Miało być show i było – LaLiga Legends pokazali klasę. Nasi też. A do tego upór i ambicję

Autor wpisu: 9 czerwca 2017 23:30

Zabawa – zabawą, mecz pokazowy – meczem pokazowym, ale przecież po boisku biegało dwudziestu kilku facetów, którzy jeszcze niedawno byli zawodowymi piłkarzami, więc czego, jak czego, ale ambicji z pewnością im nie brakuje. I którzy nawet w meczach pokazowych wolą wygrać, niż przegrać. Spotkanie byłych gwiazd LaLiga z byłymi gwiazdami reprezentacji Polski skończyło się zwycięstwem Hiszpanów 2:0, ale trzeba przyznać, że obie drużyny pokazały klasę.

Niby „wynik nie był tu sprawą najistotniejszą” – jak mówił po spotkaniu Michał Żewłakow – bo najważniejsze było to, żeby dać kibicom trochę emocji i dobrą zabawę przy piłce, jednak patrząc na to, jak Tomek Hajto wędruje pod koniec drugiej połowy do ataku, skłonni bylibyśmy się jednak założyć, że i wynik był sprawą istotną. Tym bardziej, że niektórzy z naszych reprezentantów wciąż mają sportowe rachunki do wyrównania z Hiszpanami.

Hajto, który do dziś śmiało może robić za wzór piłkarza ambitnego i takiego, który nigdy i za nic nie odpuszcza, mecz zaczął na środku obrony, a skończył na lewym skrzydle. Tak bardzo chciał, by biało-czerwoni nie zostali z zerem po stronie zdobytych bramek. I wiele nie brakowało, by tak się stało. Myśleliśmy, że po duecie Maciej Żurawski – Tomasz Frankowski zostało już tylko wspomnienie, a jednak „Żuraw” i „Franek” jedną genialną akcję przeprowadzili. Dogrywał ten pierwszy, finalizował drugi. Wciąż nie wiemy, jakim cudem piłka nie wpadła do bramki. „Franek”, nie mogąc uwierzyć, że nie ma gola, ze złości aż trzepnął głową w słupek. Na szczęście lekko – słupkowi nic się nie stało.

Duet byłych wiślaków starał się, jak mógł, ale szczerze mówiąc, za wiele sobie nie pograł, za to Hiszpanów nękał od samego początku do samego końca Jacek Krzynówek. Jacka jest teraz trochę więcej niż tego, który strzelał gole Portugalii za Leo Beenhakkera, ale młotek w lewej nodze został mu taki sam. Kilku Hiszpanów przekonało się o mocy „Krzynka”, przyjmując jego uderzenia na tzw. ciało. Bolało od samego patrzenia.
To właśnie Krzynówek – nie licząc wspomnianej akcji Żurawskiego z Frankowskim – był najbliżej pokonania chłopaków z LaLiga Legends. W pierwszej połowie kapitalnie przyjął podanie z głębi pola i huknął jak z armaty. Zatrzęsła się tylko poprzeczka hiszpańskiej bramki. Na nieszczęście, bo to chyba rozsierdziło naszych rywali. Tuż po tym strzale przeprowadzili akcję, po której Michel Salgado pokonał Jerzego Dudka.

Dwa słowa jeszcze o Salgado, bo ten facet wyglądał na tle całej reszty jak gość wyjęty z innej bajki. Jakby tydzień temu zakończył właśnie z Realem sezon, wygrywając finał Ligi Mistrzów. W gazie jest niesamowitym. Harował przez cały mecz od jednego pola karnego do drugiego i absolutnie nie wyglądał na takiego, który miałby dość. Klasa.

Klasę pokazali też Hiszpanie po meczu. Gaizka Mendieta, zanim udał się pod prysznic, elegancko podszedł do reporterów, by odpowiedzieć na wszystkie pytania.
– Zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy ambasadorami hiszpańskiej piłki, naszej LaLigi. Wiemy, że nie mamy już tyle sił, co jeszcze kilka lat temu, gdy zawodowo graliśmy w piłkę, ale ambicji na pewno nam nie brakuje. Chcemy dostarczać kibicom emocje i myślę, że dziś nikt nie wyszedł ze stadionu w poczuciu tego, że tych emocji mu nie daliśmy. Wiemy, że w Polsce bardzo popularna jest hiszpańska liga, stąd nasza wizyta w Warszawie – uraczył nas taką ładną laurką. A na pytanie, co powie o rywalach, uciekł w dyplomację: – Widać było, że bardzo się starali…

To fakt. Bardziej się już chyba nie dało…

Emocje to jedno, a jeszcze jest sama radość z gry i przyjemność z tego, że można spotkać się ze starymi kumplami. – Gramy takie spotkania dwa, trzy razy do roku. Nawet nie wiecie, jaka to frajda spotkać się przy takiej okazji z byłymi kumplami i rywalami z boiska, napić się razem piwa i powspominać stare dzieje – rzucił z uśmiechem Steve McManaman. Otóż to.

Nasi w drugiej połowie, jak wspomnieliśmy, próbowali doprowadzić do wyrównania, ale raz jeden nadziali się na kontrę, którą Hiszpanie skrzętnie wykorzystali. Tak więc skończyło się na 0:2, ale – jak przyznał po meczu Michał Żewłakow: – Były emocje? Były! I to jest najważniejsze.

Prawda – były emocje, fajna zabawa i całkiem sporo dobrej piłki. Takiej trochę w zwolnionym tempie, ale jednak. Szacun dla jednych i drugich.

Inne artykuły o: Inne

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli