Artur Jędrzejczyk: Zawsze byłem fizolem

Autor wpisu: 27 maja 2016 01:05

Arkadiusz Milik twierdzi, że jak się siedzi w czasie posiłków przy stole z Arturem Jędrzejczykiem to można skonać ze śmiechu. Po awansie reprezentacji na Euro długo pokazywano filmiki z szatni Polaków, gdzie Jędrzejczyk był prawdziwym mistrzem ceremonii: śpiewał, tańczył, a na podłodze pokazywał niesamowite figury z break-dance’a.

Ale nie z tego powodu, że Jędrzejczyk jest największym „jajcarzem” znalazł się w kadrze. Adam Nawałka ceni go za solidność, siłę fizyczną i uniwersalność. W Arłamowie pogadaliśmy o Legii, Koronie Kielce, Czerczesowie i oczywiście reprezentacji. Nie mogło zabraknąć wątku jajcarskiego.

FUTBOLFEJS.PL: Uczyłeś się break dance’a, czy wtedy, w szatni po meczu z Irlandią, to był zupełny spontan?
ARTUR JĘDRZEJCZYK
: Spontan. Ja takie rzeczy robię na spontanie.

Dobrze, usłyszałem? Po szampanie?
Nie, nie. Spontanie. A propos spontanu. Widziałem twój wywiad z Krychowiakiem [TUTAJ]. Bardzo mi się podobało, naprawdę się uśmiałem. Na końcu filmiku to naprawdę był ochroniarz?

Naprawdę. Dzięki za dobre słowo. Czasem trzeba mieć luz i trochę dystansu do siebie i do otaczającej rzeczywistości. A ty nigdy nie planujesz swoich dowcipów, nie reżyserujesz ich?
Nie, to są wszystko żarty sytuacyjne. Czasem nawet trudne do opowiedzenia.

Pamiętam jak kiedyś, na lotnisku, schowałeś zegarek Bartkowi Kapustce.
To był impuls. Wiesz jak to jest na lotnisku, człowiek zaaferowany, zajęty kontrolą bezpieczeństwa, chwila nieuwagi i zegarka nie ma. A potem musi chodzić i myśleć: wziął mi go któryś z kolegów czy może naprawdę zgubiłem? A koledzy chodzą i tylko się uśmiechają…

A jak to jest w reprezentacji przy posiłkach?
No rzeczywiście chodzą hity. Zresztą nie tylko z mojej strony, bo Arkowi Milikowi też w żartowaniu nic nie brakuje. Zostajemy po jedzeniu trochę dłużej przy stole i słuchamy, co u kogo słychać. Wtedy sypią się żarty, kawały i jest szydera, albo docinki. Żartujemy z siebie nawzajem, ale to jest dobre: uczy dystansu do własnej osoby.

Bywa, że jest grubo?
Bywa, choć nie ma jakiegoś bezczelnego szydzenia, żeby komuś się zrobiło przykro. Znamy granice. Aczkolwiek ostatnio pytaliśmy Arka, jak to się stało, że nie zdobył mistrzostwa Holandii… On coś tam dogadywał, ale go stopowaliśmy: „dobra, dobra, ale mistrzostwa Holandii nie zdobyłeś, prawda?”.

Słyszałem, że etap gry w Legii już za sobą zamknąłeś i wracasz do swojego starego klubu?
No, tak. Raczej tak…

Chodzi oczywiście o Koronę Kielce!
Koronę? Hę…

Zaskoczyłem cię!
No fakt, zaskoczyłeś… Sporo czasu tam spędziłem i naprawdę chętnie bym do Korony wrócił. No, ale może jeszcze nie teraz…

Ale Koronie wiele zawdzięczasz. To był dla ciebie przełomowy moment. Byłeś już zawodnikiem Legii, ale na Łazienkowskiej tak od razu to cię nie chciano.
Ale trener Marcin Sasal mnie chciał. Po Dolcanie Ząbki, gdzie byłem najpierw, ściągnął mnie do Korony. W Legii nie miałem szans na grę. A trener Sasal mnie znał, chciał do Korony, więc nawet się długo nie zastanawiałem. To była dobra decyzja. Tam się zbudowałem. Wróciłem do Legii silniejszy, wróciłem lepszym piłkarzem. Tamta Korona to był zespół, ale jak rodzina. W każdym tygodniu chodziliśmy razem do restauracji. Miło tamten czas wspominam. Tam poznałem smak Ekstraklasy.

To teraz już na poważnie. Co z tobą dalej? Telefon się grzeje? Dzwonią z propozycjami?
U mnie? Nic się nie grzeje. Prawdopodobnie wrócę do Krasnodaru. Tam mam ważny kontrakt.

Ale przecież przed tobą Euro, to może być trampolina do nowego klubu.
Jeśli w ogóle pojadę, a potem jeszcze zagram, to pewnie, że chciałbym się pokazać z dobrej strony. Ale na razie to co jest pewne to kontrakt z Krasnodarem na kolejne dwa lata.

A opcja ponownego wypożyczenia do Legii w ogóle nie wchodzi w grę?
W Legii spędziłem dobre pół sezonu, które skończyłem mistrzostwem Polski i Pucharem Polski. Zależało mi na graniu, bo w Krasnodarze było z tym różnie, a ja chciałem się dobrze przygotować do Euro. I to się udało. Chciałem grać. W takim przypadku pieniądze schodzą na dalszy plan. Mogłem siedzieć w Rosji i kasować, ale wtedy turniej we Francji przeszedł by mi koło nosa. Jeśli się Legia z Krasonaderem dogada to ok, chętnie pomogę chłopakom w walce o Ligę Mistrzów, ale – szczerze mówiąc – w Rosji też się dobrze czuję. Muszę poczekać jak się sprawy potoczą w najbliższych tygodniach. Dziś szanse oceniam 50:50, choć słyszałem, że Krasnodar nie będzie chciał mnie sprzedać.

Obserwując twoją grę w Ekstraklasie czasem miałem wrażenie, że się dobrze bawiłeś. Często miałeś taką przewagę fizyczną nad rywalami, że momentami traciłeś koncentrację, jakbyś był pewny, że tutaj oni są zbyt słabi, żeby ci zrobić krzywdę.
Zawsze byłem fizolem i nie bałem się pojedynków. Przychodząc zimą do Legii znałem Ekstraklasę i wiedziałem czego się mogę spodziewać. Może więc czasem, gdy wysoko wygrywaliśmy, to trochę tego luzu było zbyt dużo. Ale przecież bywały też słabsze momenty. Szczególnie na wyjazdach.

Miałeś pewność, przechodząc do Legii, że pod ręką trenera Czerczesowa dobrze się przygotujesz do Euro?
Wiedziałem, że Rosji trenuje się bardzo intensywnie. I tego też spodziewałem się po Czerczesowie. Ale, szczerze mówiąc nigdy nie miałem kłopotów z przygotowaniem fizycznym, siłownią czy bieganiem, więc byłem spokojny. Myślę, że jego dużym atutem było to, że nie patrzył na nazwiska. Grali ci, którzy byli w formie. Na pewno nas nie straszył niedźwiedziem, choć pracę umiał wyegzekwować. Jak mu się coś nie spodobało to urządzał małą awanturę i wszystko wracało do normy.

Pamiętam jak z Kubą Wawrzyniakiem wychodziliście przez mixed-zonę we Wrocławiu po meczu z Finlandią i on krzyknął do nas, ale o was: „Idzie dwóch najlepszych zastępców”. Kuba ma spore pokłady autoironii, ale jak to jest naprawdę? Jaką masz szansę na grę, skoro musisz rywalizować z Łukaszem Piszczkiem? Żadne?
Wszyscy wiemy jakiej to klasy zawodnik, w jakim gra klubie, w jak silnej lidze. Ostatnio został wybrany najlepszym prawym obrońcą Bundesligi. Ale mimo to podejmę rywalizację, nie zamierzam nikomu odpuszczać bez walki. Zresztą moim atutem jest uniwersalność. Mogę zagrać na obu flankach w obronie, a także na stoperze. A bardzo wierzę w sukces tej reprezentacji, chciałbym być jego współautorem. Mamy bodaj 12 zawodników w najsilniejszych ligach, więc potencjał w tej drużynie jest. Teraz trzeba go tylko pokazać na boisku.

Rozmawiał Dariusz Tuzimek

A tak Artur zapraszał na wywiad z Futbolfejs:

Inne artykuły o: Euro 2016 | Polecane | Reprezentacja

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli