Boruc na luzie zapowiedział, że walniemy Niemców. A kadra ma ludzką twarz

Autor wpisu: 24 maja 2016 23:37

Reprezentację kochają wszyscy Polacy i mają ją kochać jeszcze bardziej. Dlatego kadra we wtorek wieczorem otworzyła się na ludzi. Dzieciarnia zebrana na stadioniku w Arłamowie dostała autografy i była przeszczęśliwa. Tak jak selekcjoner – na zgrupowaniu wre prawdziwa praca. A Boruc zapowiada… wielki triumf.

Ale zaczęło się nieciekawie. Bo początek zajęć odbywał się w najbardziej odległym od ludzi rogu boiska. Dzieci były rozczarowane, a ich opiekunowie klęli pod nosem. Na szczęście później przyszło opanowanie i refleksja, że warto podejść bliżej, bo w końcu to trening – do jasnej cholery! – otwarty. Reprezentanci wyszli do swoich fanów i za to brawa. Taki powinien być standard, nikt nie ma przecież nic do ukrycia na treningach otwartych.

ar

Baza w Arłamowie jest naprawdę imponująca

Dzieci są teraz śmiałe i bezpośrednie. Jak widzą Fabiańskiego, nie krępują się, ani nie silą, żeby wołać do niego: „Łukasz” albo „proszę pana!”. Nic z tych rzeczy.  Na ich twarzach widać cielęce uwielbienie dla piłkarzy, ale widać też – niestety – brak kindersztuby. „Fabiański! Fabiański!” – drą się w niebogłosy dzieciaki do niego po nazwisku, licząc, że nasz bramkarz zwróci na nich uwagę.
Fabiański się jednak nie obraża i pozdrawia grupę dzieciaków. Te od razu zaczynają się kłócić: – To do mnie machnął! – mówi tupeciarski rudzielec. – Nie, nieprawda. Na mnie patrzył – przekrzykuje go jego kolega.
Kadra zaczyna gierkę. Nareszcie można zobaczyć kto, w jakiej jest formie. Ale dzieciaki są już znudzone. Minęła godzina zajęć, wszyscy chcą autografów. Po to tu przyszli. Każdy ma jakąś kartkę do podpisania, koszulkę, albo plakat. Wszyscy nagrywają filmiki na telefony i aparaty. Każdy będzie się chwalił znajomym i rodzinie jak blisko był naszych gladiatorów futbolu. Na trybunach panuje atmosfera jak na pikniku. Panie nauczycielki i rodzicie próbują zapanować nad dzieciarnią. Ze średnim skutkiem.
Za to na boisku idzie prawdziwa praca. Jedni walczą o pierwszą jedenastkę, inni o to, żeby w ogóle na EURO pojechać. Niby są żarty, ale jest też i praca. Generał Adam Nawałka stoi w środku i obserwuje zajęcia. Ma styl menedżerski, czyli z lekkim dystansem. Poszczególne ćwiczenia prowadzą jego asystenci. Z bramkarzami pracuje Jarosław Tkocz, z zawodnikami z pola Bogdan Zając. Do niektórych ćwiczeń wchodzi do gry także dyrektor reprezentacji Tomasz Iwan. Ale gdy tylko zepsuje jakieś zagranie, od razu ze strony zawodników jest podwójna szydera. Długie, przeciągłe: „ooooo” oznacza, że były reprezentant nie może liczyć na taryfę ulgową. Ale Iwan się nie zraża. Widać, że ciągnie wilka do lasu. Na boisku wre robota.
„Milik! Milik!” – wołają Arka dzieciaki. Na razie on tu jest królem i władcą dziecięcej wyobraźni. Do czwartku. Wtedy do Arłamowa przyjedzie Robert Lewandowski i rozpocznie się zupełnie nowy rozdział piłkarskiego szaleństwa. A razem z nim Grzegorz Krychowiak, Maciej Rybus i Łukasz Piszczek – wszystko filary naszej kadry.

ar2
Wśród tych, którzy na treningach byli już we wtorek, dobre wrażenie robi Paweł Dawidowicz. Zawodnik, którego dziennikarze wymieniają jako jednego z tych, którzy w poniedziałek po 21.00 będą mieli smutne miny, bo EURO obejrzą w telewizji. Być może dziennikarze wskazują go jako tego, który odpadnie, bo po pierwsze go nie znają, a po drugie Dawidowicz gra jedynie w rezerwach Benfiki Lizbona. A jednak nam się wydaje, że ten chłopak do Francji pojedzie. W treningu dobrze wyglądał, ma świetne warunki fizyczne i widać, że w Portugalii uczciwie nad nim pracują (kiedyś w rozmowie z nami jego walory wskazywał Andrzej Juskowiak TUTAJ). Bardzo się rozwinął. Nie ma żadnych kłopotów z wprowadzaniem piłki do gry. I jest nadal bardzo młody. Skreślenie takiego zawodnika nie byłoby w stylu Nawałki.
Końcówka treningu to była gierka na krótkim placu, który składał się w zasadzie z dwóch pól karnych. Kierunek akcji szybko się zmieniał. Podanie, przyjęcie, strzał. Albo strata i strzał. Cały czas coś się działo.
Po Sławomirze Peszce widać ponadprzeciętną dynamikę, po Kubie Błaszczykowskim jakość, po Gliku solidność, po Miliku pewność siebie. Po Kamilu Grosickim… nieprzewidywalność. Potrafił strzelić piękną bramkę, albo oddać strzał, po którym piłka przeleciała nad ogrodzeniem. Gdzieś w okolicach trzeciego piętra. „Grosik” ma oczywiście charakterystyczny dla niego ciąg na bramkę i nutkę szaleństwa. W jednej z akcji dośrodkowywał – niczym Rivaldo w najlepszych czasach – krzyżakiem.
Nawałka prawie się nie wtrąca. Tylko raz głośniej krzyczy do zawodników, gdy widzi, że nie ma między nimi komunikacji: – Podpowiadamy sobie, podpowiadamy!
Cały trening jest nagrywany z góry. Dobry materiał do analiz i – słynnych już – bezsennych nocy całego sztabu podczas całych zgrupowań. Praca, praca, praca. Taki jest selekcjoner, tego wymaga od swoich współpracowników.
Najlepszy kontakt z dzieciakami miał chyba Artur Boruc. Dzieci do niego zagadywały, a on im rezolutnie odpowiadał.
Boruc został zaczepiony także przez reportera ukraińskiej telewizji. – Czy trzecie spotkanie w grupie, czyli mecz między Polską a Ukrainą, będzie kluczowy? Zdecyduje o awansie? – pytał dziennikarz. – Nie, zupełnie nie. Bo my pierwsze dwa wygramy! – wypalił z uśmiechem Boruc.

ar1
Tomasz Jodłowiec, który według doniesień nieoficjalnej giełdy dziennikarskiej miał być kontuzjowany (swoją drogą ta giełda ma celność radzickiej katiuszy – nigdy nie wiadomo, kiedy trafi) trenował uczciwie przez całe zajęcia. A na koniec, gdy piłkarze rozdawali autografy, jakiś rozemocjonowany tatuś wsadził Jodłowcowi na ręce swoje dziecko, a że dziecko było naprawdę spore, „Jodłę” aż przygięło. Ale oczywiście nie odmówił. To znaczy, że spokojnie może być ewentualnym zastępcą „Krychy”.
Jedynym drobnym przykrym incydentem było skręcenie kostki przez Bartosza Salamona. Sztab medyczny udzielił mu pomocy i ma być dobrze. Groźnie wyglądała też sytuacja, w której przewracający się Mariusz Stępiński kopnął butem w głowę Kamila Glika. Obrońca Torino złapał się za głowę, ale po chwili rozmasował sobie czuprynę i wrócił do gry. Twardziel jak cholera!
Na koniec treningu Nawałka biciem braw dziękował piłkarzom. Ci też brawami odwdzięczyli się trenerowi. Na te brawa zareagowała publiczność. Oklaski niosły się po całym ośrodku w Arłamowie. Wszyscy szczęśliwi i zadowoleni. I oby tak przynajmniej do końca czerwca.

ZOBACZ: Robert Lewandowski specjalnie dla Futbolfejs.pl:

Inne artykuły o: Euro 2016 | Hit | Polecane | Reprezentacja

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli