Czy podlaski związek potrzebuje nowego prezesa?

Autor wpisu: 4 czerwca 2016 11:57

Nasze zdanie na temat tego, czy Witold Dawidowski nadal powinien być prezesem Podlaskiego Związku Piłki Nożnej, znacie. Ciekawi byliśmy, jak postrzegany jest w swoim lokalnym środowisku. Popytaliśmy ludzi, którzy na co dzień stykają się z działalnością związku, którzy od lat związani są z podlaskim futbolem i ten podlaski futbol próbują rozwijać.

Oto, co mają do powiedzenia na temat niedzielnych wyborów i przyszłości Podlaskiego Związku Piłki Nożnej.

Cezary Kulesza (prezes Jagiellonii Białystok):
Szesnaście lat rządów prezesa Dawidowskiego to był czas stracony. Nic, kompletnie nic nie zrobił dla podlaskiej piłki. Ja wiem, że on się chwali swoimi sukcesami, tylko nikt tych sukcesów nie widzi. Przykład pierwszy z brzegu, proszę wejść na stronę sąsiadującego z nami warmińsko-mazurskiego związku, by się przekonać, że coś robić można. Zarząd PZPN przydzielił ostatnio dla każdego wojewódzkiego związku pieniądze na sprzęt dla klubów. I warmińsko-mazurski dołożył od siebie 450 tys. zł. A u nas Dawidowski nic nie dołożył. Podlaski był jedynym związkiem, który nic nie dołożył. Łatwo dzielić pieniądze, które się dostanie. Gali po zakończeniu sezonu dla piłkarzy, trenerów i działaczy nie robił przez cztery lata. Teraz raptem przed wyborami mu się przypomniało i ją zorganizował. Płytkie to wszystko. Teraz opowiada, że pozyskał dla związku 5 milionów złotych z Lotosu i będzie te pieniądze dzielił na kluby. Lotos da 5 milionów złotych na podlaską piłkę? Absurd. Miał szesnaście lat, by coś dla podlaskiej piłki załatwić, by ją rozwinąć. Nic w tym czasie nie zrobił. Dlatego podlaski związek potrzebuje nowego prezesa.

Wojciech Kowalewski (były reprezentant Polski, prezes Stowarzyszenia na Rzecz Promocji Sportu i Rekreacji Akademia 2012 w Suwałkach):
Wiele jest znaków zapytania, co do wiarygodności Podlaskiego Związku Piłki Nożnej w jego obecnym wydaniu. A kluby na Podlasiu potrzebują wiarygodnego partnera. Głównie te z niższych klas rozgrywkowych – trzeciej, czwartej ligi, czy kluby młodzieżowe. Zresztą i tym klubom, które grają na szczeblu centralnym, czyli Jagiellonii, Wigrom i Olimpii Zambrów, dzięki takiemu wiarygodnemu partnerowi dużo łatwiej by się funkcjonowało i z takim wiarygodnym partnerem dużo lepiej współpracowało. Sytuacja pokazuje jednak, że na obecną chwilę taka współpraca między klubami a związkiem pozostaje tylko i wyłącznie w sferze marzeń. Wiele rzeczy jest do naprawy, ale nie da się tego robić bez dialogu, którego też nie ma. Co więcej, ja, jako taki obserwator zajmujący się piłką dziecięcą w Stowarzyszeniu na Rzecz Promocji Sportu i Rekreacji Akademia 2012 i patrzący na to wszystko nieco z boku, muszę przyznać, że na razie podłoża do takiego dialogu nie widzę. Zresztą prowadząc wspomnianą Akademię 2012, stykam się ze strukturami związku, dlatego wiem, co mówię, i widzę, jak dużo rzeczy wymaga poprawy.
Po drugie, kwestia organizacji rozgrywek dziecięcych i młodzieżowych prowadzących przez podlaski związek, w których drużyny z mojej akademii też biorą udział i kwestia stworzenia odpowiednich warunków do funkcjonowania tego typu drużyn. Można odnieść wrażenie i ja takie wrażenie odnoszę, rozmawiając z przedstawicielami okolicznych klubów i akademii podobnych do tych, którą ja prowadzę, że problemy, z jakimi się wszyscy borykamy, są bardzo podobne. Jednak pomysłów ze strony związku na rozwiązanie tych problemów brak. Brak też pomysłów na to, jak skutecznie promować piłkę wśród najmłodszych, jak pozyskiwać do tego celu partnerów biznesowych, których na Podlasiu, wbrew pozorom, nie brakuje, jak wspierać najmniejsze kluby, chociażby w formie przekazywaniu sprzętu w ramach nagród. A gotowe rozwiązania istnieją i się sprawdzają, trzeba je tylko przenieść na nasz podlaski grunt.
Kolejną paląca kwestią do natychmiastowej poprawy jest kwestia szkolenia trenerów. Kadra szkoleniowa w województwie jest niewystarczająca. Ktoś może powiedzieć, że mało jest trenerów, bo mało jest klubów. Ale ja odwrócę to twierdzenie i powiem, że mało jest klubów, bo mało jest trenerów. Związek musi mieć strategię. Musi wiedzieć, dokąd zmierza, bo inaczej nie będzie mógł nawet stwierdzić, czy idzie we właściwym kierunku, czy przybliża się do celu, czy od niego oddala. W obecnych działaniach związku nie sposób tego określić.
I ostatnia kwestia to komunikacja. Na razie jest ona na poziomie żenującym. Nie jest to poziom nawet w najmniejszym stopniu odpowiadający współczesnym możliwościom i potrzebom.
Moje zdanie jest takie: wiele jest w związku do poprawy, wiele do zrobienia. Dlatego nie chcę się koncentrować na tym, co tu było w ostatnich latach, bo każdy o tym doskonale wie. Wolałbym, byśmy zaczęli mówić o tym, co będzie w przyszłości. A to, jak wiele jest tu do zrobienia, najlepiej świadczy o tym, jak przez ostatni czas funkcjonował Podlaski Związek Piłki Nożnej i ile robił. Takie są moje wnioski. I nie są one w żaden sposób wnioskami personalnymi, tylko merytorycznymi, konstruktywnymi. Sytuacja dojrzała do tego, że trzeba coś z tym zrobić.

Dariusz Mazur (prezes Wigier Suwałki):
Podlaski związek pod każdym względem jest na szarym końcu w polskiej piłce. Dlatego uważam, że zmiany są konieczne. Prezes związku musi być jego wizytówką, a my mamy prezesa, o którym czytamy, że po spowodowaniu wypadku samochodowego pod wpływem alkoholu, trzy razy próbuje uciekać przed policją. Ale chyba nie na tym ma polegać sprawność prezesa piłkarskiego związku. Za moment słyszymy, że nasz prezes jedzie na mecz do Zambrowa i tam pijany szarpie się z ochroną i awanturuje, bo ta nie chce go wpuścić na stadion. Tu już nawet nie chodzi o wyciąganie brudów, ale takie zachowanie zwyczajnie nie przystoi. Po czymś takim wizerunek podlaskiej piłki leży.
Poza tym kwestia szkolenia. My, jako klub Wigry, oprócz tego, że płacimy składki za zarejestrowanie i wyrejestrowanie zawodnika to tak naprawdę ze związkiem nie mamy żadnego kontaktu. Wystarczy wejść na stronę internetową związku. Gdzie jestem i rozmawiam o tym z ludźmi piłki, to słyszę jedną wielką salwę śmiechu. To nie ma nic wspólnego z profesjonalizmem. Żyjemy w XXI wieku. Krótko mówiąc, której szafy by się nie otworzyło, to wypada trup. Zmiany są potrzebne. Bo tak naprawdę nie chodzi tu o władzę, nie chodzi o czerpanie korzyści z piastowanego stanowiska, chodzi o to, by do podlaskiej piłki wróciła normalność. By rozgrywki były normalnie prowadzone, by związek pomagał klubom, a przecież w każdym roku jakiś klub znika z mapy naszego regionu z powodu problemów, a związek kompletnie tego nie dostrzega, albo nie widzi potrzeby, by pomóc. Do tego kluby są zastraszane. Proszę sobie wyobrazić, że teraz przed wyborami nagle prezes Dawidowski weryfikację boisk przeprowadzał w kwietniu. Choć zawsze robił to w czerwcu, po zakończeniu sezonu. Jeździł oczywiście do tych wszystkich klubów z odpowiednimi sugestiami. No chyba już nie ta epoka. Ona, wydawać by się mogło, dawno się skończyła. Dawidowski przez tyle lat ani razu nie skorzystał ze środków pomocowych, czy to z Unii Europejskiej, czy skądkolwiek. A związek sportowy ma na to ogromne możliwości. Tylko potrzeba pomysłu, zaangażowania i wiedzy. Już najwyższy czas, by związek tchnął nowoczesnością.

Cezary Kulesza (prezes Olimpii Zambrów):
Czas pana Dawidowskiego powinien już dawno minąć. Zresztą to chyba za mało powiedziane. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości, szczególnie po wizycie, jaką jakiś czas temu pan prezes złożył nam w Zambrowie na jednym z ligowych spotkań. Nie znałem do tej pory pana Dawidowskiego, więc podczas tego słynnego już incydentu, widząc, jak jakiś facet szarpie się z ochroną, pytam swojego wiceprezesa, pana Chojnowskiego, kto tam się awanturuje. Jak on mi wyjaśnił, to aż zrobiło mi się wstyd. Wstyd w imieniu całej podlaskiej piłki nożnej. Kompromitacja… Poza tym czas już, by związek w kwestii finansowej i organizacyjnej ruszył do przodu. Środki, które pochodzą z budżetu związku i które dzielone są na kluby, gdzieś się po drodze rozjeżdżają, nikt nie wie, co się z nimi dzieje. A przed kolejnymi wyborami słychać z ust pana Dawidowskiego tylko te same obietnice. Co cztery lata powtarza je w kółko i okazuje się, że są pustymi obietnicami bez żadnego pokrycia w czynach. Mam nadzieję, że ten nasz podlaski beton uda się wreszcie skruszyć.

Jarosław Kulesza (prezes ŁKS 1926 Łomża):
Przez ostatnie cztery lata współpracuję z panem Dawidowskim w zarządzie podlaskiego związku, więc trudno, bym się negatywnie o panu prezesie i działalności związku wypowiadał. Czy czas na zmiany? W niedzielę ocenią delegaci. Dziś w Polsce jest moda na zmiany i niezależnie od tego, czy ktoś ma zasługi i osiągnięcia, czy ich nie ma, to modne jest go zmieniać. Również w sporcie. A przecież takie zmiany nie zawsze wychodzą na zdrowie. Ja dziś nie podjąłbym się prorokowania, kto wygra. Wiem, że podczas tej kampanii różne rzeczy się pojawiały, muszą one podczas niedzielnego walnego zebrania zostać zweryfikowane. Wtedy zobaczymy, kto merytorycznie ma lepszy program: pan Dawidowski czy pan Kopczewski.

Tadeusz Chojnowski (wiceprezes Olimpii Zambrów):
Nie mam złudzeń, że czas na zmiany. Podlaski związek trzeba reaktywować i co do tego nie powinno być żadnych wątpliwości. Wszystko trzeba poukładać na nowo. Zresztą ci, którzy działają w podlaskiej piłce od lat, wiedzą, jak wygląda praca związku, komunikacja ze związkiem i jego wizerunek. Potrzeba natychmiastowej odbudowy, inaczej nic się nie zmieni. Wszyscy tu trzymamy kciuki, by wreszcie się to udało, bo inaczej podlaska piłka nadal stać będzie w miejscu albo leżeć, bo niektórzy twierdzą, że wręcz leży.

TUTAJ Dawidowski ma wyrok za jazdę po pijaku

Inne artykuły o: PZPN

  • walery

    oczywiście opinie tylko jednej strony ale to przecież normalne na tej beznadziejnej stronie, tradycyjnie dno

  • antymafia

    Dobre zmiany już mamy w kraju a ta któ
    rą chcecie zrobić to jeszcze lepsza pod tytułem MAFIA kuleszów

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli