BOBO KACZMAREK: Kazaliśmy Bronowickiemu zostawić mózg w szatni

Autor wpisu: 28 czerwca 2016 08:40

Jeden z największych fachowców w Polsce od radzenia sobie z Portugalią. Był asystentem Leo Beenhakkera, kiedy w el. ME 2008 pokonaliśmy tego rywala 2:1 w Chorzowie, a potem zremisowaliśmy z nim 2:2 w Lizbonie. Tym razem Bobo Kaczmarek też ma sposób na Cristiano Ronaldo i spółkę.

FUTBOLFEJS.PL: Coście zrobili wtedy z Grześkiem Bronowickim?
BOBO KACZMAREK: Kazaliśmy my zostawić mózg w szatni.

I co, zostawił?
Najwyraźniej, bo uwierzył w to, co się do niego mówiło. A mówiliśmy, że nie ma rzeczy niemożliwych. No i bez tego mózgu już w trakcie meczu nawet na moment nie zdarzyło się mu w to zwątpić. Dzięki temu robił z tym Ronaldo, co chciał. Zresztą nie tylko z nim, ale z każdym Portugalczykiem, który tylko pojawił się na jego stronie, czy to był Simao Sabrosa, czy Nani. Żaden nie miał z Grześkiem szans. Stąd wzięło się później to powiedzenie „Big Brono”.

Wtedy pokonanie Portugalii zakrawało na cud. Dziś już nie.
Zadanie jest absolutnie do wykonania, choć nie będzie łatwe. Trzeba to sobie powiedzieć wprost, bo widzę i słyszę, że niektórych już poniosła fantazja.

Pewnie dlatego, że ta dzisiejsza Portugalia nijak ma się do tamtej.
Ta jest bardziej przewidywalna, zgadza się. Wtedy Portugalia to byli w większości artyści. Z tamtej drużyny zostało już chyba tylko czterech graczy: Ronaldo, Nani, Quaresma i Ricardo Carvalho, ale podstawowi są dziś tylko dwaj pierwsi. Reszta to już zupełnie inny rozmiar kapelusza. Wtedy to był aktualny wicemistrz Europy i czwarta drużyna świata. Piłkarzy wciąż mogę wymienić jednym tchem: Ricardo, Miguel, Carvalho, Nuno Valente, Costinha, Maniche, Deco, Sambrosa, Nani, Ronaldo, Nuno Gomes, Tiago, Petit, Postiga. Dwa tygodnie po tym, jak przegrali z nami 1:2 w Chorzowie, ograli na gładko Brazylię 2:0. To była naprawdę cholernie dobra paka. A dziś? Dziś Portugalia to zupełnie inny zespół. Najmłodszym zawodnikiem w obronie jest Fonte – niecałe 32 lata. Dalej Eliseu – też 32, Pepe – 33, Bruno Alves – 34, Ricardo Carvalho – 38. Na bokach mają trochę młodszych, ale to i tak obrona dziadków.

Czyli tam trzeba szukać ich słabego ogniwa?
Oczywiście. Mecz z Węgrami powinien być dla Adama Nawałki materiałem poglądowym, jak należy z tą dzisiejszą Portugalią zagrać. Trzeba po prostu, tak jak Węgrzy, wykorzystać nieudolność Portugalczyków w obronie. Tam jest ich pięta achillesowa.

To i bez goli Lewandowskiego może się udać.
Jeśli ktoś czepia się Roberta za to EURO, to profanuje wszelkie wartości piłkarskie. Jak można nie widzieć tego, co on robi dla Milika, dla Błaszczykowskiego, dla innych? To, że nie strzela goli, nie znaczy, że stracił swoją wartość w tej drużynie, że stracił swoją klasę. Naprawdę trzeba być ślepym, żeby nie zobaczyć, jak on jednocześnie wykonuje na boisku pracę za siebie, za Milika i jeszcze za rozgrywającego. On położył swoją grę na ołtarzu wyników tej drużyny. Myśli pan, że to go nie dusi? Dusi. Tym bardziej na większy zasługuje szacunek. Niech Robert tych bramek nie zdobywa, bylebyśmy nadal wygrywali. I bez jego trafień jesteśmy w stanie ograć tę Portugalię.

Co by jednak o tej Portugalii nie mówić, to w tym ćwierćfinale przypadkowo jednak się nie znalazła, prawda? Oprócz Ronaldo musi mieć jeszcze inne atuty.
Największym jest błyskawiczne przejście z obrony do ataku. Widział pan pewnie akcję, po której wyrzucili z turnieju Chorwatów. Ci kilkadziesiąt sekund wcześniej zmarnowali trzy doskonałe sytuacje – jedną po drugiej. Na koniec Perišić trafił chyba w słupek. I co? I nie zdążyli się jeszcze zorientować, o co chodzi, a już dostali bramkę z kontry. Piłka jest tak mściwa, że nie wiem.

Wróćmy do tej pamiętnej chorzowskiej wiktorii. Co było wówczas kluczowe?
Organizacja gry i maksymalne wykorzystanie predyspozycji piłkarzy w określonej strategii. Pamięta pan, w jakich okolicznościach padły dla nas bramki? Po tym, jak wymusiliśmy błędy na Portugalczykach, gdy wprowadzali piłkę do gry. Można powiedzieć, że wypisz, wymaluj – to samo, co w pierwszej akcji ostatniego naszego meczu ze Szwajcarią zrobili Milik z Lewandowskim. Tak kazaliśmy wtedy grać naszym napastnikom. Od początku narzucić taki styl, bardzo dla Portugalczyków niewygodny. Oni lubili mieć czas i trochę wolnego miejsca. Trzeba było więc ich tego pozbawić. Pressing i błyskawiczne skontrowanie po przejęciu piłki. A najważniejsze było to, żeby Portugalczycy po tych stratach nie zdążyli się zorganizować w obronie. My wiedzieliśmy, że trochę im to czasu zajmuje, mimo iż ten kwartet obrońców tworzyli wtedy naprawdę wysokiej klasy piłkarze: Ricardo Carvalho i Ricardo Rocha na środku, Miguel z prawej i Nuno Valente z lewej. Wiedzieliśmy, że wszystkie piłki od tyłu rozgrywane będą przez Miguela, dlatego Ebi miał za zadanie bardzo wysoko wychodzić do niego, próbować zmuszać do błędu, wywierać na nim presję, a kiedy byli z piłką na naszej połowie, wypychać go jak najdalej naszej szesnastki. Natomiast Rasiak i Żurawski mieli się skoncentrować na Carvalho. I w kilku przypadkach ten ich skuteczny pressing przyniósł nam bramkowe okazje. Za nimi rygiel tworzyli Mariusz Lewandowski i Radek Sobolewski. A całość zamykały skrzydła, gdzie grali Kuba Błaszczykowski i Ebi. W pewnym momencie tak stłamsiliśmy tych Portugalczyków, że w jednej akcji na tej stronie, gdzie jest ta słynna wieża żużlowa na Stadionie Śląskim, wymieniliśmy czternaście podań. Wszystkie na jeden, dwa kontakty. Wszystkie twórcze – do przodu, a nie na zasadzie ty do mnie, ja do ciebie. To świadczyło o tym, że z tą Portugalią graliśmy w piłkę. Tym bardziej smakowała ta wygrana.

To był przełom dla tamtej drużyny.
Tak. Ale potem, już przed EURO 2008, wypadło jej serce, a właściwie dwa serca: Kuba Błaszczykowski i Radek Sobolewski, oraz najmądrzejszy piłkarz w naszej defensywie – Arek Radomski. W Austrii, w pierwszym meczu z Niemcami nie było u nas bodajże sześciu ludzi z tej wyciśniętej jak cytryna drużyny z meczu z Portugalią.

Pojechał za to Michał Pazdan. Osiem lat temu była z was szydera, że zabraliście go do Austrii. Dziś z Nawałki nikt się już nie śmieje.
Ile w związku z tym chłopakiem przeżyliśmy nieprzyjemności, to chyba tylko my wiemy. Ale najwięcej Pazdan powinien zawdzięczać nie mnie, nie Beenhakkerowi, nie Nawałce, tylko Markowi Kostrzewie. Znam Marka doskonale, przez dziesięć lat był moim asystentem. Mało kto tak jak on potrafi ocenić możliwości piłkarza, zresztą od lat jest to w Górniku jego główne zadanie. Jak Pazdan trafił do Zabrza z Hutnika Kraków, to właśnie z polecenia Marka został obserwowany przez sztab reprezentacji i po tej obserwacji przyjechał na konsultację. Leo, jak tylko go zobaczył, powiedział, że ten chłopak ma niesamowity charakter. Resztę rzeczy – mówi – trzeba dorobić, ale charakter do piłki ma znakomity. I przy niezłej motoryce Michała przez kilka lat dało się tę resztę dorobić. Ale dla mnie Pazdan to nie jest środkowy obrońca. Docelowo to zawodnik na pozycję numer sześć.

Dla Nawałki jest jednak stoperem i jak na razie radzi sobie całkiem dobrze.
Wie pan, w dobrym towarzystwie to się nawet lżej umiera. W myśl tej teorii, nie powinniśmy się dziwić postawie Pazdana. Kameleon też potrafi upodabniać się do otoczenia. Jestem dla Michała pełen szacunku, chociaż nie popadajmy nad nim w zachwyt, bo jednak robi błędy. Czasem nawet poważne, jak w meczu z Ukrainą, gdy jak dzik poszedł w pierwsze tempo i zaliczył pusty przelot. Piłka była szybsza, w efekcie czego Jarmołenko wyszedł sam na sam z Fabiańskim.

Wspominał pan, że osiem lat temu bardzo brakowało wam w Austrii Kuby. Teraz wielu zastanawiało się, czy warto zabierać go do Francji.
Ale nie to jest największym paradoksem. Największym paradoksem jest co innego, że naszego najlepszego piłkarza na tym turnieju, czyli właśnie Błaszczykowskiego, nikt w Europie nie chce – tak mówi jego menedżer Vöge. W Fiorentinie już go nie chcą, w Borussii nadal go nie chcą. Nie potrafię tego zrozumieć. A Kuba to wciąż wielka klasa i znakomity zawodnik.

To jak będzie w czwartek?
Powinno być dobrze. To, co Portugalia długimi momentami grała z Chorwacją, to była tak zwana szkoła przetrwania. Nic się nie działo. Dlatego widzę olbrzymią szansę. Najważniejszą rzeczą teraz jest dobry trening restytucyjny, o co Adam z pewnością zadba, bo ma w sztabie ludzi, którzy w sposób właściwy reagują na poziom zmęczenia organizmów u piłkarzy. Druga siła to jest doktor Jaroszewski. Jako młody lekarz przychodził do pracy w Grodzisku w 2001, czy 2002 roku. I kilka lat później Leo Beenhakker zaproponował mu współpracę w kadrze. Ma więc niezbędne doświadczenie. Znam go doskonale, więc mogę za niego ręczyć. Po trzecie, tym razem szanse będą wyrównane, bo wreszcie mamy tyle samo czasu na regenerację, ile rywal. Po czwarte, uważam, że Szwajcarzy na dziś są drużyną bardziej uporządkowaną niż Portugalczycy, a przecież ze Szwajcarią sobie poradziliśmy. Po piąte wreszcie, ta nasza drużyna nie pęka. Ma ogromną pewność siebie. Niech pan spojrzy na nasze karne. Każdy wykonał swojego perfekcyjnie. No, prawie każdy, bo gdyby bramkarz Szwajcarów miał trochę więcej centymetrów, to być może wybiłby strzał Milika. Generalnie jednak uderzaliśmy idealnie. A podszedł ten Szwajcar, co to kosztował Arsenal 40 milionów euro (Granit Xhaka – przyp. red.), z lewą noga podobno najlepiej wyważona w Europie, w walnął tę nogą metr od słupka. O czym to świadczy? O braku dojrzałości emocjonalnej. A wychodzi Krychowiak i z szelmowskim uśmiechem na ustach pakuje ostatniego karnego w okno. To był prawdziwy pokaz siły tej drużyny. Tak więc jestem optymistą.

Niektórzy próbują nas straszyć Fernando Santosem, że po EURO 2012 podobno ma na nas patent, a przynajmniej wie, jak powinno się z Polską grać.
To akurat teoria, która prowadzi donikąd. Inny teatr, inne małpy. I u niego, i u nas. Tym się akurat nie warto przejmować.

Rozmawiał Krzysztof Budka

Inne artykuły o: Euro 2016 | Reprezentacja

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli