BOBO KACZMAREK: Z Zielińskim jest lepiej, ale do tego z meczu z Danią sprzed trzech lat wciąż mu daleko

Autor wpisu: 10 października 2016 08:27

Znów trafił nas syndrom dużo słabszej drugiej połowy i to jest najpilniejszy problem, z którym sztab musi się zmierzyć – uważa Bogusław Kaczmarek. „Bobo” mecz z Danią oglądał niemalże z wysokości ławki rezerwowych. – To była zdecydowanie najsłabsza duńska drużyna, jaką widziałem od lat. Tym bardziej byłoby szkoda, gdybyśmy tego zwycięstwa nie dowieźli – dodaje były asystent Leo Beenhekkera.

FUTBOLFEJS.PL: Dlaczego po raz kolejny tracimy kontrolę nad meczem przy wysokim prowadzeniu? Da się to jakoś wytłumaczyć?
BOGUSŁAW KACZMAREK: Nie wiem. Ja nie potrafię. Ale nie da się ukryć, że znów trafił nas syndrom dużo słabszej drugiej połowy. I to jest niepokojące. Być może ktoś powie, że znów zostało spieprzone przygotowanie do meczu. G… prawda. Co selekcjoner może zrobić przez trzy doby? Poprawić nic, co najwyżej może coś spierdzielić. Ale Adam niczego pod tym względem nie spierdzielił. Bo jeśli chodzi o motorykę, to piłkarze bazują na tym, co mają w klubie. A na kadrze można to tylko ująć w ramy taktyczno-techniczne. Oglądałem spotkanie z Danią niemalże z wysokości ławki rezerwowych, bo siedziałem w drugim rzędzie za plecami Nawałki, tam gdzie zawodnicy, którzy się nie załapali do osiemnastki. Poza pierwszymi dziesięcioma minutami nawet przez moment nie zwątpiłem, że w tym meczu może nam się cokolwiek złego stać. Nie wiem, czy pan się ze mną zgodzi, ale Duńczycy grali bardzo schematyczną i przewidywalną piłkę. Większość podań szła do Eriksena…

Który w dodatku był jednym z najsłabszych piłkarzy na boisku.
No właśnie. Dużo piłek gubił, zagrywał niecelnie, nawet gdy nie był atakowany. Z jego strony zagrożenia wielkiego raczej nie trzeba było się obawiać. Choć pamiętajmy, że na początku Duńczycy mieli dwie bardzo dobre okazje i to był taki sygnał ostrzegawczy dla naszej obrony. Ale później całkowicie przejęliśmy kontrolę nad meczem. Jedna, druga szarża Grosickiego, dwa gole Roberta, po przerwie trzeci, patrzę 47. minuta i mówię: „No dobra, ten mecz powoli można już zamykać”. A tu raptem ni z tego, ni z owego robi się klops.

Przypadek?
Niby tak, bo przecież Duńczycy absolutnie na tego gola niczym nie zapracowali. Piłka po strzale Kamila Glika miała taką parabolę, że tylko z drabiny strażackiej można było ją obronić. I co? Konsternacja, dekoncentracja. I rzeczywiście mogło się to nieciekawie skończyć. Tym bardziej byłoby szkoda, bo to była zdecydowanie najsłabsza duńska drużyna, jaką widziałem od lat. Bardzo toporny blok obronny. Robert zdominował ich pod każdym względem. I w powietrzu, i w grze jeden na jednego. Przestawiał ich, jak chciał. To był teatr jednego aktora. Wiem, że „Grosik”, Jędrzejczyk czy Fabiański też zagrali bardzo dobrze, ale wygraliśmy dzięki Lewandowskiemu. To nie ulega żadnej wątpliwości. Trzy lata temu byłem na meczu Polska – Dania w Gdańsku. Tym towarzyskim, który też skończył się naszą wygraną 3:2. Wtedy w 70. minucie Robert został wygwizdany. Absolutnie niezasłużenie. Oczywiście gwizdano na niego, bo nie strzelił wtedy gola, ale swoją grą wymusił na przeciwniku tyle błędów, że wystarczyło do zdobycia trzech bramek. A przypomnę, że wtedy w duńskiej reprezentacji grali dużo lepsi obrońcy niż teraz. Byłem tym wszystkim lekko zażenowany, bo widziałem, jak Robert harował w tym meczu i jak na ołtarzu drużyny położył swoje indywidualne popisy, plany i zachcianki. Tym razem już nikt żadnych wątpliwości nie miał. Robert do spółki z Grosickim całkowicie zmajoryzowali grę w przodzie.

Przydał się Robertowi odpoczynek od treningów z drużyną.
To była najmądrzejsza decyzja sztabu reprezentacji przed tym spotkaniem. Myślę, że obaj panowie, czyli Adam z Robertem, na sugestię pewnie ludzi ze sztabu Bayernu, porozmawiali sobie i uzgodnili, że w tym mikrocyklu przedmeczowym pewne rzeczy trzeba „Lewemu” odpuścić. I jak tu się nie zgodzić z pewnym filozofem piłkarskim, który powiedział, że dobry odpoczynek jest lepszy niż zły trening?

Selekcjoner najwyraźniej wyciągnął też wnioski po meczu z Kazachstanem, bo powrót do składu Jędrzejczyka dodał tej drużynie pewności.
Zdecydowanie. Z Arturem wyglądało to dużo lepiej, choć nie ustrzegliśmy się kilku prostych błędów, za które mogliśmy grubo zapłacić. Tym bardziej że jeden ze słabszych występów w swojej reprezentacyjnej karierze zaliczył Kamil Glik. I nie chodzi tu już tylko o swojaka, ale też to, jak gubił krycie, źle się ustawiał, nie nadążał za asekuracją i w kilku sytuacjach spóźniał się z interwencją. Po jego błędach już na początku meczu mogliśmy przegrywać 0:2. Natomiast Jędrzejczyk daje tej drużynie komfort i w powietrzu, i na ziemi. Rzeczywiście, po raz kolejny było widać, jak bardzo brakowało go drużynie w Kazachstanie.

Nie było błędem, że po zejściu Arka Milika przeszliśmy na ustawienie z jednym tylko napastnikiem? Nie lepiej było wpuścić do gry Teodorczyka albo Wilczka?
Myślę, że nie. Linetty zbiera bardzo dobre recenzje w Sampdorii, gra regularnie, a Adam nie ukrywa, że z jego osobą wiąże duże nadzieje, jeśli chodzi o występy w tej kadrze.

Tym bardziej że wciąż nie za bardzo z tym Krychowiakiem.
No widzi pan – tu pokutuje pewien naturalny objaw. Zawodnikowi, który bazuje na doskonałym przygotowaniu motorycznym, a takim zawodnikiem jest Krychowiak, a właściwie był, dopóki grał w Sewilli, nie może zabraknąć rytmu meczowego. Wciąż widać, jak bardzo w tym PSG brakuje mu rytmu meczowego. Raz gra, raz nie gra – więcej nie gra, niż gra. To nie może pozostać bez konsekwencji, tym bardziej że w zadaniach destrukcyjnych w tej drugiej linii Krychowiak jest ostatnio osamotniony. Wcześniej w tych trudniejszych meczach posiłkowaliśmy się Jodłowcem. Tym razem pierwszy wybór zmianowy to był Linetty i w pełni solidaryzuję się z tą decyzją Adama.

Brak Milika będzie dużym problemem dla tej drużyny?
Może być.

Nawet biorąc pod uwagę to, że ostatnio Arek za wiele nie strzelał?
Obaj z Robertem funkcjonowali na boisku jak automaty. Teraz jak najszybciej na coś trzeba się będzie zdecydować – albo wracamy do gry tylko z Robertem z przodu i koncentrujemy się na układzie 4-1-4-1, z Krychowiakiem kontrolującym grę, albo trzeba podeprzeć się kimś z dwójki: Teodorczyk – Wilczek. Wilczek, podobnie jak Milik, jest lewonożny. Ale liga duńska to nie jest liga o jakimś wyjątkowo dużym stopniu trudności, więc tak do końca nie wiadomo, czy ten Wilczek jest w stanie takiego Milika zastąpić i dać tej reprezentacji dodatkową jakość. „Teo” z kolei wali w tym Anderlechcie gole jak na zawołanie, ale on zamiast uzupełniać się z Robertem, może mu przeszkadzać. Mogą się dublować, bo on też bazuje na grze tyłem do bramki, bardzo dobrym timingu przy dośrodkowaniach, walce z obrońcami. Tak czy inaczej, teraz z Armenią jest próba generalna. Trzeba się na coś zdecydować i to wypróbować przed kolejnym, wyjazdowym meczem z Rumunią.

Piotrek Zieliński wreszcie został pochwalony za mecz w reprezentacji. Pana jego występ przekonał?
Widzę progres w tej jego grze – więcej śmiałości i więcej kreatywności, ale do tego Zielińskiego z meczu Polska – Dania w Gdańsku sprzed trzech lat jeszcze trochę brakowało. Wtedy zaprezentował się zdecydowanie lepiej. Zdobył bramkę, pokazał kilka super kombinacyjnych akcji – to był w ogóle jeden z jego najlepszych meczów w karierze. I myślę, że pomału do tego poziomu w kadrze już zaczął się zbliżać. Widać, że odżył, nabrał pewności, miał kilka zagrań naprawdę znamionujących klasę.

Czyli słusznie selekcjoner daje mu wciąż szansę?
Z faktami nie ma co dyskutować. Skoro chłopak gra w miarę regularnie w takiej drużynie jak Napoli i jest tam chwalony, to w piłkę chyba musi umieć grać – to są argumenty niepodważalne. Myślę, że to jest wystarczająca rekomendacja do tego, by wciąż było dla niego miejsce w kadrze. Jeśli on w tym Napoli prezentuje się tak dobrze, to dlaczego nie próbować tej jego formy przenieść na grunt reprezentacji? I Adam słusznie robi, że próbuje.

Rozmawiał Krzysztof Budka

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli