Glik: Idziemy na szczyt, jesteśmy w połowie góry

Autor wpisu: 25 maja 2016 17:56

Kamil Glik cztery lata temu był w gronie tych zawodników, których selekcjoner odstrzelił z kadry tuż przed Euro 2012. Dziś jego pozycja w reprezentacji jest zupełnie inna. Nasz stoper jest jednym z filarów kadry i tym piłkarzem, do którego dobiera się pozostałych obrońców.

Ale gdy jeden z dziennikarzy zaczął pytanie: „Czy ty już rozmawiałeś z selekcjonerem o…” Glik od razu je dokończył: – Nie, trener nie pytał mnie z kim chcę zagrać na środku obrony. Pewnie się tego dowiem dzień, albo dwa dni przed meczem z Irlandią Północną – mówił.
Dobrze, że nie udawał, iż nie wie czy w ogóle znajdzie się w składzie. To nie byłaby już skromność, tylko niedorzeczność. Stoper Torino to opoka, skała i fundament, na którym buduje selekcjoner. Na boisku Glik jest twardy, waleczny, odważny, nieustępliwy – prawdziwy gladiator. Ale w bezpośredniej rozmowie Kamil to niespotykanie spokojny człowiek. Ma się wrażenie, że to facet, które nie zda się zdenerwować.
Był spokojny, nawet gdy dziennikarze pytali o to, jak czuł się gdy cztery lata temu z kadry skreślał go Franciszek Smuda. – Bolało, ale teraz podchodzę już do tego bez emocji. W takiej sytuacji najlepiej postawić sobie od razu nowe cele. Bo przecież, jeśli nie grasz w reprezentacji dziś, to nie znaczy że nie będziesz w niej grał jutro. Najważniejsze, żeby wrócić. I to wrócić mocniejszym.
Stoper kadry podkreśla, że mimo ciężkich treningów w Arłamowie, czuje się bardzo dobrze. – Rzeczywiście te pierwsze treningi są intensywne, ale nie jesteśmy tym zaskoczeni. Wiedzieliśmy, że tak będzie. Jeśli trener ma nam przyłożyć, to tylko teraz. We Francji będzie już jedynie szlifowanie formy i łapanie świeżości. Już nie będzie okazji, żeby robić po dwa treningi dziennie. Ale i teraz nie jest tak tragicznie. Mamy tu dobre warunki do wypoczynku, a przecież zrelaksowaliśmy się już w Juracie. Ja tam odpocząłem przede wszystkim mentalnie – mówił, a dopytywany przez dziennikarzy jak spędza w hotelu wolny czas, dodawał: – Na wycieczki rowerowe jeździć raczej nie będziemy, bo tu górki większe niż w Juracie. Ale jest okazja powdychać świeżego powietrza, wiec spacery są wskazane. Może jutro z kolegami skoczymy na basen.
Od wtorku w Arłamowie zaczęły się nie tylko treningi, ale także rywalizacja o miejsce w składzie. – Widać, że to jest ten właśnie moment. Nikt nikomu nie odpuści, nikt nogi nie odstawi, choć oczywiście brutalnych wejść się nie stosuje. Ale rywalizacja na pewno jest. I o to, żeby w ogóle pojechać na Euro i o to, żeby trafić do pierwszej jedenastki.
Presji wyniku, jak sam podkreśla, jeszcze nie czuje: – Wiadomo, że nie da się zupełnie odciąć od mediów, bo przecież ciągle jakieś informacje do nas docierają. Choćby z Twittera, którego śledzę, ale muszę przyznać, że jakiejś „pompki”  nie odczuwam. Fajnie, że wróciła moda na reprezentację Polski, że ludzie przychodzą na treningi, że się kadrą interesują. Zawsze dla nich mam czas, nie mam problemu by się przy nich zatrzymać, zrobić zdjęcie czy dać autograf.  Na pewno nie chcemy kibiców zawieźć, ale nie odbieram tego jako presji. Nam to nie przeszkadza, może nawet nas to bardziej mobilizuje – przekonuje stoper reprezentacji.
Jako, że zgrupowanie odbywa się w Bieszczadach porównania do górskiej wspinaczki są jak najbardziej na miejscu. Glika spytano czy sukces na Euro będzie jak zdobycie stromego szczytu.
– Na turniej do Francji jedziemy z nadziejami, że osiągniemy tam sukces, bo naprawdę mamy silną drużynę. Ale ja uważam, że na razie jesteśmy w połowie góry i droga do szczytu jest jeszcze długa. Postaramy się zajść jak najdalej, ale nie chcę deklarować czy tym szczytem, w naszym przypadku, będzie wyjście z grupy czy np. ćwierćfinał. Przyznam szczerze, że trochę już mi się dłuży to oczekiwanie na turniej, wolałbym żeby mecz z Irlandią Północną był już jutro. Nie mogę się doczekać – opowiada.
Sztab kadry chce, żeby piłkarze koncentrowali się na głównym celu jakim jest turniej we Francji. Wczoraj nawet poproszono dziennikarzy, żeby piłkarzy nie pytać o transfery.
– Moje nazwisko pojawia się w mediach przy spekulacjach transferowych, ale na pewno nie biegam na treningu z telefonem w ręku. Na tę chwilę to nie jest dla mnie najważniejszy temat – ucina Glik.
Nasz stoper pochwalił się, że właśnie wychodzi jego biografia, którą napisał Michał Zichlarz „Kamil Glik. Liczy się charakter”.
– To książka dla młodszych piłkarzy. Mam nadzieję, że gdy przeczytają o moich decyzjach, jakie ja podejmowałem w życiu, to im także będzie łatwiej dokonywać ważnych wyborów na drodze do piłkarskiej kariery. A czy nie było warto poczekać z premierą do Euro? Jak będzie sukces, dopiszemy nowy rozdział – mówi z uśmiechem piłkarz, który nie przypadkiem dał do tytułu książki słowo: charakter.

Inne artykuły o: Euro 2016 | Polecane | Reprezentacja

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli