Obalamy mity wokół projektu PZPN. AMO część 2

Autor wpisu: 26 października 2015 13:57

Dlaczego nie ma AMO w Warszawie? Zamiast pisać głupoty, można czasami zadzwonić i się spytać – takiej odpowiedzi na naszą publikację – czytaj tutaj – o upadku warszawskiej Akademii Młodych Orłów udzielił prezes PZPN Zbigniew Boniek na Twitterze.

Zbigniew Boniek dołączył skan pisma, jakie otrzymał od Zastępcy Prezydenta Miasta Stołecznego Warszawy Jarosława Jóźwiaka. Czytamy w nim: „W związku z Pana wystąpieniem o wsparcie m.st. Warszawa działań PZPN dotyczących inicjatywy pn. Akademia Młodych Orłów, informuję, że w lipcu br. rozesłane zostały do Dzielnic m.st. Warszawy pisma z zaproszeniem do udziału w Państwa projekcie (…) Z przykrością informujemy, że Dzielnice m.st. Warszawy nie wyraziły zainteresowania wdrożeniem projektu w bieżącym roku. Główną przyczyną braku zainteresowania ze strony dzielnic jest obłożenie obiektów sportowych w związku z realizacją zadań oraz projektów, które m.st. Warszawa współfinansuje (…)”.
Prezes PZPN umywa ręce, dając jasno do zrozumienia, że wina leży po stronie miasta. No, spodziewaliśmy się trochę więcej niż arogancki wpis na Twitterze. Bo właściwie kogo to pismo miałoby rozgrzeszać albo usprawiedliwiać? Czy miałoby to oznaczać, że PZPN otworzył z dużą pompą i fanfarami nowy projekt szkolenia młodzieży, po czym:

a) nie zabezpieczył sobie obiektów na treningi, choć dzieci miały ćwiczyć przez 4 lata?
b) zaakceptował, że po zimowej przerwie dzieci nie wróciły na orlika na Mokotowie, a nadal – aż do czerwca! – trenowały w zwykłej sali gimnastycznej na Pradze. A przecież nie tak przedstawiano rodzicom sztandarowy projekt PZPN;
c) załamał się po jednym „suchym” piśmie, że… boisk w Warszawie nie ma;
d) nie próbował dowiedzieć się w poszczególnych dzielnicach, dlaczego projekt AMO nie jest dla nich atrakcyjny. Jak to się stało, że PZPN nikogo nie zdołał przekonać? W stolicy jest aż 18 dzielnic!
e) zaakceptował fakt, że pisma do udziału w projekcie zostały rozesłane do dzielnic dopiero w lipcu (nie jest podane którego lipca). To późno, jeśli dzieci miały wrócić na treningi od września. Zresztą w wakacje budżety dzielnic są już rozdzielone. Jeśli dzielnice miałyby brać na siebie dodatkowe obciążenia (o tym poniżej), musiałyby to robić z rezerw budżetowych, które mają inne przeznaczenie. Zastanawiające, że PZPN spokojnie czekał na odpowiedź aż do 23 września. Przecież wówczas dzieciaki powinny już trenować od trzech tygodni!
f) ograniczył się do… rozesłania pisma z załączonym projektem? Przecież dzisiaj standardem już jest, że decydentów przekonuje się przedstawianą na żywo prezentacją multimedialną, bezpośrednim kontaktem i wsparciem autorytetów. Zakładamy, z dużą dozą prawdopodobieństwa, że osobiste zaangażowanie Zbigniewa Bońka pomogłoby sprawie. Nazwisko prezesa nadal robi wrażenie, nie tylko na urzędnikach miejskich. Nie mamy informacji, czy prezes był w którymś z urzędów dzielnic i osobiście lobbował za projektem AMO.

Urzędnicy w poszczególnych dzielnicach mówią krótko: warunki postawione przez PZPN były dla nas nie do przyjęcia. Jakie to warunki? Pierwszy to zagwarantowanie na 10 miesięcy (od września do czerwca) obiektu (orlika w okresie wiosenno-letnim i hali sportowej w okresie jesienno-zimowym). AMO potrzebuje orlika cztery lub nawet pięć dni w tygodniu (w ramach akademii trenuje pięć-sześć grup) w najatrakcyjniejszych godzinach, czyli między godziną 16.00 a 20.00. Drugi warunek to utrzymanie (pensje) dwóch trenerów asystentów (na każdą AMO przypada trener koordynator, drugi trener i dwójka asystentów).

O co chodzi w AMO?

Poruszeni upadkiem AMO w stolicy zaczęliśmy przyglądać się tej inicjatywie już nie tylko z warszawskiego punktu widzenia. Czym w ogóle jest AMO? Jakie ma założenia? Do kogo jest adresowana? Jak funkcjonuje w kraju?

1. Idea
Celem AMO ma być popularyzacja futbolu wśród dzieci, wyłowienie jak największej liczby piłkarskich talentów w poszczególnych regionach kraju oraz wprowadzenie jednolitego programu szkolenia tych dzieci.
– Zajęcia w AMO należy traktować jako darmowe, profesjonalne korepetycje piłkarskie. Jednakowe w całej Polsce. Mają one podnieść na wyższy poziom indywidualne umiejętności zawodników, ale też zachęcić, przyciągnąć najzdolniejszych do piłki nożnej. Chcemy, by zawodnicy trenujący w klubach regularnie uczestniczyli w zajęciach AMO, żeby poprawić umiejętności – opowiadał o projekcie Marcin Dorna, trener reprezentacji młodzieżowej, jedna z najważniejszych osób odpowiedzialnych za AMO.
A jak to wygląda w rzeczywistości? Jak wygląda współpraca z klubami?
Dorna: – AMO nie jest zagrożeniem dla klubów, Akademia Młodych Orłów ma wspierać ich pracę.
W mniejszych ośrodkach rzeczywiście zdarza się, że znacząca większość chłopców trenujących w akademii ćwiczy jednocześnie w klubie. Ci sami zawodnicy raz stanowią AMO, a raz są klubem (np. podczas meczów). Czy klubowi działacze mogliby narzekać, skoro PZPN i miasta współfinansują im szkolenie piłkarzy?
– Tyle tylko, że to miały być najzdolniejsze dzieci z całego rejonu. Nie chodziło o to, by w ramach AMO de facto prowadzić szkolenie dla jakiegoś konkretnego klubu. Bo co mają powiedzieć te kluby, którym nie stworzono w mieście AMO? Dlaczego wspiera się wybrane kluby? Jaki jest klucz wyboru miast gdzie powstaje AMO? Dlaczego np. akurat ŁKS Łomża ma w ten sposób pokryte w dużej części koszty szkolenia młodzieży, a nie inny klub z naszego województwa? Przecież więcej piłkarskiej młodzieży wychowuje u nas Białystok! – mówi działacz z podlaskiego.
Jak bardzo miesza się rzeczywistość klubowa z rzeczywistością AMO widać na filmie, jaki nakręciliśmy w Łomży.

A jak jest w dużych miastach? – Wbrew temu, co sugerują ludzie z PZPN, inicjatywa nie była uzgodniona z klubami. Przynajmniej w Warszawie. Tutaj AMO traktowana była jako drenowanie klubów. Wyciąganie najlepszych – mówi nam rodzic jednego z chłopców trenujących w AMO Warszawa.
– Nie było mowy o współpracy AMO z naszym klubem. Zresztą pewnie nie tylko z naszym. Głównie dlatego, że AMO swoją działalność w Warszawie rozpoczęła od rozbijania klubów. PZPN zagrał poniżej pasa, wyciągając z klubów najlepszych chłopców. A przy okazji nie padło ani jedno słowo na temat tego, by mogli oni ćwiczyć i w AMO, i w klubie. Nikt tego z nami nie uzgadniał – dodaje Janusz Klimczewski, trener Gwardii Warszawa.
W klubach wskazują, że pomysł AMO nie jest przemyślany. Bo jeśli młody zawodnik trenuje dwa razy w tygodniu w AMO, to jasne, że nie trenuje w klubie. Jak ma się wtedy zachować jego trener klubowy? Wystawić go w meczu w weekend? Jaki to jest przykład dla tych zawodników, którzy przez cały tydzień trenują w klubie?
– Nie współpracujemy z AMO, co więcej, nie wyobrażamy sobie takiej współpracy – to z kolei Krzysztof Chrapek, trener młodzieży w Lechu Poznań. – Mamy zupełnie inaczej rozplanowane jednostki treningowe, dlatego nie ma takiej możliwości, by któryś z naszych chłopców mógł ćwiczyć i tu, i tam. Nadajemy na zupełnie innych falach. W dużych miastach, gdzie jest sporo klubów, idea AMO wydaje się ideą przestrzeloną. Dodatkowo tutaj, w Poznaniu, mamy z ludźmi z AMO taki kłopot, że blokują nam boiska…
– Wie pan, czym skończyła się w Warszawie „współpraca” AMO z klubami? – pyta Klimczewski. – Tym, że teraz część dzieci, które ćwiczyły w warszawskiej AMO, trafiła do Polonii. Trenerem AMO był trener, który szkoli młodzież w Polonii. Myślę, że on akurat najmniej przejął się tym, że warszawska AMO padła. Wyciągnął najzdolniejszych chłopaków do swojego klubu. A teraz w razie czego może powiedzieć, że zrobił tym chłopcom przysługę, bo inaczej zostaliby na lodzie…

2. Czy AMO jest prawdziwą akademią?
– Prawdziwa akademia piłkarska ma bursę lub współpracujące rodziny, u których młodzież mieszka. Akademia dysponuje boiskami, szkołą, w której dzieci się uczą. A PZPN robi akademię na orlikach… – mówił o AMO Tomasz Zabielski w rozmowie ze stroną internetową TVP Sport. Zabielski to jeden z największych w Polsce ekspertów w dziedzinie szkolenia młodzieży.
Dzieci w pezetpeenowskiej akademii trenują dwa razy w tygodniu po godzinie. I na tym kończy się ich kontakt z akademią…

3. System szkolenia
Poza ogólną formułką, że AMO to „wzorcowy system szkolenia PZPN, pomyślany tak, aby zajęcia wszędzie odbywały się według tego samego programu”, powinno kryć się coś więcej. Pytani o to, czym zajęcia w AMO różnią się od zajęć w klubach, co jest najistotniejszego w projekcie PZPN, co odróżnia tę inicjatywę od wszystkich innych inicjatyw dotyczących szkolenia dzieci, szkoleniowcy z AMO powtarzają jak mantrę: wyszkolenie indywidualne każdego dziecka.
– Nauczamy dzieci poprzez zabawę. Nie rywalizujemy z nikim. Ani z innymi AMO, ani z klubami, które są w miastach. W ramach AMO nie ma żadnych rozgrywek, możemy sobie tylko organizować sparingi, ewentualnie wystartować w Turnieju o Puchar Tymbarku – tłumaczy Paweł Konopka, trener koordynator AMO w Ełku.
– Dlaczego w AMO nie rozgrywa się meczów? – pytamy. – To chyba źle, że młodzi chłopcy nie mają gdzie zweryfikować tego, czego uczą się na treningach?
– Takie jest założenie. Tu nie chodzi o to, by wszystko było podporządkowane wynikowi – odpowiada Konopka.
– Dzieci mecze rozgrywają w klubach – dodaje Stanisławski z Łomży.
– A te, które do klubów nie należą?
– Na razie meczów nie rozgrywają, ale po pewnym czasie na pewno trafią do klubu i tam już będą uczestniczyć w rozgrywkach.

4. Skala zjawiska
Jednym z najważniejszych celów AMO jest wyłowienie jak największej liczby piłkarskich talentów w poszczególnych regionach kraju. Zasięg inicjatywy (obecnie funkcjonuje 25 AMO) jest jednak znikomy. Wystarczy policzyć.
W jednej, góra dwóch akademiach w województwie trenuje średnio stu kilkudziesięciu młodych adeptów. Na kilka lub kilkanaście tysięcy wszystkich dzieci mieszkających w województwie. Jeśli dodamy do tego bardzo istotny szczegół – w AMO ćwiczą tylko dzieci z danej miejscowości lub niedalekiej okolicy (najczęściej do 20 km), łatwo sobie uzmysłowić, że przy takiej skali o skutecznym wyławianiu najzdolniejszych w regionie nie może być mowy.
Dla przykładu, w województwie podlaskim funkcjonuje tylko jedna akademia – w Łomży. Ćwiczy w niej 84 dzieci. Czy naprawdę mamy uwierzyć, że to najzdolniejsza piłkarsko część Podlasia? Albo Ełk – tu na Dniach Talentu (nabór do AMO) pojawiło się 130 chętnych. Przyjęto 68.
To nie są liczby, które świadczyłyby o tym, że PZPN skutecznie zarzucił sieć, w którą łowi najzdolniejszą piłkarsko młodzież w konkretnym regionie. Za pomocą AMO tego po prostu zrobić się nie da.

5. Koszty
W budżecie PZPN na rok 2015 wydatki na AMO wynoszą 1,9 mln zł. W przyszłym roku wzrosną do 3 mln zł. Całkiem imponująca kwota, jeśli wziąć pod uwagę, że za boiska i utrzymanie po dwóch trenerów na każdym AMO mają płacić gminy. Nie chodzi jednak o kwoty, bo na szkolenie młodzieży zawsze warto wydać. Pytanie jednak, czy nie wydać ich rozsądniej?
Projekt AMO jest projektem trójstronnym. W każdą akademię zaangażowane są trzy podmioty: PZPN, wojewódzki związek piłki nożnej i miasto, które także ponosi finansowy wkład (o czym wspomnieliśmy na początku).
– Proszę zwrócić uwagę, że dla trenerów pracujących w AMO ten projekt to doskonały sposób na to, by godziwie dorobić. Bez większego napinania się – zauważa Klimczewski. – Przecież w ramach AMO nie ma żadnych rozgrywek, nie da się więc w zdrowy sportowy sposób zweryfikować ich pracy. To spokojna, bezstresowa robota. Wystarczy, że będą chwalić to przedsięwzięcie – dodaje.
Czy te prawie 2 mln zł w tym roku i 3 mln zł w przyszłym, jakie PZPN wydaje i wyda w ramach AMO, to pieniądze wydane na dobry, przejrzysty i skuteczny projekt? Mamy co do tego duże wątpliwości. Gdzieś w tym wszystkim brakuje jasnego pomysłu, jednolitej koncepcji i konsekwencji.
Teraz czekamy na kolejny projekt PZPN – Narodowy Model Gry, licząc na to, że będzie lepiej dopracowany niż AMO, które działaczom (także lokalnym) służy do celów propagandowych.
Poniżej publikujemy film, na którym działacze związkowi i samorządowcy z Łomży przy okazji prezentacji projektu AMO prześcigają się w recytowaniu banałów. Jak za starych, nieco już zakurzonych czasów.

 

Inne artykuły o: Polecane | PZPN

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli