Cwał i hołd „Grosika” dla trenera Nawałki

Autor wpisu: 11 listopada 2016 23:39

Gdyby Kamil Grosicki chciał namalować obraz w podziękowaniu dla Adama Nawałki, to byłby on właśnie taki, jak ta bramkowa akcja „Grosika” i nazywałby się „Cwał”. Jeśli afera alkoholowa musiała się kiedyś w tej drużynie wydarzyć to dobrze, że zdarzyła się teraz. Reprezentacja wyszła z tego incydentu silniejsza. W Bukareszcie Polacy stoczyli wojnę. Groźni Rumuni zostali u siebie zdmuchnięci pewnym 3:0! Brawo! Polska liderem! Ależ mamy pokolenie zdolnych piłkarzy!

Czy można piękniej podziękować selekcjonerowi za wstrzemięźliwość w wyjaśnianiu afery dywanowej w kadrze? Grosicki najpierw przebiegł pół boiska na gazie z piłkę przy nodze, a za chwilę zasuwał drugie pół boiska, w drugą stronę. Do Adama Nawałki. Po drodze wymachiwał ręką w kierunku kolegów z drużyny, pokazując, że nie chce by go zatrzymywali. Bo ma misję do wypełnienia. Ważną misję. Musiał pokazać palcem całemu światu Adama Nawałkę, jakby chciał powiedzieć: „Gdyby nie ten facet, mnie tu by już nie było…”. To był hołd za postawę trenera, którego autorytet najbardziej ucierpiał na aferze dywanowej. Trenera, który na początku wybuchł, chciał wyrzucać balangowiczów, ale na końcu wziął ciosy na siebie, a tym, którzy zawiedli, dał drugą szansę. Hołd Grosickiego był podziękowaniem za tę drugą szansę. To było podziękowanie od grzesznika i w imieniu grzeszników. I jak tu nie kochać takich chłopaków jak Grosicki i jak tu takim „urwisom” nie wybaczać?
Największy grzesznik – Łukasz Teodorczyk, w którego niewinność w aferze dywanowej trudno uwierzyć, wszedł w końcówce i zrobił to, czego od niego Nawałka oczekiwał. Zaskakująco czysto przyjął trudną piłkę i zgrał do Roberta Lewandowskiego. Kapitan pokazał klasę światową. Zapakował gola zupełnie spokojnie, jakby nie było tego chamskiego incydentu z petardą hukową. A potem jeszcze wywalczył rzut karny i zamienił go na gola. Można powiedzieć ogłuszyli „Lewego” – to on ich ogłuszył podwójnie. Robert sam pisze historię polskiego futbolu, choć pomocników ma zacnych.

Mały kryzysik po przerwie
Wszystko co wiedzieliśmy o tym, jak Polacy wyglądają w drugich połowach meczów w tych eliminacjach, potwierdziło się w Bukareszcie. Od razu po przerwie daliśmy Rumunom grać w piłkę. A oni zwietrzyli swoją szansę i uwierzyli, że jeszcze mogą wrócić do meczu. W pierwszej połowie nawet nie zipnęli. Z akcji nie byli w stanie podejść pod bramkę Fabiańskiego, jedynie po stałych fragmentach stwarzali Łukaszowi jakieś niebezpieczeństwo. Ale po przewie biało-czerwoni trochę zdechli fizycznie. Nawałka ratował sytuację wprowadzając Krzysztofa Mączyńskiego. I to była dobra decyzja. Czy zatem Linetty zawiódł? No aż tak to nie. Ale zmiana mu się przydała.
Nawałka stawia na tego 21-latka, licząc na jego uniwersalność i zdolność angażowania się w grę na zasadzie pół na pół – 50 procent dla akcji ofensywnych i 50 procent dla zadań defensywnych.
W meczu z Rumunią wyzwanie dla Linettego było tym większe, że on miał „podpierać” słabszego ostatnio Krychowiaka. I w pierwszej połowie sobie z tym zadaniem radził. O zmianie Linettego chyba zdecydowała lekkomyślna strata, jaką Karol miał w środku pola, po której poszła groźna akcja pod bramkę Fabiańskiego.

A Krychowiak?
Cóż, reprezentacja cierpi na tym, że pan Grzegorz w PSG gra mało, a nawet – co gorsza – coraz mniej. Jednak u Nawałki Krychowiak gra zawsze, jeśli tylko jest zdrowy. Choć ostatnio coraz częściej padały pytania czy to aby na pewno nie jest to ze szkodą dla biało-czerwonych. Bo kadrze jest potrzebny Krychowiak biegający i harujący jak koń. Taki jak w eliminacjach do Euro czy taki, jak na samym turnieju. A Krychowiak tak grać w tej chwili jeszcze nie jest w stanie. Brakuje mu motoryki, na której ten zawodnik przecież bazuje. Brakuje agresywnego doskoczenia do rywala, dobrego odbioru i czucia piłki. Bez tego wszystkiego grać się na najwyższym poziomie nie da, choć Krychowiakowi trudno odmówić ambicji i zaangażowania. Nie zawiódł, ale jeśli chodzi o tempo gry i szybkość podejmowania decyzji, to na pewno bywało z tym u niego lepiej. Taki występ można by określić mianem: „dyskretny”.
Sporo wątpliwości dotyczyło tego, jaki mecz zagra Piotr Zieliński. Zagrał dobry. Choć z nim jest ten problem, że wszyscy czujemy, że chłopak ma papiery na wielką piłkę, ale w kadrze statystyki w kadencji obecnego selekcjonera są dla „Ziela” bezlitosne. Za Nawałki na razie bez goli i bez asyst. W Bukareszcie to się nadal nie zmieniło. Ale nie z samych statystyk rozlicza się ofensywnego pomocnika. Tym razem Zieliński zadanie miał trudniejsze, bo – wobec nieobecności Milika – to on miał wspierać Roberta Lewandowskiego w atakowaniu bramki Rumunów. Pomocnik Napoli miał też próbować uderzeń z dystansu i próbował. Dużo dał drużynie, ale czujemy, że może jej dać jeszcze więcej!
Ważne jest to, że Linetty i Zieliński pobierają we Włoszech lekcję taktyki, a nie ma lepszej szkoły niż Serie A. To dobrze wróży na przyszłość.
W Rumunii wróciła obrona reprezentacji w żelaznym składzie, czyli ta z Euro. Do Glika i do Piszczka dołączyli Pazdan i Jędrzejczyk. Piszczek zagrał na wybitnym poziomie. Jędrzejczyk udowadniał w każdej akcji, jak jest byczo silny. Pazdan potwierdził, że jest niezbędnym klockiem w tej układance. Glik niezrównany w powietrzu, świetna gra głową, ale te wybicia nogą mogłyby nie być takie „na pałę”. To da się poprawić.
Po Bukareszcie można śmiało powiedzieć: reprezentacja Polski to bardzo poważna drużyna. Z ogromnym potencjałem na przyszłość. Wrócił team, z którego byliśmy dumni na Euro.
I musimy też wierzyć, że do reprezentacji wróciła dyscyplina. Wczesne kładzenie się do łóżka staje się – w obliczu potencjału tej drużyny – patriotycznym obowiązkiem. Tego nie można spieprzyć.

  • ursynów

    Fajnie było,3:0 ,gra wyważona,bez większych błędów.Jednym słowem oby tak dalej.Pewnie reprezentacja po rozdmuchanym przez niektórych dziennikarzy tzw.dywangate, pokazała,że co nas nie zabiło to nas wzmocni. Ale jest jedno ale, nie chciałbym kolejnego takiego incydentu, po którym reprezentacja może by wyszła jeszcze silniejsza.Tylko szkoda dywanów.Zgadzam się z redaktorem,że nie wszyscy grali dobrze. Bo niektórzy grali bardzo dobrze, inni dobrze, a byli tacy, którzy tylko grali. Cieszę się, że jak gra Pazdan to i Glick jest super i odwrotnie.Lewy to jest gość z innego wymiaru,reprezentacja go potrzebuje jak kania dżdżu.I na koniec cieszę się,że 11 listopada miało taki patriotyczny akcent,choć ,,prawdziwi patrioci”
    ulubieńcy ( tu bez nazwisk), pokazali swoje prawdziwe oblicze.O takich Marszałek Piłsudski pewnie by powiedział: Wam kury szczać prowadzić, a nie ,,kibicowanie”robić.
    To do następnego meczu w eliminacjach- 26.03.2017r. – gramy z Montenegro, a nasi zdobywali Monte Casino, cóż dla nich Czarnogóra.Obym miał rację.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli