Zagłębie wstało z kolan. Ale co się dzieje z GieKSą? Miał być murowany kandydat, a jest raczej słomiany

Autor wpisu: 17 marca 2017 23:45

Zagłębie wygrało z Katowicami 1:0, ale długo można się było zastanawiać, jakim cudem. A jednak. Rewolucja w składzie pomogła. Może teraz czas na taką małą rewolucję w GieKSie, bo na razie z punktami krucho.

Nie było ani fajerwerków, ani wielkich emocji, choć przecież spotkało się dwóch poważnych kandydatów do awansu. A jeden nawet „murowany”, jak ostatnio można było wyczytać na stadionie GieKSy (transparent z takim napisem wywiesili kibice GKS). Tyle że ten kandydat to nie „murowany”, ale na razie bardziej jakiś taki słomiany. Ale o Katowicach za chwilę. W końcu przecież przegrały. Najpierw o wygranych…
Zagłębie podniosło się po laniu w Nowym Sączu (0:5 z Sandecją) i to jest najważniejsza wiadomość dla kibiców tej drużyny. Dariusz Banasik zrobił małą rewolucję w składzie (podkreślał przed spotkaniem, że nie ma sensu żyć przeszłością i myśleć o wysokiej porażce z Sandecją, tylko należy patrzeć w przyszłość), wymienił siedem ogniw, postawił kilka rzeczy na głowie i… poskutkowało. Nie jakąś wybitną grą, bo Zagłębie wciąż nie prezentuje się jak drużyna, która zasługuje na awans do ekstraklasy, ale przede wszystkim zwycięstwem. Trzy punkty wywalczone w spotkaniu z GieKSą, do tego przeskoczenie tego rywala w tabeli, to wystarczające powody, by choć na chwilę zapomnieć o klęsce sprzed tygodnia i pocieszać się myślą, że udało się zmazać tamtą plamę.

– Cieszę się, że podjąłem taką decyzję odnośnie tak dużej liczby zmian, bo końcowy wynik pokazał, że była to decyzja słuszna. Nie pamiętam w swojej karierze trenerskiej, żebym dokonał tylu roszad w składzie. To miało pokazać zawodnikom, również tym bardziej doświadczonym, że tak naprawdę nikt nie może być pewny miejsce w jedenastce. Pod tym względem myślę, że swój cel osiągnąłem. Widzę jednak w naszej grze wiele mankamentów. Musimy naszą grę zdecydowanie poprawić, jeśli chcemy liczyć się w walce o awans – powiedział po meczu Banasik.

Bohaterem Zagłębia został Michał Fidziukiewicz – facet, który w tamtym sezonie natłukł trochę goli (dokładnie 14), ale w tym na pierwszego musiał czekać aż do tego piątkowego wieczora. Z racji kontuzji i długiej rehabilitacji jesień miał z głowy i na dobre dopiero teraz wraca do składu. To pokazuje, jak bardzo Zagłębie jest ubogie z przodu i jak bardzo solidnej i przede wszystkim skutecznej dziewiątki potrzebuje. Sanogo w Sosnowcu już nie ma, tak samo Maticia, który nawet jak był, to i tak niewiele wnosił, Makengo na razie narobił tylko szumu swoim transferem, bo do gry wciąż nie jest gotowy. Został więc tylko Fidziukiewicz, no i Łuczak, który co prawda w zimowych sparingach niby na tej pozycji radził sobie całkiem, całkiem, ale jak przyszło do gry o punkty, to wychodziło blado.

Zagłębie wygrało, ale powiedzieć, że z gry było lepsze i zasłużyło na to zwycięstwo, to – delikatnie mówiąc – minąć się z prawdą. W niczym nie było lepsze, niemniej żadna to pociecha dla kibiców z Katowic. Tam zresztą pomału powinni zacząć się zastanawiać, co nie gra (a nie gra dużo rzeczy) i dlaczego. Po pierwsze, ten „murowany” kandydat w ostatnich sześciu ligowych meczach wygrał tylko raz i stracił w nich aż 10 goli. Po drugie, wiosną nie potrafił ograć żadnego z bezpośrednich rywali do awansu (remis w Chojnicach, porażka w Sosnowcu), nie potrafił też ograć walczący o utrzymanie Stomil. Po trzecie, po pierwszych połowach z piłkarzy Jerzego Brzęczka schodzi powietrze. Po czwarte, szwankuje i to mocno skuteczność, bo sytuacje bramkowe ten zespół sobie stwarza – tyle że nie potrafi ich wykorzystać (do czasu straty bramki Katowice powinny prowadzić w Sosnowcu dwiema, albo i trzema bramkami). I po piąte wreszcie – popsuła się gra obronna, z której GieKSa słynęła jesienią.

Co prawda tym razem zespół Brzęczka rozpoczął rozważniej niż dwa poprzednie wiosenne spotkania, piłkarze nie forsowali tak tempa przez pierwsze 45 minut, jakby chcieli rozłożyć siły na dwie połowy. Mimo to i tak zdołali zdominować gospodarzy. Mikołaj Lebedyński i Kamil Jóźwiak pewnie pluli sobie w brodę, schodząc na przerwę. Obaj zmarnowali naprawdę bardzo dobre sytuacje do zdobycia bramki. W drugiej połowie z minuty na minutę powietrze z gości zaczęło schodzić. Gry z przodu nie ożywił nawet wchodzący z ławki Grzegorz Goncerz. I skończyło się, jak się skończyło. Co z tą GieKSą jest więc nie tak? Wrażenie artystyczne za wszystkie trzy tegoroczne mecze na przyzwoitym poziomie, ale punktowo jest na razie dramat – biorąc pod uwagę to, że Katowicom marzy się przecież powrót do elity. Z takim punktowaniem szybko trzeba będzie o tym zapomnieć.

sklep vitasport.pl
forBET

Inne artykuły o: GKS Katowice | I Liga | Zagłębie Sosnowiec

  • Mateusz Jaruszewski

    Trochę to opisaliście jakby Zagłębiu wygraną przyniósł tylko jakiś cud i zupełny przypadek. Może by tak podkreślić, że drużyna wyszła z szatni odmieniona i zaczęła po prostu zdrowo zasuwać?

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli