Cztery wesela i pogrzeb. W El Clasico wielki triumf Barcelony

Autor wpisu: 21 listopada 2015 21:06

Messi rozpoczął na ławce i na ławce spokojnie mógł mecz skończyć, bo dziś Real nie dorastał Barcelonie do pięt. Duet Neymar – Luis Suarez wystarczył, by roznieść Królewskich w pył. No, ale skoro wszyscy chcieli, by Leo zagrał, to Luis Enrique wpuścił go w drugiej połowie. Losów spotkania w niczym to nie odmieniło, bo te już wcześniej zostały rozstrzygnięte. I tylko kibiców żal, no bo El Clasico do jednej bramki to mimo wszystko jakieś takie wybrakowane Clasico…

Real wyszedł na boisko i… słuch po nim zaginął. Jak swego czasu po malezyjskim boeingu. Tej drużyny przez 60 minut (na ostatnie pół godziny wróciła, ale wtedy przegrywała już 0:3) zwyczajnie na murawie nie było. Biegało co prawda po boisku dziesięciu facetów w białych koszulkach, z wyglądu przypominających piłkarzy Realu, ale to nie mogły być oryginały tylko jakieś chińskie podróbki.
Jeśli to miał być żart, to Barcelona najwyraźniej na żartach się nie zna. Od razu wzięła sprawy w swoje ręce (a raczej nogi) i pozamiatała. Wyczyściła Santiago Bernabeu do czysta. Gdy w 11. minucie Luis Suarez strzelił pierwszego gola, już pachniało (albo śmierdziało – jak kto woli) futbolowym harakiri.
Jedyny sposób, w jaki Real próbował się rywalom odgryzać, to były brutalne faule (zaczął Varane ostrym wejściem w Suareza, a potem za jego przykładem poszli inni). Jeśli z czymś takim mamy do czynienia już na początku spotkania, to wiadomo, że podskórnie piłkarze czują, iż nic innego nie są w stanie zdziałać. Że z minuty na minutę ich frustracja będzie rosła i zapewne będzie ona wprost proporcjonalna do traconych goli. Nie mylili się.
Za chwilę mieliśmy małą chorwacką bitwę, w której Modrić próbował znokautować Rakiticia, później Sergio Ramos w hokejowym stylu potraktował Daniego Alvesa, a Barcelona – jak to Barcelona, zamiast pójść na wojnę, wolała grać w piłkę. Minęło kilka minut, a Iniesta znakomicie podał do wbiegającego na wolne pole Neymara. Zrobiło się 0:2.

Tak Messi (jeszcze na ławce) cieszył się z tej bramki…

Real był bezradny. Real był na kolanach. Real modlił się już o gwizdek kończący pierwszą połowę. I kiedy tak się modlił, Neymar z Suarezem po raz kolejny ośmieszyli obronę gospodarzy. Przytomność Marcelo, który wybił piłkę z linii bramkowej, uchroniła Królewskich przed utratą trzeciej bramki. Jednak co się odwlecze…
Druga połowa rozpoczęła się od gwizdów kibiców i głośnego domagania się dymisji Rafy Beniteza i Florentino Pereza. Fani gospodarzy już wiedzieli, jak to wszystko się skończy. Ale nie tylko oni. Bo kolejne gole dla Barcy wisiały w powietrzu. A zespołu Realu nadal nie było na murawie. Po niej wciąż biegały chińskie podróbki w białych koszulkach…
Aż nadeszła 53. minuta, odegranie piętą Neymara i cudowny strzał w okienko Iniesty. Jeśli ktoś jeszcze łudził się, że te chińskie podróbki jakimś cudem są w stanie powalczyć o remis, właśnie się dowiedział, że nic z tego. A za chwilę mogło być jeszcze gorzej, bo z ławki podniósł się Messi. Argentyńczyk wszedł na końcowe pół godziny i wraz z nim na boisku pojawiła się wreszcie drużyna Realu. Gospodarze właśnie zaczęli grać w piłkę (szkoda tylko, że tak późno). Najpierw dobrą akcję przeprowadził Carvajal, potem Bale (po jego strzale piłka trafiła w rękę Pique), a następnie Ronaldo, który w sytuacji sam na sam nie dał rady przelobować Claudio Bravo.
Kiedy Real tak dzielnie pracował na honorowego gola (znów Ronaldo – tym razem w poprzeczkę), czwartą bramkę zdobyła Barcelona.
Pastwić się nad Królewskimi już nie ma co, bo oni sami robili wszystko, by ten mecz jak najszybciej się dla nich skończył. Najpierw z boiska powinien wylecieć Carvajal za brutalny faul na Neymarze, ale nie wiedzieć czemu sędzia pokazał mu tylko żółtą kartkę. Widząc to, Isco postanowił za chwilę już tak sfaulować Brazylijczyka, żeby sędzia nie miał najmniejszych wątpliwości, i z całej siły kopnął rywala w kolano.
Takim to akcentem Królewscy kończyli El Clasico.
A Barcelona dała koncert. Czapki z głów, bo znów jest wielka…
Na chwilę wracając jeszcze do Realu, będą teraz mieli używanie z Beniteza kibice i dziennikarze (ci katalońscy zwalniali go jeszcze przed klasykiem, pisząc, że Królewskich objąć ma Zinedine Zidane). Zresztą niektórzy już mają…

Przed klasykiem swój ligowy mecz rozegrała Sevilla. Poległa w San Sebastian 0:2, a oba gole zawalił Grzegorz Krychowiak. No cóż, nie zawsze jest się… Cezarem.

Inne artykuły o: Polecane | Zagranica

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli