W Gdyni mieliśmy sędziowski skandal? Komu zależało, by Wigry nie zagrały w finale Pucharu Polski?

Autor wpisu: 5 kwietnia 2017 09:00

Żal i rozgoryczenie w Suwałkach ogromne, choć niczego to już nie zmieni. Wigry rozegrały kapitalne spotkanie, jednak w finale Pucharu Polski nie zagrają. Dlaczego? Najłatwiej napisać, że dlatego, ponieważ nie zdołały odrobić strat z pierwszego spotkania. Ale to tylko pół prawdy. Bo mnie się zdaje, że ten półfinał kilka osób najwyraźniej przerósł. I na pewno nie było wśród nich nikogo z Suwałk.

Czy mieliśmy w Gdyni do czynienia z sędziowskim skandalem? Czy to błędy pana Wojciecha Mycia i jego asystentów sprawiły, że skończyło się awansem Arki? I dlaczego w tej edycji Pucharu Polski tyle razy rzucano Wigrom kłody pod nogi? Można się jedynie domyślać. A skoro można, to nie żałujmy sobie i się domyślajmy.
Oto największe kontrowersje z tego dwumeczu:

1. Karny dla Arki
– Coście zrobili? Za co? – krzyczał wzburzony Dominik Nowak w kierunku arbitra technicznego tuż po tym, jak sędzia Myć gwizdnął dla Arki „jedenastkę”. To jak? Było zagranie ręką Zapolnika w polu karnym, czy nie było?
Na gorąco szkoleniowiec gości miał prawo być wzburzony, tym bardziej że sytuacja była mocno niejednoznaczna. Komentujący spotkania w Polsacie Sport (Cezary Kowalski i Tomasz Łapiński) również nie byli przekonani, co do słuszności decyzji arbitra. Tej broni w naszej relacji Piotr Wierzbicki – TUTAJ – pisząc, że Zapolnik zagrał piłkę ręką i dołączając nagranie z tej sytuacji. No, ale Piotrek miał czas obejrzeć sobie spokojnie kilka razy powtórki z tej akcji, sędziowie tego czasu i możliwości nie mieli.
Zresztą muszę przyznać, że mimo obejrzenia tej sytuacji, ja wciąż mam duże wątpliwości. Nowak mówi, że obejrzał całe zdarzenie klatka po klatce wiele razy i jest przeświadczony, że karnego być nie powinno. Cóż, na pewno na niekorzyść Zapolnika zadziałało to, że mocno wysunął do przodu lewą rękę, ale czy piłka uderzyła go faktycznie w rękę? Głowy bym za to nie dał.
Natomiast sytuacja tym bardziej kontrowersyjna, bo przecież w momencie, kiedy Wigry były krok od odrobienia strat, a Arka leżała na deskach po dwóch ciosach i wciąż zamroczona próbowała wstać. I wtedy dostała pomocną dłoń.

2. Nieuznany piąty gol dla Wigier
90. minuta. Wigry strzelają gola zapewniającego im awans. Gol nie zostaje jednak uznany. Wszyscy na ławce gości łapią się za głowy, nie mogąc uwierzyć, że sędzia odgwizduje spalonego.
Był ten spalony? Na pierwszy rzut oka nawet z powtórek trudno to jednoznacznie określić. Choć później po szczegółowej analizie wychodzi na to, że przy tym podaniu jednak był.

– Analizowaliśmy już szczegółowo to spotkanie. Przy tej akcji faktycznie był spalony. Natomiast było wiele innych drobniejszych kontrowersji i wszystkie gwizdane na korzyść gospodarzy. Wystarczy prześledzić, ile było fauli – złośliwych i taktycznych – na Omarze. Za żaden sędzia nie pokazał kartki – opowiadał nam po meczu trener Nowak.
Cóż, być może arbiter podskórnie (nie podejrzewamy, broń Boże, że celowo) bał się wyeliminowania Arki i kilka decyzji podjął na czuja i na alibi. Tym bardziej dziwi, że PZPN desygnował do sędziowania takiego arbitra…

3. Obsada sędziowska
No właśnie, przecież ten Myć sędziuje w tym sezonie mecze drugiej i trzeciej ligi! Może to i zdolny, dobrze rokujący arbiter, ale do cholery – to jest półfinał Pucharu Polski. Takie spotkania powinni sędziować najlepsi z najlepszych – top ekstraklasy i to z doświadczeniem z międzynarodowych boisk, a nie facet, który ma za sobą spotkania JKS Jarosław – Karpaty Krosno i Olimpia Zambrów – GKS Bełchatów.
Kto w ogóle wpadł na pomysł, by przydzielić mu taki mecz? Pewnie ktoś, kto uznał, że w tej rywalizacji wszystko jest już pozamiatane i Wigry przyjadą do Gdyni odfajkować spotkanie, pobiegają, pobiegają, po czym wrócą do Suwałk. Gdzie tu zagrożenie jakimiś kontrowersjami? Niech się więc młody, zdolny wykaże i wpisze sobie do CV półfinał Pucharu Polski.
Sprawa, jak widać, przerosła jednak oczekiwania tych, którzy na ten mecz Mycia wysłali. Niezrozumiałe jest to tym bardziej, że przecież w tym sezonie po kilku skandalicznych błędach arbitrów, którzy  wypaczyli wyniki pierwszoligowych meczów, PZPN nie bał się oddelegować na zaplecze ekstraklasy naszych najlepszych „międzynarodowych”, z Szymonem Marciniakiem i Danielem Stefańskim na czele. By ci pokazali, jak się powinno sędziować i by uspokoić „nastroje” w pierwszej lidze. Żadna to była ujma dla nich na honorze, skąd więc pomysł, by półfinał Pucharu Polski – sztandarowych rozrywek PZPN – prowadził arbiter drugoligowy? To co – finał na Narodowym poprowadzi „w nagrodę” ktoś z okręgówki?

4. Termin dwumeczu
Mówił o tym po spotkaniu załamany Damian Kądzior i choć można nad tym przejść do porządku dziennego, na zasadzie – ot, przegrany, to na coś musiał ponarzekać – to jednak Kądzior ma rację.
PZPN, ustalając terminy meczów półfinałowych, z góry postawił Wigry w niekorzystnej sytuacji. Pierwsze spotkanie – 28 lutego – odbyło się, gdy Arka miała za sobą już trzy ligowe kolejki. Wigry rundy wiosennej jeszcze nie zaczęły. Można oczywiście powiedzieć, że to temat zastępczy i tak pewnie do tego podchodzono po przegranym przez pierwszoligowca meczu u siebie 0:3, ale rewanż pokazał, jak piekielnie ważne to było. Jak dużą przewagę Arce dało to, że była już w rytmie meczowym, w przeciwieństwie do swojego rywala. Gdy i Wigry złapały ligowy rytm, to widzieliśmy, że kompletnie w niczym nie ustępowały Arce.
Ktoś powie, że terminy są napięte do granic przyzwoitości, więc i tak nie było kiedy tych półfinałów wcisnąć. Jednak w poprzednim sezonie – kiedy trzeba było kończyć sezon wcześniej, bo było EURO 2016 – jakoś się dało. Wtedy w półfinale grali dwaj przedstawiciele pierwszej ligi: Zawisza i Zagłębie Sosnowiec, a pierwsze półfinały rozegrano 15 i 16 marca. Czyli wtedy, gdy pierwszoligowcy mieli za sobą dwie ligowe kolejki. Dlaczego teraz nie można było tego tak ustawić?

5. Traktowanie Wigier w tej edycji
Nie pierwszy to zresztą raz, gdy Wigry zostały w tej edycji Pucharu Polski potraktowane „z góry”. Tak samo było przed 1/8 finału. Zgodnie z zasadami – jeśli w tej rundzie trafiły na siebie zespoły z różnych klas rozgrywkowych, gospodarzem rywalizacji (w tej fazie było tylko jedno spotkanie – bez rewanżu) zostaje ten z niższej klasy. Jeśli natomiast z tej samej – gospodarza wyłania losowanie. W przypadku Górnika Zabrze i Wigier Suwałki takie losowanie się odbyło (z korzyścią dla zabrzan) i na pierwszy rzut oka nie powinno to dziwić, bo oba zespoły występują w tym sezonie na zapleczu ekstraklasy. Tyle że do tej pory w obecnej edycji Pucharu Polski Górnik traktowany był jako drużyna z ekstraklasy (zresztą tak traktowani są spadkowicze, natomiast beniaminkowie ekstraklasy jak drużyny z pierwszej ligi). Tak więc zabrzanie pucharową rywalizację rozpoczęli od 1/16 finału – jak pozostali ekstraklasowicze, a nie rundę wcześniej – jak pierwszoligowcy. Mieli więc do rozegrania jeden mecz mniej, czyli mniej okazji do złapania kartek (co akurat w przypadku ich rywali nie było bez znaczenia), mniej okazji do złapania kontuzji itd. Skończyło się 2:0 dla Wigier, ale niesmak pozostał…

Wczoraj dobiegła końca ta kapitalna w wykonaniu Wigier edycja Pucharu Polski. Zespół z Suwałk zakończył ją prawdziwym przytupem, rozgrywając znakomite spotkanie. Nie mam wątpliwości, że zasłużył na finał. A już na pewno na to, by traktować go poważnie i fair.
Na osłodę musi jedynie Wigrom wystarczyć to, że zakochała się w nich prawie cała Polska.

Mimo wszystko jednak szkoda, że w takich okolicznościach…

Inne artykuły o: Wigry Suwałki

  • Staszek Anioł

    Tę paranoję ze statusem spadkowiczów z wyższej ligi trzeba raz a dobre ukrócić. Po co są te przywileje? Spadłeś, to cierp.
    Co do pauzy za kartki – w ogóle jestem przeciwnikiem stosowania tego wynalazku, bo nie widać żadnych wiernych efektów (co najwyżej pseudotaktykę umyślnego wykartkowywania się, żenującego i niesmacznego). Jeszcze jakoś w lidze to przetrawię, bo niby ma to ograniczyć działalność boiskowych chamów. Ale w pucharach, gdzie spotkań jest kilka razy mniej?!

  • GerardBukowski

    Sama prawda opisana bez kitu

  • Anna Kwiat

    a Karny dla Suwałek.
    Z kapelusza.
    Karny dla Arki
    50-50
    Spalony był.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli