli ma swój gorszy moment. I to się z dnia na dzień nie zmieni. Nie można grać w reprezentacji tylko dlatego, że się ma potencjał. Wszedł za niego Damian Kądzior i szkoda, że na pozycji numer 10 pograł tak krótko (za chwilę wszedł na boisko Milik i zmieniliśmy ustawienie), bo momentami wyglądało to obiecująco. Powinien dostać szansę w Portugalii, by zagrać za plecami Lewandowskiego.
Na swoją prawdziwą szansę w kadrze długo czekał Przemysław Frankowski. W reprezentacji Adama Nawałki błysnął przez chwilę, ale później przepadł na dobre. Jerzy Brzęczek co prawda już go powoływał, ale później dla skrzydłowego Jagiellonii Białystok miejsce znajdował jedynie na trybunach. W Gdańsku Frankowski miał pokazać przede wszystkim to, że „nie utopi” się butach po Kubie Błaszczykowskim.
Frankowski oddał tuż przed przerwą jeden strzał z dystansu obroniony przez bramkarza gości, ale… jednak ze strony, na której grał Frankowski nie działo się tyle, co po przy drugiej linii bocznej, gdzie biegał Grosicki. Pomocnik „Jagi” musi pamiętać, że sama poprawność to w reprezentacji zbyt mało. Skrzydłowy musi robić przy linii wiatr, kiwać (jeden udany drybling), robić wrzutki. Tego nie było, albo było zbyt mało.
Kuba Błaszczykowski w reprezentacji Jerzego Brzęczka to w ogóle osobna historia. Kuba w Wolfsburgu nie gra i pewnie – wbrew temu co przed poprzednim jeszcze zgrupowaniem zapowiadał sam selekcjoner – grał nie będzie. Niezależnie od tego, czy Kuba trafi do Wisły Kraków czy nie, czy zapłaci za jego grę w Ekstraklasie prywatny sponsor np. Drutex czy ktoś inny, czy zostanie do końca sezonu w Niemczech, to w reprezentacji będzie nadal potrzebny. Po pierwsze dlatego, że dzisiaj mamy w reprezentacji biedę straszną na skrzydłach i faceta z takim potencjałem jak Kuba nie można odstawić ot tak na bocznicę. Nawet jak wchodzi na plac tylko na pół godziny. A po drugie, to ta kadra ma deficyt liderów. Na osławiony już Media Day, czyli spotkanie reprezentantów z dziennikarzami – takie niby zorganizowanie pracy mediów przez PZPN – zostali wysłani Bereszyński, Klich oraz… Cionek i Buksa. Wybór twarzy, którzy będą mówili za reprezentację był co najmniej kontrowersyjny. A gdzie liderzy?
No nie wychylają się. Niestety nie tylko do mediów, bo na boisku też by się chętnie pochowali. Futbol takich „liderów” nie toleruje.
Weźmy na przykład takiego Krychowiaka. Ktoś mu w końcu powinien powiedzieć, żeby oddał koszulkę z numerem 10, bo on jej nie dźwignął. Ba nie dźwignął nie tylko „dychy”, ale w ogóle gry w reprezentacji. Potrafi silnie kopnąć piłkę do przodu, ale gdzie kopie to raczej nie wie. Wali i tyle. Niby dużo biega, ale czy na pewno we właściwych kierunkach? Jaki jest w ogóle powód, żeby gry na pozycji defensywnego pomocnika nie uczył się już dzisiaj Szymon Żurkowski? Przecież Krychowiak przyszłością polskiego futbolu już nie będzie…
Dwa słowa o obronie. Ta formacja była zestawiona eksperymentalnie, nie grała ze sobą itd. Wszystko rozumiem. Ale tym chłopakom brakuje nie tylko umiejętności, ale także pewności siebie i charakteru walczaków, jakimi są Kamil Glik czy Michał Pazdan. Na boisku jest czasem tak, że trzeba się w rywala wpieprzyć, przepchnąć, potraktować go łokciem. A tymczasem w zestawieniu Kędziora – Bednarek – Kamiński – Bereszyński to ja widzę… chłopców. Takich bardziej z niedzielnej szkółki niż wojowników. W tym zestawieniu to najlepszym miał być Bereszyński. A to był chyba jego najgorszy mecz w reprezentacji. O tym jak juniorsko dał się ograć przy golu Jan Bednarek żal wspominać. No to nie jest poziom reprezentacji kraju.
Z reprezentacją jest źle wówczas gdy gra słabo. Ale jeszcze gorzej, gdy piłkarze nawet się nie zbliżają do poziomu własnych możliwości. A tak jest w kadrze Brzęczka. Dowodem ten kiks Lewandowskiego. Już nawet jego w tej drużynie „złapało”.
Co ciekawe, na konferencji prasowej Brzęczek mówił, że po tym meczu jest dużo powodów do optymizmu, bo jego drużyna walczyła z determinacją o wyrównanie. Yyyy, że co? Chyba nie zauważył, że Czesi się cofnęli i zaczęli szanować wynik. Trener kadry przegrał trzeci mecz z rzędu. Nic nie wygrał odkąd został selekcjonerem i… cały czas widzi jakieś pozytywy. Już nie może użyć argumentu, że leje nas europejska czołówka, bo Czesi do niej się nie zaliczają. To przeciętniacy. Ale lepsi od nas.
Zbigniewowi Bońkowi wszystko się wydawało proste: drużynę niezłą mamy, trzeba ją po mundialu tylko obudzić, to do tego, to się nawet Jurek Brzęczek będzie nadawał. To go zróbmy selekcjonerem. A tu Jurek na razie strasznie sobie o tę reprezentację pewną część ciała potłukł.
Tymczasem Nawałka gdzieś tam siedzi w górach na niedźwiedziej skórze, dorzuca drew do kominka i śmieje się pod nosem, czekając na ofertę z Lecha Poznań. Za jego czasów kibice nie gwizdali po meczach reprezentacji. Teraz stało się to już złą tradycją.
Widać kibice nie mają tak dobrego samopoczucia jak selekcjoner po przegranych meczach. Wmawianie ludziom, że jest dobrze gdy jest źle, to jest podwórkowa dyplomacja i nawijanie makaronu na uszy. Prawda jest taka, że ta drużyna swoją grą męczy. A niedawno cieszyła.
I czas na generalne i zasadnicze pytania. Czy Zbigniew Boniek nie popełnił błędu stawiając na Jerzego Brzęczka? Czy to jest właściwy człowiek na właściwym miejscu?

Inne artykuły o: Reprezentacja

  • zgubek

    To czy reprezentację będzie trenował Brzęczek czy Mourinho czy też inny mag trenerski to bez znaczenia w tej chwili jest.Polska drużyna wraca na należne jej miejsce w rankingu- tj.okolice 60.Z tych ludzi nie wyciśnie więcej żaden cudotwórca.Tu szkoda analizować grę poszczególnych zawodników, bo wszyscy byli słabi albo bardzo słabi. Taki jest polski futbol.Gwiazdy polskiego futbolu przestały hartać w gałę. A ten co hartał wraca na boisko za 2 lata.A Brzęczek brzęczy coraz słabiej, superstar Lewandowski dzisiaj był lewy.😂

  • Matiz

    te mowienie ze kuba tej kadrze cos da juz jest takie stare jak powtarzanie ze juz za chwile zielu odpali.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli