Kłopoty AMO. Czy PZPN miał plan B? Rozmowa

Autor wpisu: 28 października 2015 19:31

Po naszych publikacjach w sprawie Akademii Młodych Orłów – projektu PZPN, który w ubiegłym roku otworzono w Warszawie z wielką pompą, a po którym w tym roku słuch zaginął, na rozmowę z Futbolfejs.pl zgodziła się Magdalena Urbańska, dyrektor departamentu Grassroots, odpowiedzialna za projekt AMO. Poniżej autoryzowany zapis rozmowy z panią dyrektor.

FUTBOLFEJS.PL: – Co zaproponowaliście rodzicom i ich dzieciom, które trenowały w AMO Warszawa, po tym, jak projekt w stolicy został zawieszony?
Magdalena URBAŃSKA (PZPN): – Zaproponowaliśmy, a raczej zagwarantowaliśmy im, że nadal będziemy walczyć o AMO w Warszawie. Nie złożyliśmy broni i wciąż liczymy na to, że uda nam się którąś z dzielnic przekonać do naszego projektu.

Pierwszą część naszej publikacji o projekcie AMO czytaj TUTAJ

Pytam, bo wygląda na to, że zostawiliście rodziców i dzieci na lodzie. Obiecaliście im uczestnictwo w czteroletnim projekcie, niektórzy zrezygnowali z treningów w klubach, by móc przystąpić do AMO, a po roku mówicie: „Sorry, musimy projekt zawiesić”.
Nikt nie powiedział rodzicom „Sorry, musimy projekt zawiesić”. Spotkaliśmy się z rodzicami i poinformowaliśmy ich o trudnościach. Natomiast, jeżeli ma pan na myśli propozycję nowego projektu szkoleniowego, który byłby przygotowany specjalnie dla dzieci z AMO w Warszawie, to nie. Nie mogliśmy im tego zaproponować, gdyż AMO w tym modelu akurat w stolicy na chwilę obecną nie może być realizowana.

Obalanie mitów o AMO – część II TUTAJ

Dlaczego?
By Akademia Młodych Orłów mogła funkcjonować, potrzebne jest współdziałanie trzech partnerów: PZPN, wojewódzkiego związku piłki nożnej i miasta. Na dziś, zgodnie z odpowiedzią z Miasta st. Warszawy, dzielnice nie wyraziły zainteresowania wdrożeniem projektu ze względu na obłożenie obiektów sportowych.

Niedługo po tym, jak otworzyliście warszawską AMO na orliku przy Kazimierzowskiej, wiedzieliście, że może być problem z dalszym wynajmowaniem tego obiektu. Mieliście przygotowany plan B?
Oczywiście, AMO funkcjonowała do czerwca.

Chce pani powiedzieć, że ten plan B to było wynajęcie sali gimnastycznej w szkole na Pradze przy Kawęczyńskiej?
Tak. Naszym celem było zapewnienie ciągłości szkolenia pomimo trudności z infrastrukturą.

Efekt był taki, że już wtedy część osób zrezygnowała z uczestnictwa w projekcie, bo trzeba było wozić dzieci dwie godziny w jedną stronę. Dlaczego wynajęliście salę tak daleko od orlika?
Na Mokotowie wszystkie były zajęte i dzielnica nie dysponowała odpowiednią halą, to co mieliśmy zrobić?

Wcześniej nie wiedzieliście, że Mokotów nie zapewni wam sali?
… [odpowiedź usunięta w trakcie autoryzacji]

Nasze wyjaśnienie, dlaczego musieliśmy wykreślić odpowiedzi na pytania TUTAJ

Mieliście to zagwarantowane w umowie?
Przekaz był taki, że postarają się zapewnić salę.

To można jednoznacznie powiedzieć, że Mokotów nie dotrzymał warunków umowy?
… [odpowiedź usunięta w trakcie autoryzacji]

Próbuję dociec, co nie gra i kto zawinił. No to mieliście zagwarantowaną salę, czy nie?
Warszawa – z administracyjnego punktu widzenia – jest dla projektu AMO dość nietypowym miastem. Dzielnice są tu autonomiczne. Infrastrukturą zarządzają burmistrzowie w ramach swojego budżetu. Żeby wszystko dokładnie zrozumieć, trzeba wyjaśnić model funkcjonowania Akademii Młodych Orłów. Powiedzieć, na jakich zasadach ten projekt się opiera.

Proszę wyjaśnić.
AMO, obecnie 25 Akademii, może funkcjonować tylko przy współdziałaniu trzech partnerów: PZPN, dany wojewódzki związek, i jednostkę samorządową, czyli miasto lub gminę. To są partnerzy, którzy wspólnie tworzą ten projekt. Jest jasny podział obowiązków. Miasto musi zapewnić infrastrukturę, czyli na dziesięć miesięcy (od września do czerwca) boisko w okresie wiosenno-letnim i halę na czas jesienno-zimowy. Ta infrastruktura musi być dostępna dla AMO pięć dni w tygodniu w najatrakcyjniejszym czasie, czyli od 17.00 do 21.00. Tak, by wszystkie grupy zrzeszone w AMO mogły bez przeszkód ćwiczyć. Druga rzecz to utrzymanie na swoich barkach dwóch asystentów trenerów. Kadra szkoleniowa w każdym AMO składa się z trenera koordynatora, drugiego trenera i dwóch asystentów.

Czyli miasto musi zagwarantować obiekt i pensje dla dwóch asystentów. A co daje PZPN?
Oprócz programu autorskiego, utrzymania trenera koordynatora, drugiego trenera i zagwarantowania sprzętu i strojów daje to, co najważniejsze – myśl szkoleniową.

Z osiemnastu dzielnic, jakie są w Warszawie, nikogo nie udało się wam przekonać do tego projektu?
Udało się.

To dlaczego projekt nie działa?
Burmistrzowie są zainteresowani naszym projektem, ale tylko dla dzieci ze swojej dzielnicy. A AMO jest dla każdego, nie możemy wykluczyć żadnego dziecka tylko dlatego, że mieszka akurat na tej, a nie na innej ulicy.

W każdej z dzielnic usłyszeliście to samo?
W każdej, w której rozmawialiśmy. Dodatkowo podkreślany był problem z infrastrukturą, a właściwie z ilością godzin przeznaczonych na AMO.

A z którymi rozmawialiście?
Ursus był zainteresowany, rozmawialiśmy z Pragą Północ. Było trochę tych dzielnic.

Na razie wymieniła pani dwie z osiemnastu.
Proszę mi wierzyć, że trochę tych rozmów było.

Ile?
… [odpowiedź usunięta w trakcie autoryzacji]

A kto prowadził rozmowy?
Rozmowy były prowadzone dwutorowo. Najpierw skontaktowaliśmy się z Biurem Sportu i Rekreacji m.st. Warszawa i czekaliśmy na odpowiedź odnośnie infrastruktury. Poinformowano nas, że dzielnice są niezależne, burmistrzowie sami zarządzają sportową infrastrukturą w swoich dzielnicach i to z nimi trzeba się kontaktować. Potem biuro sportu, swoim kanałem, złożyło ofertę poszczególnym dzielnicom. Zawarto w ofercie pytanie o to, które dzielnice są zainteresowane przeprowadzeniem projektu dla całej Warszawy.

Dostaliście odpowiedź, że żadna. Skuteczność w przesyłaniu pism chyba z góry skazana była na niepowodzenie.
Nie jestem w stanie ocenić, czy było to z góry skazane na niepowodzenie. Ale na tym nie poprzestaliśmy. W międzyczasie sami kontaktowaliśmy się z poszczególnymi dzielnicami. Przedstawialiśmy burmistrzom multimedialną prezentację AMO, omawialiśmy pełen projekt. Wiem, bo uczestniczyłam w tych spotkaniach. Zresztą w niektórych dzielnicach samorządowcy przejawiają zainteresowanie projektem, choć oczywiście jeszcze za wcześnie, by mówić, że wznowimy AMO w Warszawie. Czas pokaże.

Trudno jednak mieć do burmistrzów pretensję o to, że nie chcą wydawać pieniędzy z budżetu dzielnicy na projekt, z którego korzystać będzie tylko część mieszkańców ich dzielnicy, może nawet bardzo nikła część, a pozostałymi beneficjantami będą mieszkańcy innych dzielnic.
To zrozumiałe.

To może w Warszawie projekt AMO należało pomyśleć inaczej?
Jak? Proszę zaproponować. Skoro ten model AMO działa z powodzeniem w 25 miastach.

Ale to nie jest mój projekt, tylko projekt PZPN. Nie ja jestem od tego, tylko wy.
AMO jest projektem otwartym. Jesteśmy otwarci na różne propozycje. Jeśli pan uważa, że w Warszawie powinno to działać inaczej, to proszę powiedzieć jak.

Nie wiem jak. Wiem tylko, że powinno działać, ale nie działa. Nie macie wrażenia, że na linii PZPN – miasto tkwi problem?
Nie mogę powiedzieć, że jest problem. To trochę inna specyfika Warszawy i oferty, która jest w tym mieście.

Ale przecież o tym wszystkim doskonale zdawaliście sobie sprawę inaugurując AMO na mokotowskim orliku. To była pierwsza akademia w Polsce, otwarta z przytupem. Działała jeden sezon i raptem słuch po niej zaginął. To jest Warszawa, stolica. Nie jest wam głupio, że tak skończyła pierwsza Akademia Młodych Orłów? Z prestiżowego punktu widzenia to porażka.
Nie zgodzę się. Jedno, co mogę powiedzieć, to że jest nam przykro, iż się nie udało. Ale z pewnością nie, że jest nam głupio. Jako Polski Związek Piłki Nożnej zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy, by projekt nadal funkcjonował.

Prezes Boniek też się w projekt zaangażował?
… [odpowiedź usunięta w trakcie autoryzacji]

Z kim rozmawiał? Kogo przekonywał?
… [odpowiedź usunięta w trakcie autoryzacji]

Nasze wyjaśnienie, dlaczego musieliśmy usunąć odpowiedź TUTAJ

A czy jest fair, kiedy obiecujecie dzieciakom, że dostaną darmowy sprzęt, że będą uczestniczyć w zagranicznych turniejach, że przez cztery lata opiekować się nimi będą najlepsi fachowcy od piłki młodzieżowej, że trafią do akademii, która działa pod egidą PZPN-u, oni zauroczeni tym wszystkim w dobrej wierze rezygnują z treningów w klubie i przychodzą do AMO, po czym po roku słyszą: „Sorry, projekt zostaje zawieszony”? Czy to jest fair?
Chciałabym jeszcze raz podkreślić, nikt nie powiedział rodzicom: „Sorry, projekt zostaje zawieszony”. Każdy uczestnik AMO otrzymał sprzęt. Natomiast, nikt nie mówił o uczestnictwie w zagranicznych turniejach. Co więcej, decyzja o udziale dziecka w zajęciach sportowych, to zawsze decyzja rodziców i nikt nie kazał dzieciom rezygnować z klubu. Nasza akademia jest pewnym wzorcem szkolenia. Możemy powiedzieć, że to korepetycje z piłki nożnej. AMO ma być uzupełnieniem szkolenia w klubie i tak funkcjonuje w większości miast.

Znam przypadek chłopca, który zrezygnował z treningów w klubie i przeniósł się do AMO, bo łączenie zajęć, zdaniem rodziców, byłoby zbyt dużym obciążeniem. Choć byli tacy, którzy trenowali zarówno w AMO, jak i w klubie. Dwa razy w tygodniu zajęcia w akademii, trzy razy w tygodniu w klubie i w sobotę mecz. 11-latek ćwiczył tyle, ile senior w Legii. No to już nie są korepetycje…
O tym, czy dziecko ma trenować zarówno w klubie, jak i w AMO, decydują oczywiście rodzice. My nie możemy mówić, co trzeba robić. To rodzice wiedzą, jakie obciążenie dla ich dziecka będzie optymalne. To, że są takie dzieci, które pomimo tego, że ćwiczą w klubie, chcą też doszkalać się w AMO, a kluby nie mają z tym żadnych problemów, pokazuje kompatybilność naszego systemu. Na takiej właśnie zasadzie projekt ten ma funkcjonować. A tak na koniec, to nasze treningi są o charakterze gier i zabaw, które przemycają technikę.

Myśli pani, że kluby nie mają z tym problemów? W Warszawie AMO traktowana była jako drenowanie klubów. Ich szkoleniowcy mówią, że nic nie było z nimi uzgadniane.
Nasz projekt jest jasny i klarowny, jesteśmy otwarci na współpracę, ale nikogo do tej współpracy nie możemy zmuszać. Po drugie, czy naprawdę uważa pan, że AMO, w której biorą udział 32 dzieci w poszczególnej kategorii wiekowej, wydrenuje Warszawę?

To nie jest pytanie do mnie, tylko do ludzi z klubów. Rozmawialiście z nimi przed wdrożeniem projektu? Zapraszaliście do współpracy? Przekonywaliście, że warto ten projekt wspomóc? Pytam, bo jedną z idei AMO jest współpraca z klubami.
Rozmowy z klubami prowadzone są przez wojewódzkie związki oraz trenerów koordynatorów AMO. Zresztą ideą AMO jest nie tylko współpraca z klubami, ale przede wszystkim poprzez zabawę zarażenie dzieci bakcylem piłki nożnej. Co więcej, każdy może  z naszej strony internetowej ściągnąć przykładowe jednostki treningowe, ćwiczenia, testy, moduły treningowe itd. Komisja Techniczna, która zaakceptowała program AMO, to członkowie klubów, środowisk trenerskich, przedstawicieli WZPN-ów, także informacja była, notabene w sposób absolutnie pozytywny, przyjęta przez wszystkich. AMO nie jest w żaden sposób rywalem, konkurentem istniejących szkolących podmiotów. Jest wzmocnieniem jakości szkolenia. A przecież o to nam chodzi.

Przecież do AMO trafiają dzieci, które już są zarażone bakcylem piłki nożnej. Nikt przypadkowy, kogo trzeba do futbolu zachęcać, nie przychodzi na Dni Talentu.
Zgoda, że w większości do AMO trafiają dzieci, które już trenują w klubach bądź interesują się piłką, ale trafiają też takie, które wcześniej nie miały do czynienia z tą dyscypliną na co dzień, ale chciały akurat spróbować i dostały się do Akademii. My o takich dzieciach też nie możemy zapominać. Poprzez zabawę chcemy sprawić, by tę dyscyplinę dobrze poznały i – jak powiedziałam – zaraziły się piłkarskim bakcylem.

Dlaczego ten projekt nazwaliście akademią? Akademia ma bursę, dysponuje swoimi boiskami, ma szkołę, do której dzieci codzienne uczęszczają na zajęcia. Wy robicie akademię na orliku. Dziecko trenuje tam dwa razy w tygodniu po godzinie i tyle jego kontaktu z akademią.
A jaką by pan zaproponował nazwę?

To nie mój projekt, tylko PZPN-u. Wy nadaliście tak dumnie brzmiącą nazwę, ja pytam dlaczego.
Bo AMO jest poważnym projektem, za którym stoi program i najwyższa jakość szkolenia.

W jaki sposób sprawdzacie, czy w poszczególnych AMO ten program jest realizowany, jak tego oczekujecie?
Monitorujemy poszczególne akademie niezapowiedzianymi wizytami minimum dwa razy w miesiącu.

Kto składa takie wizyty?
Trenerzy wybrani przez PZPN, którzy od początku tworzyli ten projekt, m.in. selekcjonerzy reprezentacji młodzieżowych. Jest ustalony scenariusz takiej wizyty, jest zaakceptowana przez komisję techniczną karta wagi poszczególnych ocen, ponieważ pod monitoring podlega ocena merytoryczna, ale także ocena operacyjna. I na tej podstawie przebiega weryfikacja pracy poszczególnych trenerów pracujących w AMO. Między innymi dzięki takim weryfikacjom możemy gwarantować najwyższą jakość szkolenia. Od listopada 2014 roku do czerwca 2015 wizyt było 79.

Zdarzyło się, by któryś trener nie przeszedł pozytywnie weryfikacji i trzeba było go zmienić?
Tak.

Gdzie?
W dwóch miastach. Po to jest właśnie ten monitoring.

Jaki jest klucz doboru miast, gdzie powstają AMO?
Działa to na kilku płaszczyznach. Zrobiliśmy rozeznanie, gdzie są jakie kluby i jaki potencjał w danym regionie, byśmy mogli otwierać AMO tam, gdzie będzie miało to największy sens. Na początku plan był taki, by otworzyć akademie w każdym z szesnastu wojewódzkich miast. Teraz rozszerzamy inicjatywę. Lokalizacje proponują nam wojewódzkie związki, ale też jest tak, że miasta same się do nas zgłaszają.

Ile miast się zgłosiło?
Ja odebrałam 10 telefonów od przedstawicieli miast zainteresowanych założeniem AMO. Wysyłamy wówczas do miasta model naszego projektu. Zaakceptowanie tego modelu przez miasto jest pierwszym krokiem. Drugim jest list intencyjny, który podpisują miasto i wojewódzki związek. A potem my, jako PZPN podejmujemy decyzję o otwarciu AMO. Zależy ona od kilku czynników, m.in.: potencjału sportowego, kadry, ilości dzieci, jakości infrastruktury.

Na dziś, po zawieszeniu projektu w Warszawie, województwo mazowieckie jest jedynym, w którym nie ma Akademii Młodych Orłów.
I robimy wszystko, by jak najszybciej to zmienić. Prowadzimy zaawansowane rozmowy z kilkoma miastami, ale ich nazw na razie nie mogę zdradzić. Mogę powiedzieć tylko, że niektóre leżą blisko Warszawy, inne nieco dalej.

Inne artykuły o: Hit | Polecane | PZPN

  • zdziwiony

    Nie rozumiem dlaczego zajęcia nie mogą być prowadzone dla dzieci z dzielnicy. Chyba lepiej jest prowadzić szkolenie (zarażać zainteresowaniem dla piłki, jak jest napisane w programie projektu) niż nie szkolić w ogóle.
    Bezradność organizacyjna w Polsce jest porażająca. Mazowieckie ma najmniejszy procent dzieci uprawiających sport ale największy jeśli chodzi o otyłość w całej Polsce oraz zachorowalność na cukrzycę ale zamiast zając się popularyzację sportu wiecznie się gada i uprawia przepychanki.

  • rob andk acz

    „To rodzice wiedzą, jakie obciążenie dla ich dziecka będzie optymalne”. Kpi czy o drogę pyta ? To po co jest trener /

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli