Bóg futbolu nazywa się Robert Lewandowski

Autor wpisu: 11 października 2016 23:48

Reprezentacja Polski od Euro 2016 jest chora na brak koncentracji. W każdym z trzech meczów w tych eliminacjach przychodzi moment pomroczności jasnej, która hibernuje nasz zespół na jakiś czas. Wygląda to tak, jakby prąd wszystkim odcięło. I do nóg i – co gorsza– do głów.

W meczu z Armenią (2:1) brakło świeżości, szybkiego rozegrania, dokładności i pomysłu. Byliśmy ślamazarni, schematyczni i przewidywalni. A przecież rywale grali trzy czwarte meczu w „dziesiątkę” i mogą mieć żal do losu, że zakpił z nich aż tak okrutnie.

To najsłabsze minuty za kadencji Nawałki – podsumował w drugiej połowie Tomasz Hajto, gdy Ormianie zmarnowali fantastyczną szansę na gola po piekielnie groźnym kontrataku. Fabiański złapał piłkę, ale strach był jak diabli. Ludzie na trybunach klęli jak szewcy, a ci przed telewizorami łapali za kieliszki i wołali: „polej!”.
Ale punkt kulminacyjny nastąpił po 90. minucie gry. Ozbiliz ponownie wyszedł sam na sam z Fabiańskim, strzelał z kilku metrów i… nie trafił w bramkę. To była akcja, która powinna dać gościom zwycięstwo.
A w kolejnej akcji zarobiliśmy wolnego, Kuba Błaszczykowski wrzucił piłkę, a „Lewy” raz jeszcze uratował polski futbol. Szczerze mówiąc mieliśmy farta nad fartami. Kto by pomyślał, że rozbitą Armenię możemy pokonać tylko dzięki szczęściu i to grając w przewadze. Pardon! Mamy Roberta. No, ale jeśli to ma być drużyna, to przydałby się ktoś jeszcze…
Tym razem zwycięzców trzeba sądzić. Bo coś niedobrego dzieje się z tą drużyną. Szczerze mówiąc we wtorek Adam Nawałka nie wyglądał na faceta, który ma koncepcję. Wprowadzenie za Łukasza Teodorczyka Kamila Wilczka przypominało wpuszczanie kolejnych napastników w pamiętnym bezbramkowym meczu z Cyprem za czasów Wojciecha Łazarka. Było bardziej wyrazem rozpaczy i bezradności niż jakiejkolwiek koncepcji. Teodorczyk Milikiem nie jest i już nie będzie. Nawet tym pudłującym. Bo Milik jeśli nie trafiał, to nie trafiał w bramkę. Teodorczyk nie trafia w… piłkę.
Symbolem nieporadności Polaków w tym meczu była akcja, gdy cofający się we własne pole karne Thiago Cionek wyrżnął się na piłce jak jakiś pijany kocur z filmów rysunkowych. Przy czym zwinnością raczej przypominał kłodę, która gruchnęła o ziemię z wielkim hukiem. Śmieszne to nawet było i człowiek może nawet by się zaśmiał, gdyby nie fakt, że okoliczności robiły się tragiczne, bo już było 1:1 i mogliśmy stracić drugą bramkę.
Tzw. drugie mecze – po trzech dniach – często były przekleństwem naszej reprezentacji. Najczęściej brakowało sił. Tym razem trafiła się nam plaga kontuzji kluczowych graczy. Zabrakło Arka Milika, Łukasza Piszczka, Michała Pazdana, a w pierwszej połowie meczu urazu doznał Artur Jędrzejczyk (mocno stłuczony mięsień czworogłowy uda). Szybko się okazało, że wraz z kontuzjowanymi odeszła piłkarska jakość. Nowi (Teodorczyk) i rezerwowi (Wszołek, Kapustka i Wilczek) nie wnieśli zbyt wiele do gry. „Teo” jest drewniany i kiedyś tym faktem zdziwił się mocno już Waldemar Fornalik gdy powołał go do reprezentacji. W kadrze to jednak poziom niedopuszczalny.
Paweł Wszołek wyglądał momentami jakby przebiegł maraton, a przecież był tylko zmiennikiem. Co tak tego faceta zatykało? Niezrozumiałe…
Byliśmy bezradni cały mecz. Maciej Rybus nie był „Turbo Grosikiem” z meczu z Danią, a i sam Grosicki wypracował mniej sytuacji do zdobycia bramki niż trzy dni wcześniej. Teodorczyk marnował patelnie, a „Lewy”, który znów przerastał pozostałych na boisku 21 piłkarzy o głowę, irytował się to na jakość podań od kolegów, to na kępkę trawy, na której podskoczyła mu piłka. Nawet czerwona kartka dla jednego z Ormian nic nie zmieniła. Może tyle, że goście zamknęli się pod bramką jeszcze szczelniej. Ale nadal potrafili groźnie kontrować.
Wiadomo było, że reprezentacja będzie musiała zagrać we wtorek inaczej. Niby w tym samym ustawieniu taktycznym, ale odmiennym personalnie. Że Kuba, że radę na prawej obronie to było do przewidzenia. Tak przecież grał w Wolfsburgu, grywał w Wiśle Kraków i nawet w reprezentacji Polski za wczesnego Beenhakkera. Kuba już w meczu z Danią rzadko – nawet zbyt rzadko – włączał się do akcji ofensywnych. Tamten mecz ciągnęliśmy lewą flanką, tam gdzie grał Grosicki. Przeciwko Armenii Kuba miał więcej miejsca, bo i ataków gości było miej. Ciągnął grę odważniej niż w sobotę, chętniej chodził do akcji ofensywnych, mimo że był obrońcą. Jego partner z prawego skrzydła Paweł Wszołek był jakiś nieobecny.
Dla Rybusa gra na lewej pomocy, a potem obronie to chleb powszedni. A jednak zagrał słabo i niepotrzebnie podarował wolnego rywalom, którzy zdobyli z niego gola.
Najwięcej wątpliwości dotyczyło Łukasza Teodorczyka. Facet w klubie pokazuje znakomitą formę, no ale Anderlecht to nie reprezentacja. „Teo” w pierwszej połowie zmarnował dwie patelnie. Obie z głowy, a przecież gra w powietrzu to ma być jego atut. Tym razem nie był.
Thiago Cionek szybko i głupio złapał żółtą kartkę. Nie zagra w wyjazdowym meczu z Rumunią. Ale co ważniejsze nie wygląda na gościa, który nam problem stopera rozwiąże na dłużej. Nie rozwiąże. Gdy gra jest tylko trochę bardziej wyrafinowana niż na „wybij” robi się kłopot. A przecież czasem trzeba po prostu pograć w piłkę. To akurat wychodzi Cionkowi słabiej.
Grzegorz Krychowiak też ciągle lepiej wygląda w płaszczu z kołnierzem z nutrii niż na boisku. Ostatni raz w formie był widziany jako zawodnik Sevilli.
Ale najbardziej martwi, że Polacy mentalnie znów nie byli najlepiej przygotowani do tego meczu. Trzeba o tym w szatni porozmawiać. Determinacja, chęci, walka to zbyt mało, jeśli się chce jechać na mundial. Potrzebna jest jakość piłkarska. Ta drużyną ją ma. Tylko na razie uśpioną.

  • ursynów

    Panie Redaktorze drogi, ale jesteś pan dziś srogi.Fakt, mecz padlina, więcej szczęścia niż umiejętności. Ale , kto będzie o tym pamiętał jak Polacy wygrają te eliminacje?
    Ja myślę,że trener Nawałka,słuchał Radia Erewań(szkoda,że nie Maryja).Tam jeden ze słuchaczy zadał takie pytanie; Czy to prawda,że komunizm dowiódł fałszu w Biblii?Odpowiedź radia była następująca: Tak, to prawda.Biblia uczy,że najpierw był chaos, a potem porządek.My wiemy,że najpierw było planowanie, a potem chaos.
    Tak było i w tym meczu. Adam(biblijne imię)Nawałka,zaplanował,miało wszystko grać, 5:0 niewyjęte, a tu masz chaos, To nie jest śmieszne, ale co płakać mamy? Zobaczymy,jak będzie w Bukareszcie w Dniu Niepodległości.Mam nadzieję, że nie będzie to apel poległych.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli