Francuzom na EURO 2016 zabrakło serca

Autor wpisu: 12 lipca 2016 08:21

Gospodarze EURO 2016 udostępnili lokal i lekko skrzywieni, marszcząc brwi, patrzyli czy goście nie narobią zbyt dużego bałaganu

Najnudniejszy finał od niepamiętnych czasów i generalnie francuskie mistrzostwa nie porwały. Sportowo, ale też pod względem atmosfery.  O Anglikach mówi się, że są flegmatyczni i zdystansowani, ale Francuzi serca i entuzjazmu w te mistrzostwa włożyli jeszcze mniej.

Od mojego powrotu z Francji minęło już dobrych kilka dni. Czasem pisanie na gorąco, gdy wciąż buzuje adrenalina, a jednocześnie organizm dawno sięgnął po ostatnie rezerwy energii, gdy zapaliła się czerwona lampka z  napisem „dość”, nie jest wskazane. Człowiek zmęczony, głodny, to i zły, szuka okazji, by upuścić złe emocje, wylać frustrację. Ale mijają dni, turniej już się skończył, była okazja, by odpocząć, obejrzeć kilka meczów na spokojnie w telewizji i wrażenie, wspomnienia niewiele się zmieniają – Francja to piękny kraj, ale powiedzieć, że Francuzi żyli tym turniejem, to gruba przesada. Ująłbym to w ten sposób: gospodarze EURO 2016 udostępnili lokal i lekko skrzywieni, marszcząc brwi, patrzyli, czy goście nie narobią zbyt dużego bałaganu.

Oczywiście te podejrzliwe i pełne niepokoju spojrzenie było usprawiedliwione po atakach terrorystycznych w Paryżu. A do tego doszły jeszcze strajki. Trudno było zapomnieć, wymazać to z pamięci i oddać się piłkarskiemu szaleństwu. Trudno wyjść na ulicę i skandować: „ISIS, where are you?”, tak jak robili to angielscy kibice, oczywiście po spożyciu odpowiedniej dawki alkoholu. Swoją drogę chuligani z Anglii i Rosji też nie pomogli Francuzom włożyć serca w imprezę – na dzień dobry zdemolowali jeden z salonów. Nic dziwnego, że gospodarzom imprezować się odechciało. Gdy pojawiliśmy się w Marsylii kilka dni przed meczem Polska – Ukraina, zewsząd słyszeliśmy pytania: „czy Polacy z Ukraińcami to się lubią, czy nie bardzo?”. Lubią czy nie lubią, gwarancji, że będzie spokojnie nikt nie był w stanie dać. Na szczęście poza drobnymi incydentami, nic wielkiego się nie stało. Pozostawiliśmy po sobie raczej dobre wrażenie.

IMG_1763

Polscy kibice opanowali pub w porcie w Marsylii

Wracając do EURO i Francuzów, ta powściągliwość i rezerwa były aż nadto odczuwalne. Być może moje rozczarowanie wynika z przyzwyczajenie do wschodniej gościnności. Pamiętamy turniej w Polsce i na Ukrainie, gdzie obowiązywała zasada gość w dom, bóg w dom.  Cieszyliśmy się, że organizujemy tak wielką imprezą i tak samo zależało nam, żeby dobrze czuli się tutaj goście. Nam kibicom, nam organizatorom, nam dziennikarzom. Chcieliśmy pokazać się z jak najlepszej strony. Kompleksy? Raczej mentalność, wrodzona gościnność. Zresztą turniej w Austrii i Szwajcarii (2008 rok) był podobny, chociaż ani Austriacy, ani Szwajcarzy do zbyt wylewnych nie należą.

Z Francji wracałem z nieodpartym poczuciem, że gospodarzom to EURO przeszkadzało w rutynie dnia powszedniego: jesteśmy mili, uprzejmi i to wystarczy, nie oczekujcie od nas nic więcej, najlepiej jak już stąd wyjedziecie, bo chcemy już po was posprzątać. Jeszcze przed ćwierćfinałowym spotkaniem naszej reprezentacji pod Stade Velodrome można było spokojnie kupić bilety po cenie nominalnej, a często nawet niższej. To też sporo mówi o zainteresowaniu gospodarzy imprezą. Miny mieszkańców La Baule, gdy widzieli garstkę kibiców i jakieś zamieszanie pod hotelem, w którym mieszkali nasi piłkarze – zdecydowanie to nie był entuzjazm. Gdyby Francuzi zobaczyli relacje z powitania reprezentantów Polski po przegranej z Portugalią w ćwierćfinale (w rzutach karnych) – na Okęciu, a potem w rodzinnych miejscowościach naszych piłkarzy, to byliby w szoku. To był spontan, to był entuzjazm, to było serce na dłoni. Sam przecierałem oczy ze zdumienia, oglądając relacje z Niepołomic (Pazdan), Słubic (Fabiański) czy Jedlicza (Peszko). Potrafiliśmy skojarzyć z mistrzostwami Europy nawet najbardziej absurdalne wydarzenie. Na przykład takie: w moim rodzinnym Lubartowie przyłapano fryzjerkę, która obcinała klientów pijana (miała we krwi 3 promile). No i co? Powstało nowe powiedzenie: fryzjerka obcinała kompletnie napazdana.

Francję próbowali rozkręcić przede wszystkim przyjezdni – Irlandczycy (z obu Irlandii), Walijczycy, nawet Islandczycy… No i oczywiście Polacy, często mocno… napazdani. Na tle Francuzów byliśmy kolorytem. Nie mamy się czego wstydzić.

IMG_1511

Stadion w Nice przed meczem Polska – Irlandia Płn

Co najbardziej zapamiętałeś z EURO? To pytanie wciąż słyszę od znajomych i… mam kłopot z odpowiedzią, bo nie ma nic takiego, co natychmiast przychodzi mi do głowy. Zapamiętałem piękne widoki: Nicea, Marsylia, La Baule, Evian-les-Baines (tam trenowali) Niemcy, Tignes (wizyta o Macieja Rybusa), ale generalnie emocje związane z oczekiwaniem, że opowiem jakąś niesamowitą historię, są większe od tego, co tam zastałem i przeżyłem. Niestety.

Inne artykuły o: Blogi | Euro 2016 | Reprezentacja

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli