To była biblia futbolu napisana na żywo

Autor wpisu: 9 marca 2017 09:48

Dla takich meczów warto żyć. Wieczór na Camp Nou był magiczny, kosmiczny, niesamowity. To była nie tylko reklama Ligi Mistrzów, nie tylko reklama futbolu. To była apoteoza wiary i odwagi. A wierzący powiedzą, że to był dowód na istnienie pana Boga. Na Twitterze ktoś przytomnie zapytał: było pierwsze spotkanie, był rewanż, kiedy jest trzeci mecz?

– Szóstego gola zdobyli wszyscy nasi kibice z całego świata – powiedział trener Barcelony Luis Enrique. I coś w tym jest. Podobało mi zdanie Kazimierza Węgrzyna: – Barcelona wygrała to spotkanie krzykiem. Cały mecz to był krzyk: „bardzo chcemy to wygrać”. Zdecydowała ta właśnie determinacja.
Oczywiście samym chciejstwem jeszcze nikt niczego nie wygrał. Barcelona miała ku temu wielkiemu triumfowi narzędzie: piłkarską jakość. I wielką wiarę. Ci piłkarze naprawdę wierzyli, że są w stanie to zrobić.
To nie było jakieś tam, gówniane: a może się uda… To było przeświadczenie, że ma się wystarczające możliwości żeby tego dokonać. Skrót środowego meczu można puszczać na wykładach motywacyjnych dla pracowników. Nic nie zobrazuje lepiej hasła: „Chcę, więc mogę”. Lub: „Niemożliwe nie istnieje”. Albo: „Wiara góry przenosi”. Gdyby Biblię tworzono w naszych czasach, ani chybi ten mecz znalazłby się w którejś z mądrych przypowieści. Póki co, zajmie honorowe miejsce w biblii futbolu. Bo to była opowieść uniwersalna. Nie tylko o piłce, ale o wielu wartościach i doświadczeniach jakie spotyka w życiu człowiek.
Bo mieliśmy w tym meczu wszystko: strach, odwagę, triumf, dramat, wiarę, upadek, podniesienie się z kolan, nadzieję, rozczarowanie, radość, dramat, życie i śmierć. Widowisko epickie. Stworzone w niecałe dwie godziny, na żywo i tylko – jakaż szkoda! – jednorazowo. Już nigdy nic takiego się nie powtórzy. Takiego show, tak nieprzewidywalnego, o takiej temperaturze nie stworzy ani kino, ani teatr, ani telewizja ani nawet wyobraźnia pisarza.

Futbol kontra strach
PSG zagrało na Camp Nou zbyt bojaźliwe i nieskutecznie. To co od początku spotkania było widać na twarzach paryżan to strach. Najpierw strach, bo pierwszy gol dla Barcelony wpadł zbyt szybko. Później wystarczyło popatrzeć na twarz Layvina Kurzawy, który zapakował „swojaka” na 0:2. Realizator pokazał Francuza na zbliżeniu. Widać było, że najpierw siarczyście przeklął, ale później zobaczyliśmy twarz człowieka przerażonego. A przerażeni zazwyczaj słabo grają w piłkę.
Że karne dla Barcelony były „miękkie”? Eksperci w studio Canal+ oglądali powtórki mnóstwo razy i nie byli w stanie wypracować spójnego stanowiska. Kluczyli, zmieniali zdanie, nie mieli pewności. Na chłodno, po meczu, przy dowolnej liczbie powtórek i zbliżeń w zwolnionym tempie! A sędzia miał przecież sekundy na podjęcie decyzji.
Możemy godzinami dyskutować o decyzjach arbitra. Ale one mają znaczenie tylko przez – maksymalnie – kilkanaście godzin po meczu. Później nikt na to nie będzie zwracał uwagi. Przecież ten mecz zapamiętamy nie jako sędziowski szwindel, a jako największą w historii futbolu pogoń za wynikiem. Udaną pogoń.
Czy „pokrzywdzeni” chcą przekonywać, że to PSG bardziej zasłużyło na awans? Pierwszy mecz w wykonaniu paryżan był wielki. Rewanż to był pojedynek strach kontra futbol. I wygrał futbol. Jakoś tego nie żałuję.

PSG miało jeszcze trzy okazje do zdobycia gola:
– uderzenie w słupek Cavaniego
– przegrany pojedynek Cavaniego z Ter Stegenem
– zmarnowana setka Di Marii
i tu trzeba upatrywać przyczyn przegranej. Nie w gwizdku sędziego.
PSG jest drużyną pełną znakomitych piłkarzy, ale bardzo chimeryczną, nierówną. Ciągle jakby niedojrzałą. Sposób w jaki paryżanie zagrali na Camp Nou był dowodem na to, że sami nie wierzą w swoje piłkarskie „szlachectwo”. Przecież do stolicy Katalonii przyjechali jako zespół, który rozbił trzy tygodnie temu Messiego i spółkę w pył. Piłkarze PSG powinni przyjechać do Barcelony i powiedzieć: „Teraz to niech oni się boją, to oni mają problem”. Tymczasem od początku było widać, że problem mają paryżanie: czy cztery bramki przewagi to aby nie zbyt mało… Z takim myśleniem nie można wygrać Ligi Mistrzów.

Respeita nossa história, entendeu ? ????????????

Post udostępniony przez Nj ???????? ???? neymarjr (@neymarjr)

Taniec potworów w finale?
Jeśli jakiś zespół mógł dokonać takiej Remontady to jest to Barcelona. Napisałem to zdanie i od razu złapałem się na tym, że jest taki jeszcze jeden: Bayern Monachium. W Lidze Mistrzów w ćwierćfinałach zagra wiele silnych drużyn, ale prawdziwe „potwory” są tylko dwa: Barcelona i Bayern. Doceniam siłę pozostałych, ale taki „power” na dzisiaj mają tylko te dwie drużyny. Nie przesądzam, że obie dojdą do finału – choć to byłaby piłkarska uczta – bo na etapie ćwierćfinału i półfinału zdarzyć się może jeden słabszy dzień i po zawodach. Chcę tylko powiedzieć, że oba zespoły potrafią się wznieść ma poziomy dla pozostałych nieosiągalne. Przy całym szacunku dla Realu Madryt, BVB, Juventusu, Atletico, Man City czy Monaco.
A o możliwościach Barcelony przekonaliśmy się w środę, gdy zagrała wielki mecz praktycznie… bez Messiego. Że przesadzam? Jeśli w ogóle, to tylko trochę. Ojcem zwycięstwa był Neymar. Często irytujący, czasem zachowujący się jak źle wychowany bachor, że chciałoby się go przełożyć przez kolano i wlać mu pasem na goły tyłek.
Ale przecież jest jednym z trzech-czterech najlepszych piłkarzy świata nie dlatego, że się kładzie, symuluje, przewraca, prowokuje i robi głupoty. Jest wśród największych, bo jest geniuszem futbolu. Bez niego nie byłoby tego magicznego wieczoru na Camp Nou, nie byłoby Remontady, nie byłoby Barcelony w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Gdyby nie było takich jak Neymar, futbol mógłby nie istnieć. Dla takich piłkarzy przychodzi się na stadion, tacy podrywają ludzi z krzesełek.
Dobrze, że jeszcze w tym sezonie Ligi Mistrzów da kilka spektakli fantazji, perfekcji, wyobraźni. To jest prawdziwa piłka.

Inne artykuły o: Liga Mistrzów | Zagranica

  • ursynów

    Zasiej niepewność w obozie wroga, a wygrana będzie twoja.To cytat z książki Saga o ludziach z lodu.Nie sądzę,żeby któryś z graczy Barcelony ją czytał, ale mniejsza o to.Strach w oczach drużyny francuskiej był porażający.Ich gra w niczym nie przypominała tej z meczu w Paryżu. Ale tak się gra jak przeciwnik pozwala.PSG pozwalało na wiele, a Barcelona zagrała mecz szalony.I ma redaktor rację,że dla takich meczów warto kochać piłkę nożną. Piłka to gra zespołowa , ale jak w każdej z gier zespołowych, bez gwiazd, liderów, tych którzy tchną w zespół iskrę bożą,nie ma wielkiej gry.A taką wczoraj widzieliśmy.I chwała chłopakom z Camp Nou. Blaugrana byłaś wielka ! Jeszcze raz okazało się,że strach czasem gorszy niż śmierć.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli