Zagłębie znów liderem. Duża wódka dla Fabisiaka

Autor wpisu: 15 kwietnia 2017 20:04

Chwila kompletnej nieodpowiedzialności Sierczyńskiego mogła kosztować Zagłębie porażkę w meczu, w którym na tę porażkę nie zasłużyło. Tyle że Podbeskidzie tego dnia bało się nawet własnego cienia, nie mówiąc już o tym, by wygrać w Sosnowcu, więc w doliczonym czasie nie wykorzystało nawet karnego.

Tym razem futbol przegrał ze strachem. Ewidentnie. Biorąc pod uwagę to, co działo się w meczu tych drużyn jesienią, czyli słynne 4:5 dla Zagłębia (od 1:3, po 4:3, do 4:5), tym razem mieliśmy spektakl nawet nie szachów, bo czasem i przy szachach więcej się dzieje. A już na pewno więcej przemyślanych – że się tak wyrażę – zagrań. Wtedy 9 bramek, teraz trudno byłoby się doliczyć 9 dobrych zagrań.
No, ale wówczas oba zespoły prowadzili zupełnie inni trenerzy. Zagłębie – Jacek Magiera, Podbeskidzie – Dariusz Dźwigała. Obaj rywalizowali nie tylko o ligowe punkty, ale i o to, która z drużyn będzie grała atrakcyjniejszy futbol. Dziś to już przeszłość. Trudno spodziewać się po jednych i drugich jakichś wyjątkowych fajerwerków. Więcej było strachu przed stratą piłki i narażeniem się na kontrę niż myślenia o tym, jak tu zaskoczyć rywala. Efekt był taki, że do 80. minuty wiało jedną wielką nudą.

Dopiero pod koniec spotkania Zagłębie przeprowadziło kilka groźnych akcji, jakby po tych 80 minutach przekonało się, że jednak warto powalczyć o komplet punktów. Zabrakło trochę zimnej krwi i lepiej ułożonej nogi u Michała Fidziukiewicza. No i tam, gdzie być powinien, zazwyczaj znajdował się Rafał Leszczyński.
I gdy już wydawało się, że dobrniemy z tym 0:0 do końca, Wojciech Łuczak zgubił piłkę, ni z tego, ni z owego poszło zagranie w pole karne Zagłębia, ruszył w nie Mariusz Magiera, a na moment rozum kompletnie opuścił Marcina Sierczyńskiego, który wbiegł w tego Magierę i zwyczajnie go przewrócił. Ewidentny karny.
Wściekły Dariusz Banasik nawet nie polemizował, bo i nie było z czym. Oglądający do tej pory mecz na stojąco, zaklął pod nosem, po czym powędrował w kierunku ławki i na niej usiadł, sprawiając wrażenie kogoś, kto właśnie spisał ten mecz na straty.
Jedyny, który w tej całej sytuacji nie spanikował, nie podpalił się i zachował zimną krew, to Wojciech Fabisiak. Bramkarz Zagłębia wyczekał strzelca i w dobrym stylu karnego obronił. Inna sprawa, że Michał Janota sprawiał wrażenie, jakby… bał się trafić (dużo lepiej kopnął za chwilę ze złości w słupek bramki Fabisiaka). Jak i całe Podbeskidzie, które przez pełne 90 minut wyglądało na zespół, który przyjechał do Sosnowca, by nie przegrać. Janota popisał się zresztą już w pierwszej połowie, gdy zaczął kiwać się sam ze sobą i uskuteczniać sztuczki techniczne, gdy obok nie było żadnego rywala. Po co? Tego nie wiemy.

Tak więc Zagłębie wróciło na fotel lidera (po tym, jak Chojniczanka przegrała z Tychami, a Katowice z Miedzią). Po raz pierwszy od października. I to jest ta najistotniejsza dla ludzi z Sosnowca wiadomość. A Fabisiakowi Sierczyński i tak powinien postawić dobrą whisky. Albo chociażby dużą wódkę.

sklep vitasport.pl
forBET

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli