Dorna nie spodziewał się tak negatywnych reakcji… A czego się spodziewał? Pomnika?

Autor wpisu: 3 lipca 2017 17:58

Marcin Dorna postanowił wreszcie publicznie „rozliczyć” się z młodzieżowymi mistrzostwami Europy. A jest z czym, bo polska reprezentacja na turnieju rozgrywanym we własnym kraju mocno zawiodła. Przy czym jest to określenie wyjątkowo dyplomatyczne. Co na to wszystko trener tej reprezentacji? Cóż, rozlicza się mniej więcej tak, jak grał jego zespół. Czyli nijak.

W rozmowie z PZPN-owskim serwisem „Łączy nas piłka” stwierdził, że nie spodziewał się tak negatywnych reakcji…
Nie wiemy w takim razie, czego trener się spodziewał po tym, co pokazał jego zespół, ale chyba nie pomnika. Fala krytyki spadła na jego głowę już po pierwszej grupowej porażce ze Słowacją. Przy czym w większości nie chodziło o sam wynik (1:2), ale o styl, w jakim młodzi Polacy ten wynik osiągnęli. A był to styl „późnego Łazarka albo Strejlaua”. Sami ustawiliśmy się w chórze krytykantów, a być może nawet graliśmy w nich pierwsze skrzypce, ale nie dlatego, że Dorny nie lubimy lub czymś nam podpadł. Byliśmy po prostu zaszokowani tym, jak dalece rzeczywistość minęła się z zapowiedziami i oczekiwaniami odnośnie tej młodej drużyny. Miała być ona na medal (- Wielokrotnie czytałem wywiady z piłkarzami i ich deklaracje mi się podobały. Trudno im optymizmu zabronić, zresztą co mieliby powiedzieć: że nie gramy o mistrzostwo? – mówi Dorna), a już przynajmniej na to, by jak równy z równym powalczyć z Anglią, Szwecją i Słowacją o wyjście z grupy, a tu nagle okazało się, że nie ma w zasadzie nic sensownego do zaoferowania. I to mimo perfekcyjnych warunków, niezliczonego sztabu szkoleniowego, „posiłków” w nim z pierwszej reprezentacji, no i selekcjonera, który uchodził dotąd za najzdolniejszego trenera młodego pokolenia, współtwórcę Narodowego Modelu Gry, którym tak lubi chlubić się PZPN.

Można się było co prawda łudzić – i byli tacy – że to spotkanie ze Słowacją było tylko wypadkiem przy pracy, że w kolejnych meczach będzie lepiej, ale lepiej nie było. Wyszarpany remis 2:2 ze Szwecją i lanie 0:3 od Anglików potwierdziły przypuszczenia – że ta drużyna była do tego turnieju katastrofalnie przygotowana.
Nasze działania były profesjonalne, z pełnym zaangażowaniem, choć doskonale wiemy, że nie przyniosły pożądanych efektów. Zawsze jednak z rezerwą podchodziłem do wszelkich opinii, wiem, że najważniejszą wartością jest sumienna praca – tłumaczy Dorna.
Sumienna praca może i jest najważniejszą wartością, ale przecież chodzi w niej o to, by przyniosła efekt. Kiedy nie przynosi, albo przynosi taki jak na EURO U-21, wtedy cała para idzie w gwizdek.
Piłka nożna nie jest zero-jedynkowa, w żaden sposób nie da się przekuć działań na efekt w stu procentach. Można zrobić wszystko i nie otrzymać efektu, a przy niewielkim wkładzie już go dostać. Dla mnie był to zespół absolutnie godny zaufania i będę to cały czas potwierdzał. Natomiast są w piłce reprezentacyjnej rzeczy na które wpływu się nie ma. Na przykład liczba gier zawodników w klubach, kontuzje, które im się zdarzały, doświadczenie… Wśród powołanych na ME znalazło się tylko czterech zawodników występujących w czołowej ósemce Ekstraklasy, z których żaden nie strzelił gola w fazie finałowej. To jedna z wielu rzeczy, na które musieliśmy reagować – tłumaczy Dorna. Ale nie mówi, dlaczego na przykład forował Pawła Dawidowicza, mimo iż wyraźnie było widać, że to nie jego turniej. Zwykłe „każdy ma prawo do własnych spostrzeżeń i uwag” to chyba trochę za mało.

A co z Krystianem Bielikiem i jego „gramy tak, jak trenujemy”? – Nie jest to przyjemne, gdy wydaje się, że rozsądne, normalne hasło, które funkcjonuje we wszystkich rozwiniętych piłkarsko krajach, nagle ktoś odwraca i interpretuje inaczej niż powinien. Cała sytuacja po pierwszym meczu została bardzo szybko wyjaśniona przez samego Krystiana, zreflektował się i porozmawiał ze mną, ze sztabem i resztą drużyny – opowiada Dorna. Dlaczego więc Bielik nie zagrał ani ze Szwecją, ani tym bardziej z Anglią, kiedy wydawało się, że to idealny rywal dla chłopaka, który po pierwszej porażce zarzucił zespołowi „brak jaj”? – Funkcjonował dalej w składzie, a my codziennie przyglądaliśmy się piłkarzom na boisku. W 104 meczach, w których prowadziłem reprezentacje młodzieżowe Polski, zawsze decydowały treningi, dyspozycja. Po to wszystkie zajęcia analizujemy i monitorujemy – za pomocą wideo, GPS, badań krwi – by wybrać tych w najlepszej formie, którzy najlepiej funkcjonują w zespole.
Już wiecie czemu?

A pozytywy? Są jakieś?: – Myślę, że takim pozytywem będzie doświadczenie dla wszystkich. Po tamtym meczu (z Anglią – red.) Tomek powiedział, że rywale byli na innym poziomie. A może więc to jest poziom do którego musimy dążyć? Dla naszych zawodników, dla nas wszystkich to kolejny kierunkowskaz, jak powinniśmy funkcjonować.

Ogólne wrażenie jest takie, że Dorna sam chyba nie do końca wie, dlaczego stało się to, co się stało. Wywiad długi, ale konkretów w nim niewiele. Tak czy inaczej nowa młodzieżówka ma mieć już innego trenera. Kogo? O tym TUTAJ.

Inne artykuły o: Reprezentacja

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli