Makuszewski: Z Setubal do Groznego to pół świata. Nie tylko geograficznie

Autor wpisu: 8 lutego 2016 07:32

Maciej Makuszewski zaliczył bardzo udany debiut w swoim nowym klubie Vitorii Setubal. W meczu ligi portugalskiej z Maritimo wyszedł na boisko w podstawowym składzie i w 42. minucie gry zanotował asystę. Były skrzydłowy Lechii Gdańsk silnie dośrodkował z prawej strony na głowę Andre Claro, a ten nie dał szans bramkarzowi Maritimo. Mecz skończył się wynikiem 1:1.

FUTBOLFEJS: Ładnie się z nowym klubem przywitałeś…
MACIEJ MAKUSZEWSKI
: Bardzo mi zależało na udanym debiucie, bo wiadomo, że dobre wrażenie na początku można zrobić tylko raz. Nie miałem wcale pewności, że od razu zagram i to w podstawowym składzie, ale na dwóch ostatnich treningach – przy stałych fragmentach – trener tak ustawiał zespół, że było widać, że będę grał. Byłem bardzo skoncentrowany, brałem na siebie grę, robiłem trochę wiatru, szarpałem. Może momentami nawet próbowałem zbyt indywidualnie, ale chciałem się pokazać. A z drugiej strony – szczerze mówiąc –  trochę tak grać musiałem, bo nawet nie zdążyłem poznać kolegów z drużyny. Nie wiem jeszcze kto ma jaką charakterystykę gry. Ale za chwilę już to złapię. Na razie głównie trenowałem indywidualnie i raptem dwa razy z drużyną.

W 69. minucie zostałeś zmieniony. Powiedz szczerze: zdechłeś fizycznie?
Dużo szarpałem, więc trener Machado i trener od przygotowania fizycznego Tiago Oliveira, pytali w przerwie jak się czuję i na ile czasu jeszcze mam sił. Ustaliliśmy, że daję z siebie ile mogę i za około kwadrans dostaję zmianę. Najgorzej, że jeszcze nie zdążyłem usiąść na ławce, a już nasi rywale dostali karnego i zdołali z niego wyrównać. Szkoda punktów, bo karny był błędem sędziego, co potwierdziły telewizyjne powtórki.

Jak się czuje w Portugalii facet, który trafił tam – poprzez Gdańsk – z Tereka Grozny? Gdzie Czeczenia, a gdzie Portugalia? To inne światy!
Kompletnie! Jak się spojrzy na mapę, to dystans jaki dzieli Setubal od Groznego to jest gdzieś z pół świata. Daleko. Nie tylko geograficznie. Więc jeśli przebyłem pół świata, żeby tu grać w piłkę, to to musi być przeznaczenie! (śmiech). Gdańsk jest na tej mojej mapie takim „równikiem” umownie mówiąc. Gdzieś w połowie drogi. A różnic jest tak wiele, że można by o tym książkę napisać. To co mnie teraz cieszy, to ciepło i słońce o poranku każdego dnia. Aż człowiekowi chce się uśmiechać, chce się żyć. Ale o czasie spędzonym w Tereku też złego słowa nie powiem. Gdy przychodziłem do klubu poziom sportowy był naprawdę wysoki. W drużynie było ze trzydziestu zawodników, a każdy z naprawdę wypasionym kontraktem. Ale warunki do życia i pogoda rzeczywiście inne niż w Setubal.

Chwalisz słońce w Portugalii, a w meczu z Maritimo taplaliście się w błocie…
Sam byłem zdumiony. To pierwszy deszcz odkąd tu jestem. Jeszcze na rozgrzewce tylko trochę kropiło, ale potem z każdą sekundą było coraz gorzej.

Wspomniałeś trenera Quima Machado. Spotkaliście się w Lechii Gdańsk. Ale – jak to w Lechii – długo razem nie popracowaliście. Zdołał cię na tyle dobrze zapamiętać, że chciał cię do Vitorii?
Pracowaliśmy razem 4 miesiące. W Lechii trenerzy zbyt długo nie pracują (śmiech). Ale jeśli się kogoś widzi dzień w dzień na treningu, to chyba można sobie o nim wyrobić zdanie, prawda? Kiedy trener Machado był w Lechii, przepracowałem u niego okres przygotowawczy, dobrze grałem w sparingach, potem też w lidze, strzeliłem ze trzy bramki, jakieś asysty były. Chyba dobrze mnie zapamiętał, bo ofertę od niego miałem już pół roku temu. Wtedy się jeszcze nie zdecydowałem. Wierzyłem, że w Lechii zaczniemy dobrze nowy sezon. Ale nie zaczęliśmy. Ja doznałem kontuzji w meczu z Cracovią i tej ostatniej rundy w Gdańsku też nie zaliczę do udanych.

Lechia jest specyficznym miejscem, gdzie presja wyniku jest olbrzymia, ale stabilność nie jest silną stroną klubu. Zawodnicy – co pół roku– przyjeżdżają i wyjeżdżają wagonami. Trenerzy zmieniają się niemal co chwilę, trudno nawet ocenić ich pracę.
Byłem w Lechii dwa lata, a trener Piotr Nowak był moim ósmym trenerem. Dużo… Ale trener Nowak miło mnie pożegnał, powiedział na „do widzenia” parę ciepłych słów, że jakby co to drzwi w Lechii mam otwarte, że mam dokąd wracać.

Z trenerem Thomasem von Heesenem pożegnanie nie było już tak przyjemne, co?
Właśnie że w kontaktach w szatni nie było z nim tak źle. No, ale te jego konferencje prasowe i wypowiedzi do mediów, gdy konkretnie piętnował poszczególnych zawodników, rzeczywiście były niefortunne. To trochę zepsuło jego relacje z drużyną. Trener ma od tego swój gabinet, żeby wezwać do siebie delikwenta i – jeśli jest taka potrzeba – zrobić z nim porządek. Ale na zewnątrz wszyscy jesteśmy jednym organizmem.

Może nie miał już do was cierpliwości i chciał wami wstrząsnąć? Jak tu przemówić do takiego Milosa Krasica, który wychodzi na trening i manifestacyjnie nawet nie wiąże sobie sznurówek w butach? Przecież to jest przejaw bezczelności, braku szacunku do trenera, ale też do klubu, kolegów, kibiców.
Akurat tego nie widziałem, ale trener zawsze może go wezwać do gabinetu i opieprzyć tak, że mu będzie głupio. Nie chcę jednak wchodzić w te sprawy, bo mnie już w Lechii nie ma. Powiem jednak jasno: to że przegraliśmy pięć meczów z rzędu to nie była wina von Heesena, tylko nasza, zawodników. Taka seria nie ma prawa się przydarzyć drużynie z aspiracjami, a taką jest Lechia. Trener też był sfrustrowany i stąd te jego wypowiedzi. Trzeba pamiętać, że w Gdańsku jest presja wyniku. A wyniku, niestety, nie ma. Niektóre mecze graliśmy jak o życie, a to z reguły nie wpływa dobrze na pewność siebie, swobodę, luz, skłonność do ryzyka, czyli na jakość gry.

Latem ty i Ariel Borysiuk przedłużyliście kontrakty z Lechią o 5 lat. Minęło pół roku i obu was w Gdańsku nie ma...
Takie jest życie piłkarza. Ja jednak pozostaję zawodnikiem Lechii, bo do Setubal jestem wypożyczony z Lechii na półtora sezonu. Chcę spróbować swojej szansy w Portugalii. Jestem bardzo zdeterminowany, już nie mogę się doczekać kolejnego treningu. Grą z drużynami z portugalskiego topu mogę się tylko rozwinąć. Przyjęto mnie bardzo dobrze, a świetną robotę zrobili tu w klubie przede mną: Przemek Kaźmierczak znany tu jako „Kaz” i Paweł Kieszek, który wyrobił sobie w Portugalii markę dobrego bramkarza. Koledzy bardzo go chwalą i żałują że odszedł do Estoril.

W dniu podpisania kontraktu z prezydentem Vitorii Fernando Oliveirą
W dniu podpisania kontraktu z prezydentem Vitorii Fernando Oliveirą

Poznałeś już klubowy karomierz?
Na szczęście, póki co, nie miałem okazji. To dobrze, bo jeszcze nie odebrałem tu żadnej pensji i nie miałbym chyba z czego zapłacić (śmiech). Wiem, że kara jest za spóźnienia na treningi. Trzeba być minimum pół godziny przed zajęciami i wpisać się na listę. Ale ja jestem zawsze dużo wcześniej, kary mi nie grożą. Zresztą na razie jestem tu bez narzeczonej, która dopiero zdawała w Polsce egzaminy i niedługo do mnie przyleci. Mieszkam więc teraz w hotelu z byłym obrońcą Lechii Gdańsk Tiago Valente (też przeszedł w tym okienku transferowym do Vitorii), ale niebawem poszukam jakiegoś mieszkania.

Lechia nie chciała cię zatrzymać?
W sparingach u trenera Piotra Nowaka grałem w pierwszej jedenastce, ale nie wiem czy klub był tak do końca zadowolony z mojej postawy. Dostałem informację, że Lechia nie będzie mi robiła problemów jeśli znajdę nowy klub.

Reprezentacja to jest temat na rozmowę z Maciejem Makuszewskim?
Reprezentacja to jest dla każdego piłkarza marzenie, ale ja twardo stąpam po ziemi. Nie byłem brany pod uwagę nawet wówczas, gdy naprawdę dobrze grałem. Myślę że kadra na Euro 2016 jest w 95 procentach zamknięta. Mam 26 lat i wiem, że żebym się do tego „pociągu” zabrał, musiałbym się nie wiem jak w tej Portugalii rozbujać. A z kolei kadra musiałaby być w wielkiej potrzebie z obsadą skrzydeł. Nie będę się więc wygłupiał z żadnymi deklaracjami, bo hejterzy nie dadzą mi spokoju.

ROZMAWIAŁ: Dariusz Tuzimek

Inne artykuły o: Lechia Gdańsk | Polecane | Zagranica

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli