BORUC: – Myślałem, że dopadną mnie jakieś spazmy. Na szczęście dałem radę zejść o własnych siłach

Autor wpisu: 11 listopada 2017 08:51

To był jego wieczór, więc nic dziwnego, że to na niego czekali wszyscy dziennikarze po meczu z Urugwajem. Artur Boruc wyszedł z szatni jako ostatni. I trzeba powiedzieć, że nie sprawiał wrażenia kogoś, kto za chwilę ma zamiar się z żalu popłakać, choć… – Myślałem, że dopadną mnie jakieś spazmy. Na szczęście obyło się bez tego. Dałem radę zejść z boiska o własnych siłach, więc nie było źle – przyznał.

To było prawdziwe oblężenie:

     

Pożegnanie Artura Boruca z reprezentacją przyćmiło wszystko inne, co działo się tego wieczoru na PGE Narodowym. O, na przykład praktycznie nikt nie zawracał sobie głowy Edinsonem Cavanim, który przechodząc obok dziennikarzy, zatrzymał się na chwilę, by udzielić krótkiego wywiadu urugwajskim mediom, po czym przez nikogo niezaczepiany poszedł spokojnie do autokaru. A przecież nie często piłkarze tej klasy przyjeżdżają do Polski na mecz. Ale cóż, tego dnia liczył się tylko Boruc.

Jego ostatni występ był wydarzeniem nie tylko dla ludzi sportu, ale również wszelkiej maści telewizji śniadaniowych, obiadowych i tak dalej. Każdy chciał mieć coś swojego i coś dla siebie od Boruca, więc Artur po spotkaniu musiał mierzyć się z różnego typu pytaniami.
– Czy czujesz, że w twoim życiu skończył się pewien rozdział?
– Nie.
– Co mówiłeś Łukaszowi Fabiańskiemu, jak przekazywałeś mu opaskę?
– Nie pamiętam.
I tak to mniej więcej szło. Cóż, telewizje śniadaniowe, obiadowe i tak dalej – jak mecze pucharowe, czy derbowe – rządzą się swoim prawami…

Tuż przed Borucem do dziennikarzy podszedł Łukasz Fabiański. – To było dla mnie wielkie wyróżnienie zastąpić Artura w takim meczu. Nie uzgadnialiśmy wcześniej, że to ja będę bronił w drugiej połowie, więc nie mogłem się na ten moment jakość szczególnie przygotować. A już podwójnym wyróżnieniem było odebranie kapitańskiej opaski od niego. Niezapomniany moment – przyznawał „Fabian”. A na pytanie, czy była w szatni jakaś szczególna forma pożegnania Artura, odparł z uśmiechem: – Dopiero teraz będzie. W hotelu…

Boruc – jak wspomnieliśmy – trzymał się dzielnie, choć widać było, że emocje wciąż nie chcą odpuścić. W pewnym momencie wyglądało, jakby wyszedł do dziennikarzy nie zaprawiony w boju piłkarski wyjadacz, który właśnie żegna się z reprezentacją, ale debiutant, który do niej wchodzi. – Czułem tremę przez cały dzień. Czuję ją zresztą do teraz – przyznawał ze śmiechem.

– Wypatrywałeś pod koniec pierwszej połowy tej 44. minuty? Patrzyłeś, coś się dzieje wokół?
– Trochę tak, przyznam szczerze. Dzisiaj czułem się bardzo dziwnie. Nie tak jak dotychczas na meczach reprezentacji. Każdą minutę, który upływała w tej pierwszej połowie, odbierałem bardzo wolno. W sumie wszystko wyszło bardzo fajnie.
– A teraz co? Pustka? Jest trochę przykro, że w kadrze już więcej nie zagrasz?
– Jest mi smutno. Na pewno jest mi smutno, bo wiem, że to się i tak prędzej czy później musiało stać. Ale tak już jest, że coś się zaczyna, i coś się kończy. Każdy z nas ma coś takiego w życiu, że podobne rzeczy musi przeżyć. Przepraszam za takie odpowiedzi, ale wciąż chyba jestem myślami na boisku i w szatni. Jedno, co przychodzi mi do głowy, to podziękować teraz wszystkim, którzy trzymali za mnie kciuki. Ale też tym, którzy mnie nie lubili, bo oni jeszcze bardziej mnie motywowali. Dziękuję za wszystko i myślę, że teraz wszyscy wspólnie będziemy trzymać kciuki za tę drużynę.
– Ale interwencja przy strzale Gastona Silvy to, można powiedzieć, była taka wisienka na torcie. Zgodzisz się?
– E, tam… Mogłem złapać…
– Teraz będzie prawdziwe pożegnanie?
– To znaczy?
– No takie huczne?
– Nie, dziś wszyscy grzecznie się rozstaniemy, bo przecież tę drużynę czeka w poniedziałek mecz w Gdańsku z Meksykiem.
– A ty jedziesz do Gdańska?
– Nie. Ja dziś zakończyłem swoją przygodę z tą reprezentacją. Mecz z Meksykiem obejrzę sobie jako kibic sprzed telewizora.

Boruc odniósł się również do tego, co działo się dzień przed spotkaniem z Urugwajem, gdy kibice zatrzymali autokar jadący z kadrowiczami, skandując nazwisko bramkarza i „zmuszając” go do tego, by wysiadł do nich. – Tak. Te emocje zaczęły się już wczoraj. To było coś, czego się kompletnie nie spodziewałem. Mega wzruszające. Nie miałem pojęcia, że coś takiego się szykuje – przyznał.

A na koniec dodał: – Dumny jestem z tych trzynastu lat, a najbardziej z tego, że dałem radę zakończyć to wszystko z czystym kontem. Aspekt sportowy co prawda zszedł dziś na drugi plan, bo miałem trochę więcej w głowie, trochę więcej myślałem, ale cieszę się, że skończyło się, jak się skończyło. W pewnym momencie myślałem, że dopadną mnie jakieś spazmy. Na szczęście obyło się bez tego. Dałem radę zejść z boiska o własnych siłach, więc nie było źle.

Inne artykuły o: Reprezentacja

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli