Zagłębie zostało z pustymi rękoma. Prezes klubu: Dziady nie zasługują na ekstraklasę

Autor wpisu: 4 czerwca 2017 15:17

Nie było cudu w Sosnowcu. Ani cudownego awansu do wymarzonej ekstraklasy, ani cudownej gry. Było za to zwycięstwo nad GKS Tychy 2:1, które jednak Zagłębiu daje wyłącznie potężnego kaca po sezonie, w którym wszystko miało w swoich rękach. I wszystko z tych rąk wypuściło.

Najciekawsze, co stało się w Sosnowcu, to mocne słowa prezesa Marcina Jaroszewskiego na koniec rozgrywek. Jaroszewski, który sam w tym sezonie wiele przeżył – nie tylko w związku z grą swojego zespołu – po przegranym meczu z Chrobrym w Głogowie, a przed ostatnim z Tychami – mówiąc wprost – wygarnął swoim piłkarzom: „Byłem tam (w Głogowie – red.) i widziałem wszystko z bliska. Nie dostrzegłem ani ducha sportu, ani ducha walki, ani nawet chęci do podjęcia rywalizacji. Zawsze się bardzo irytowałem, gdy słyszałem głosy, że piłkarzom się nie chciało. Dziś nie polemizuję z takim postawieniem sprawy. Bo wyglądałoby to tak, jakbym napluł kibicom w twarz. Mecze ze Stalą i Chrobrym pokazały, że od strony mentalnej – co przekłada się w prosty sposób na dyspozycję piłkarska – jesteśmy dziadami. A dziady nie zasługują na ekstraklasę”. (…) „Po raz pierwszy od czterech lat mogę powiedzieć, że to ewidentnie piłkarze położyli nam mecz.” Całość TUTAJ.
Było jeszcze o tym, że gdyby to były czas „Fryzjera”, to prezes Zagłębia pomyślałby, że mecz został sprzedany. Była też deklaracja o pełnym poparciu dla trenera Dariusza Banasika, który ma kontrakt jeszcze przez rok i hasło, że w przypadku braku awansu klub rozstanie się z… 11 piłkarzami.

No i teraz można wybierać tych jedenastu do odstrzału, bo Zagłębie nie awansowało. To, co sosnowiczanie mogli jeszcze zrobić w meczu z GKS Tychy, to wygrać. I wygrali. Ale nie sprawiali wrażenia zespołu, który słowa prezesa w szatni przeczytał, zanalizował, a co najważniejsze – się nimi przejął. Nie miał ten mecz w sobie ekstremalnej dawki energii, nie miał kolorytu nieprzebranej chęci zrobienia czegoś wielkiego. Tychy, grając już o nic, wcale nie włożyły weń mniej mentalnego zaangażowania.
Spytany o to w przerwie przez reportera Polsatu Sport Michał Fidziukiewicz, był jednak zaskoczony takim postawieniem sprawy. – Ustawiliśmy się w niskim pressingu i czekamy na kontry. Nie widzę, żeby była jakaś tragedia z naszej strony – odparł z miną „wyszedłem po sól, zaraz wracam”.

Kibice w szatni Zagłębia „rozbierają” piłkarzy, czyli skandaliczny finisz sezonu w Sosnowcu

No i tragedii do końca nie ma, skoro tak stawiamy sprawę. Nie ma też awansu. Ale ze słów prezesa wynika, że nie dla każdego w tym klubie to właśnie tragedia. Trafiło powyżej na Fidziukiewicza, ale akurat do niego pretensji większych chyba mieć nie można. Po ciężkiej kontuzji kilka ważnych goli strzelił. Z Tychami przywrócił Zagłębie do gry przy stanie 0:1, decydując się na kapitalnego rogala sprzed pola karnego. Sosnowiczanie niby na kontry czekali, ale sami pierwsi stracili gola właśnie po kontrze. I po jakich babolach! Najpierw Sebastian Milewski wykazał za mało agresji w walce o piłkę w środku boiska, przez co ją stracił, a chwilę później Robert Bartczak jak uczniak dał uciec skrzydłem Marcinowi Radzewiczowi, mimo że usiłował… łapać go wpół.
Zagłębie, owszem, w drugiej połowie zamierzało bardziej zdecydowanie zaatakować, ale o wiele groźniejsze były kontry tyszan. Jakub Świerczok do spółki z Radzewiczem mieli jedną, drugą, trzecią okazję dobić rywala, ale byli nieskuteczni. A gospodarzom pomógł przypadek. Przy dośrodkowaniu Daniel Tanżyna upadł na piłkę ręką i sędzia podyktował oczywistą jedenastkę. A tę wykorzystał Tomasz Nowak.

Zagłębie jeszcze dwa tygodnie temu, po meczu z Wigrami, miało los w swoich rękach. Dziś zostaje z pustymi rękoma, pustą szatnią i zamętem w głowach.

Inne artykuły o: GKS Tychy | I Liga | Zagłębie Sosnowiec

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli