Dawidowski wciąż nie ma dość. Ale dość ma go już podlaska piłka

Autor wpisu: 1 czerwca 2016 08:02

W niedzielę wybory na prezesa Podlaskiego Związku Piłki Nożnej. W szranki staje niezmordowany Witold Dawidowski. Nic to, że podlaska piłka ma już pana Witka dość. Niczym niezrażony, wciąż chce być jej prezesem. I ma sposób na sukces – naobiecywać wszystko wszystkim. O dziwo, dotychczas działało.

O Dawidowskim wspomnieliśmy niedawno przy okazji jego wizyty w Zambrowie, kiedy to w wyjątkowych okolicznościach, trzymając się płotu i krzycząc: „Olimpia chu…”, zbierał głosy i zabiegał o poparcie (CAŁOŚĆ TUTAJ). Ci, którzy doskonale znają meandry podlaskiej piłki, twierdzą, że ten incydent, jak na standardy Dawidowskiego, nie był niczym nadzwyczajnym. W końcu to piłkarski działacz z krwi i kości, który lubi wypić i zakąsić.
Dawidowski przed poprzednimi wyborami, w 2012 roku, wydał oświadczenie, w którym napisał:
„Nie zamierzam uczestniczyć w negatywnej kampanii, personalnych atakach, szarganiu dobrego imienia i awanturach”.
Ładnie. Szkoda, że nie dotrzymał słowa. Szczególnie jeśli chodzi o to szarganie dobrego imienia i awantury.
We wtorek miała odbyć się debata Dawidowskiego z jego jedynym kontrkandydatem w niedzielnych wyborach – Sławomirem Kopczewskim, ale w ostatniej chwili pan Witek z udziału w niej zrezygnował, dochodząc najwyraźniej do wniosku – skądinąd całkiem słusznego – że merytoryczna dyskusja na temat przyszłości podlaskiego futbolu nie będzie jego mocną stroną i może po niej tylko i wyłącznie stracić.
– Miał rozbudować szkolenie młodzieży w województwie podlaskim, bazę piłkarską w Białymstoku, miały być boiska treningowe i meczowe dla Włókniarza, Hetmana i Piasta, miała być pomoc szkoleniowa i sprzętowa oraz wsparcie przy organizacji turniejów dla dzieci, miała być stworzona związkowa kadra trenerska szkoląca reprezentację województwa. To tylko kilka obietnic z oficjalnego programu wyborczego Dawidowskiego z 2012 roku. Nic z tego nie zostało zrealizowane – mówi Kopczewski.
Możemy się trochę krzywić, możemy z Dawidowskiego śmiać, albo wciąż niepomiernie dziwić, jakim to cudem ktoś tak mało tolerowany i skompromitowany w piłkarskim środowisku na Podlasiu, ma szansę – a ci, którzy wiedzą, co tam w trawie piszczy, twierdzą, że ma – na kolejne zwycięstwo. A Dawidowski się nie szczypie, tylko stosuje prosty, do tej pory bardzo skuteczny patent.
– Jeździ po małych klubach i obiecuje bilety na EURO, sprzęt z PZPN, piłki, jak nie pomaga, to straszy władzami lokalnymi, znajomością z burmistrzami czy wójtami albo proponuje stanowiska i posady trenerskie za głosy w wyborach. To nie są rzeczy wyssane z palca, tylko fakty, o których mówią mi ci, którzy z taką działalnością dotychczasowego prezesa się spotkali – opowiada Kopczewski.
Czyli w zasadzie nic odkrywczego. Ot, obiecać wszystko wszystkim, a jak nie pomoże, to zastraszyć.
Panie Witku, my tak po dobroci, z apelem do pańskiego sumienia – dajże sobie pan już spokój. 16 lat w roli prezesa podlaskiego związku już chyba wystarczy. Znajdź sobie, pan, jakieś inne zajęcie, a podlaską piłką niech już rządzi kto inny. Ona bez pana nie zginie. Co więcej, mamy przeczucie graniczące z pewności, że nawet będzie jej lepiej.

Inne artykuły o: Polecane | PZPN

  • rozbawiony

    Ale o co chodzi, przecież to jest nasz „narodowy model gry”. Tak samo wygrywa sie wybory parlamentarne i prezydenckie. Widocznie w Polsce działa.

  • x

    brak obiektywności i rzetelności dziennikarskiej, artykuł na zamówienie, żenujące

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli