Zbigniew Boniek w sądzie, czyli co ja tutaj robię?

Autor wpisu: 24 listopada 2016 15:33

Do trzech razy sztuka. Zbigniew Boniek wreszcie stawił się w łódzkim sądzie, do którego wzywany był już dwukrotnie. – Pamiętajcie, że ja tu jestem tylko jako świadek – rzucił w kierunku dziennikarzy wchodząc do sądu. Pamiętamy, pamiętamy…

W łódzkim Sądzie Rejonowym odbywa się proces w sprawie Widzewa. Oskarżeni są w nim byli pezetpeenowscy działacze: Michał L., Eugeniusz K., Zdzisław K., a także m.in. Jakub Andrzej G., były współwłaściciel Widzewa. Co w tym gronie robi Zbigniew Boniek? Został wezwany na świadka. Już po raz trzeci. Tym razem skutecznie, bo na wcześniejsze dwa wezwania „Zibi” reagował jedynie przysyłając usprawiedliwienia swojej nieobecności.

Boniek w sadzie 011Na Bońka nie czekał przed sądem co prawda żaden tłum, choć kilku „wścibskich” dziennikarzy się znalazło (i jedna telewizyjna kamera). – Nie macie o czym pisać? – rzucił w ich stronę prezes. Świadkowanie świadkowaniem, ale nietrudno było zauważyć, że nie w smak mu ta wizyta. A jeszcze bardziej nie w smak było mu wtedy, gdy sąd na złożenie zeznań kazał mu czekać… półtorej godziny, na ten czas wypraszając z sali.

– Gdybym zaprosił kogoś na 10.00, a ten ktoś musiałby czekać do 11.30 pod drzwiami, na pewno nie byłby zadowolony – stwierdził Boniek tuż po wejściu na salę. Na co sędzia natychmiast zripostował: – Sąd czekał na pana już dwukrotnie, a pan się nie pojawił…

– Czy pan wie, w jakiej sprawie pan zeznaje?
– I tak, i nie… Nie do końca…

Boniek w sadzie 003Chodzi o przekształcenia w Widzewie, które summa summarum doprowadziły ten klub do miejsca, w jakim się teraz znajduje. Na ten temat można by napisać pewnie pracę doktorską. Boniek pojawia się w sprawie, gdyż w 2004 roku RTS (Stowarzyszenie Robotnicze Towarzystwo Sportowe) Widzew Łódź przekazał wszystkie aktywa nowemu Stowarzyszeniu Widzew Łódź, w którym działali właśnie Boniek i jego bliski współpracownik Władysław Puchalski. To od tego stowarzyszenia trzy lata później klub odkupił Sylwester Cacek. A do tego na przełomie wieków był wiceprezesem PZPN i negocjował m.in. słynny kontrakt Canal+ na mecze ligowe.

Proces ciągnie się jak flaki z olejem, ale dzięki Bońkowi na pewno zyska – choć przez moment – na zainteresowaniu. Tym bardziej, że „Zibi” podtrzymał bojowy nastrój, jaki wprowadził na wejściu. W pewnym momencie zirytowany uciął sobie kolejny dialog z Wysokim Sądem:
– Zaczynamy poruszać tysiąc wątków, które nijak mają się do sprawy.
– Wbrew pozorom mają one z tą sprawą wiele wspólnego – to głos Wysokiego Sądu.
– Ale ja nawet nie wiem, kto tu oskarża.
– Oskarża prokuratura.
– Bardzo fajnie, ale proszę mi to wytłumaczyć, jak te wszystkie rzeczy, o których Wysoki Sąd mówi, mają związek z tą sprawą…

Boniek w sadzie 002Często było więc słychać: „Nie mam żadnej wiedzy na ten temat”, albo „Nic mi tu nie wiadomo”, ale też kilka ciekawych zdań jednak padło. Szczególnie podczas czytania przez sędziego zeznań Bońka z prokuratury. Na przykład to: „Nie mam żadnej wiedzy na temat kupowania przez Szymańskiego meczów. Nigdy mi o tym nie mówił. A jeśliby powiedział, na drugi dzień wyleciałby z klubu” (na co, swoją drogą, Jakub Andrzej G. szeroko się uśmiechnął), „Ja byłem w PZPN-ie z innej bajki. Nikt mi nie mówił o tym całym bałaganie”, „Jak tylko słyszę Pawelec i Grajewski, to trzymam się od tego z daleka. Nie chcę mieć z nimi nic wspólnego”.

Na to ostatnie Jakub Andrzej G. oczywiście zareagował i zadał świadkowi pytanie.
– Czy my byliśmy skłóceni?
– Nie, w tych zeznaniach chodziło mi o to, że nie prowadziłem i nie chciałem prowadzić interesów przy Widzewie z panami Grajewskim i Pawelcem.
– Bo ja ci chciałem tylko przypomnieć, że pierwszą pracę w Polsce dostałeś ode mnie…

Ale najciekawsza była kwestia przejęcia przez „bońkowe” stowarzyszenie prawa do drużyny po RTS-ie. Przed „Zibim” zeznania składał jeden z członków zarządu tego RTS-u, Robert Potargowicz. Przyznał on, że Boniek i Puchalski obiecali ludziom z RTS-u, że przejmą klub zarówno ze wszystkimi jego aktywami, jak i pasywami. Krótko mówiąc, biorą na siebie nie tylko prawo do wizerunku, drużynę i tak dalej, ale też wszystkie zobowiązania. Tylko dzięki temu Widzew po spadku z ekstraklasy mógł otrzymać od PZPN licencję.
– Boniek i Puchalski obiecali znaleźć sponsora, obiecali wszystko załatwić. Pamiętam jak dziś, że pan Boniek przyjechał wtedy na posiedzenie zarządu RTS. Ubrany był w różową koszulę i grafitowe spodnie – zeznawał Potargowicz.
– To herezja! Nie mogło paść takie zapewnienie – odpierał Boniek. – Rola tego pana (Potargowicza – przyp. red.) w przekształceniu Widzewa to było zero, albo mniej niż zero. Ja od początku powiedziałem, że Widzewowi pomogę, ale nie mam zamiaru płacić po kimś długów. Mam zapewnienie sądu, że to nowe stowarzyszenie nie jest niczyim następcą prawnym.
Na co jeden z mecenasów stwierdził, że istnieje pismo do Wisły Płock podpisane przez ówczesnego prezesa PZPN Michała L., w którym czarno na białym stało, że Stowarzyszenie Widzew Łódź jest następcą prawnym poprzedniego Widzewa. I m.in. na tej podstawie została klubowi udzielona wówczas licencja.

Nikt nie poruszył jednak kwestii, o których wspomniał na poprzedniej rozprawie Cacek i o których opowiedział nam w niedawnym wywiadzie.

CACEK: Na Widzewie Boniek zarobił kupę kasy i zostawił go z gnojem w postaci afery korupcyjnej

Najwyraźniej czekał na to i „Zibi”, bo gdy usłyszał, że nie ma do niego już więcej pytań, głośno stwierdził: – Nic na temat zeznań pana Cacka, który naruszył moją społeczną wiarygodność, nie będzie?
– Nie ma w tym kontekście pytań.
– Czyli rozumiem, że głupotami się nie zajmujemy.

Nie jest jednak powiedziane, że te „głupoty” nie będą miały swojego oddzielnego rozdziału, bo Cacek nie wyklucza, że będzie miał w stosunku do Bońka „prywatne roszczenia”.

Inne artykuły o: PZPN

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli