Bez „Lewego” wracamy do smutnych czasów naszej reprezentacji

Autor wpisu: 10 listopada 2017 23:08

Polska zremisowała z Urugwajem 0:0 i mecz ten mógłby się spokojnie nie odbyć. Jeśli są jakieś wnioski po tym spotkaniu, to zaczynają się one od słowa „lepiej”. No więc, lepiej żebyśmy nie musieli grać na mundialu bez Roberta Lewandowskiego, bo potencjał drużyny spada nam o 70 procent. I lepiej, żebyśmy nie musieli grać w wariantach eksperymentalnych, bo na Narodowym nowe, testowane ustawienie nie wyglądało zbyt dobrze.

W pierwszej połowie najważniejszy był Artur Boruc. Nie tylko z powodu fety w 44. minucie, ale także dlatego, że obronił piekielną „bombę” Gastona Silvy. Urugwajczyk zapakował z całej siły i aż się złapał za głowę, gdy zobaczył, że polski bramkarz wybija piłkę lecącą prosto w okienko. To była obrona meczu, ale i – niestety – akcja meczu w wykonaniu polskiej drużyny. Bo w ofensywnie byliśmy w piątek bezzębni. Brawa dla Boruca za to, że nawet w takiej festynowej atmosferze był do końca skoncentrowany.
Było podniośle, był czas na wzruszenia, pozdrowienia i łzy.
Pożegnania pożegnaniami, pamiątkowe patery paterami, kwiaty i uściski – ale grać trzeba.

A już na początku – może także przez te wszystkie uroczystości – naszym uciekła koncentracja. Kamil Glik tak fatalnie nie trafił piłkę, że odbiła mu się ona od nogi i o mały włos nie wpadła do bramki. Glik mógł mieć małe deja vu…
Bo Urugwaj i Edinson Cavani to jest dla Glika zły sen. I wcale nie chodzi o spotkania obu panów w lidze francuskiej, a o poprzedni mecz tych reprezentacji w Gdańsku sprzed pięciu lat. Polacy – prowadzeni przez Waldemara Fornalika – przegrali 1:3, a Luis Suarez i Cavani właśnie byli o krok od wybicia Glikowi z głowy pomysłu zostania piłkarzem. Kamil był niemiłosiernie ogrywany, Urugwajczycy zrobili z niego wiatrak, a nasz stoper – na domiar złego – zapakował sobie swojaka. Na szczęście od tamtej pory Glik nie zagrał już w reprezentacji tak słabo. Ba! Stał się opoką naszej obrony. O meczu z jesieni 2012 opowiada tyle, że wyparł go z pamięci i chyba to prawda, bo potrafi z tego żartować.
Z Urugwajem Glik grał już później dobrze i był nawet bliski zdobycia gola po rzucie rożnym i uderzeniu – oczywiście – głową.
Gdyby powiedzieć czy naszej reprezentacji pasuje system z trójką stoperów w obronie i dwoma wahadłowymi (Bereszyński i Rybus), to trzeba by powiedzieć, że jednak nie. Oczywiście ogląd na naszą drużynę, gdy nie gra Robert Lewandowski – jest mocno zniekształcony i sensowności tego eksperymentu nie sposób ocenić do końca uczciwie.
Pytanie czy aby na pewno mamy do tego systemu wykonawców, skoro wymusza on na selekcjonerze by od początku postawił na debiutanta (Jarosław Jach) i Thiago Cionka, który normalnie grywał tylko w sytuacjach awaryjnych. Jeszcze więcej pojawia się wątpliwości, gdy się spojrzy na ławkę rezerwowych i zobaczy, kto się nie w takim ustawieniu nie mieści. A tam pod kocykami m.in.: Krzysztof Mączyński (no dobra, jego nie ma co brać pod uwagę, bo Nawałka tym razem chciał zobaczyć w akcji Jacka Góralskiego. W meczu o punkty zagrałby legionista), Karol Linetty i Piotr Zieliński.
Czy my mamy taki potencjał, żeby nam się najzdolniejszy polski piłkarz młodej generacji, czyli „Zielu” nie mieścił w drużynie?
Nie jest to wina jedynie ustawienia (spowodowała to klasa rywala), ale przeciw Urugwajowi graliśmy nie po swojemu. Nie budowaliśmy misternie akcji, nie rozgrywaliśmy piłki, nie próbowaliśmy – jakby to odważnie nie brzmiało – dominować rywala. No bo trochę to tak już jest, że od naszej reprezentacji wymagamy bardzo dużo.

Tymczasem w piątkowy wieczór akcje robiliśmy niemrawe i pojedyncze. Częściej graliśmy na „wybij”. Trochę tak, jak się gra w… okręgówce: „dzida” do przodu i niech tam chłopaki walczą. I może jak by na boisku był „Lewy” to by powalczył.
Ciekawe akcje da się policzyć na palcach jednej ręki. „Krycha” rzucił „długą piłę” do Grosickiego, ten ze skrzydła do Wilczka, ale nasz napastnik wyszedł do górnej piłki jakoś tak bojaźliwie. Uderzenie głową było, ale takie raczej do statystyk.
Kamil Wiczek długo czekał na swoją szansę. Dostał ją w końcu, ale powiedzieć, że ją wykorzystał to byłoby nadużycie.
W 20. minucie gry dostał od Krychowiaka podanie-ciastko, ale z kilku metrów fatalnie przestrzelił. W drugiej połowie też z bliska uderzał lewą nogą, ale niecelnie. A przecież Wilczek umie grać tą lewą nogą…
Zmienił go – na niecałe pół godziny – debiutant Jakub Świerczok i – przynajmniej na razie – odkrycia Ameryki nie było. Ale warto dać czas temu chłopakowi i mu się uważnie przyglądać, bo w lidze pokazuje, że ma dar do strzelania goli, a z tym trzeba się urodzić.
Niestety dla niego – i innych naszych napastników – siłą rzeczy będzie porównywany do Lewandowskiego. A takiego porównania nikt nie wytrzyma.
Pod nieobecność Roberta Lewandowskiego największą jakość piłkarską dawał drużynie Kuba Błaszczykowski. Napisałem kiedyś, że on tej reprezentacji nadaje szlachectwa i potwierdził to także w meczu z Urugwajem. Zero paniki, gra z rozmysłem i pomysłem. Dużo widzi, wie co chce zrobić i ma umiejętności, żeby to zrobić. Niby to nic nowego o Kubie, ale za każdym razem cieszy.
Mecz z Urugwajem rozczarował i potwierdził obiegową opinię o meczach towarzyskich, że są przeżytkiem i atrakcją porównywalną do przejażdżki tramwajem w Boże Narodzenie. Można, ale po co?
Niektóre zagrania (raz Krychowiak, raz Mączyński) do nikogo w meczu o punkty się tak łatwo nie zdarzają, bo jest trochę więcej koncentracji.

A Urugwaj? Ktoś obok mnie grubo zażartował: delicje. A ktoś inny: nie to Sandecja – Termalica… Proszę, kpimy z reprezentacji…
Nawet Cavani – na którego miło się patrzy – zniechęcił się do futbolu jak mu się na „achillesach” zameldował Thiago Cionek. I było po futbolu.
Jest jeden plus piątkowego meczu. „Lewy” sobie trochę odpoczął.
Bez niego wracamy do smutnych czasów naszej reprezentacji.

Inne artykuły o: Reprezentacja

  • ursynów

    To uspokoił mnie redaktor, bo nie oglądałem meczu i myślałem,że coś ważnego przegapiłem.Raz tylko przełączyłem ,bo oglądałem 91odcinek serialu w którym padał deszcz,a jeden taki niewysoki pan, zwany naczelnikiem przemawiał ,ale nic nie rozumiałem i wtedy inny pan , który też coś gadał,mówił, że gramy z Argentyną.Nic już nie kumam.Na koniec mam pytanie, czy Prezes Boniek miał zgodę innego Prezesa na rozegranie tego meczu,no bo 10 ktoś inny ma zgodę na cykliczne zgromadzenie? Napisał Pan Redaktor,że wracamy do smutnych czasów,no trafił Pan, każdego 10 wracamy do smutnych czasów.Ale w meczu z Meksykiem, będziesz pan zadowolony.
    Dobranoc

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli