Tyle straconych goli? Dla Tarasiewicza byłaby to hańba. W Tychach zaczną się nowe porządki

Autor wpisu: 10 października 2017 22:42

To już trzeci raz, gdy Ryszard Tarasiewicz zastępuje Jurija Szatałowa. Zawsze rzecz ma miejsce w klubie na zapleczu ekstraklasy i dotychczas za każdym razem klub ten sięgał potem po awans. Taki to sobie sposób wymyślili w Tychach na sforsowanie ekstraklasy…

To oczywiście półżartem, tym bardziej że za pierwszym razem, gdy „Taraś” zastąpił Szatałowa, czyli przed sezonem 2006/07 w Jagiellonii, nie dotrwał tam do końca rozgrywek, choć Jaga koniec końców skończyła rozgrywki na miejscu dającym jej awans. Ale to na marginesie, choć w Tychach nie mieliby z pewnością nic przeciwko temu, by ten sposób „na Tarasiewicza” znów się sprawdził. Takie zresztą są od początku tego sezonu oczekiwania – że drużyna ma grać o najwyższe cele. Po to przecież została latem porządnie wzmocniona, po to doszło do niej tylu bardzo przyzwoitych na tym poziomie rozgrywkowym zawodników (Ćwielong, Abramowicz, Matusiak, Fidziukiewicz, Zapolnik), którzy za czapkę gruszek w GKS nie grają. Tyle że na razie potencjał jest tylko na papierze. Na boisku zespół uzbierał punktów tyle, ile wystarcza na zajmowanie 13. miejsca.

To główna przyczyna tego, że z robotą pożegnał się Szatałow. Tychy pod jego wodzą nie rokowały na szybką poprawę, więc nikt w klubie nie chciał czekać, bo za chwilę sezon już ucieknie i straty będą nie do odrobienia. W rolę tego, który ma dmuchnąć w żagle, wcieli się teraz Tarasiewicz.

Jeżeli są jakieś zmiany, to generalnie znaczy, że jest jakiś problem. Niekoniecznie musi on wynikać z winy trenera, ale tak funkcjonuje piłka, że najczęściej zmienia się szkoleniowca. Na pewno ten zespół zacznie inaczej pracować. Każdy trener ma swoją wizję, ja też ją mam. Choć nikt z nas oczywiście nie ma patentu na wygrywanie. Mam nadzieję, że te zmiany wyjdą drużynie na dobre. Zespoły, które prowadziłem, cechowała dobra organizacja gry, przez większą część meczu prowadziły grę i bardzo trudno było je wymanewrować na boisku – twierdzi Tarasiewicz.  I dodaje, że potencjał GKS jest o wiele wyższy niż wskazywałoby na to miejsce drużyny w tabeli i liczba zdobytych przez nią punktów.

Tu wszystko się zgadza. Czego kibice Tychów mogą się spodziewać po „Tarasiu”? Po pierwsze, zespół na pewno zacznie tracić mniej goli. Na razie stracił najwięcej w całej lidze (wraz ze Stomilem) – aż 19 w 12 meczach. Dla Tarasiewicza taki wynik to byłaby hańba. To szkoleniowiec, która ma obsesję na punkcie gry na zero z tyłu, o czym zresztą mówił nam jakiś czas temu, gdy jeszcze prowadził Miedź:
Ja wolę wygrać 1:0 niż 5:4. Dla mnie 5:4, 4:3 to nie jest piłka nożna. Nienawidzę tracić bramek. U mnie najważniejsza jest organizacja gry. Nie defensywa. To samo tłumaczyłem zawodnikom. Defensywa to nie jest czterech obrońców. To jest organizacja gry całego zespołu. My przez 70 minut meczu dyktujemy swoje warunki gry, to gdzie tu gra „defensywna”? Każdy ma swoje zadania na boisku i je realizuje. Ponieważ robi to dobrze, antycypuje wydarzenia boiskowe, zostawiamy przeciwnikowi mało możliwości zbliżenia się do naszej bramki i stworzenia sytuacji. Nie można zachwiać żadnego elementu. Nie można też postawić tylko na grę piłką.

Po drugie, sędziowie znów muszą się mieć na baczności, bo „Taraś” nie przepuści żadnego błędu, szczególnie takiego, który skrzywdzi jego zespół.
– Można się pomylić w sędziowaniu, ja to naprawdę rozumiem i staram się być obiektywny. Wiem, że można nie zauważyć kwestii stykowych. Ten kopie w jedną nogę, ten w drugą, piłka gdzieś przy linii. Kwestia interpretacji. Nie widać, co się stało. Zgadzam się… Ale niestety zdarzają się rzeczy tak ewidentne, że aż człowiek zaczyna się zastanawiać, o co tu chodzi. Jest zagrana długa piłka, mój zawodnik jest pierwszy przy piłce, rywal spóźniony – atak w plecy, mój zawodnik się przewraca, sędzia nie gwiżdże, rywal zabiera piłkę i wyprowadza kontrę. No nie, to ja się nie zgadzam! Nie można takich rzeczy nie widzieć (…) My faulujemy w polu karnym, dobra – jest karny dla rywala, nasz obrońca dostaje żółtą kartkę. Wcześniej przeciwnik dostał już drugą żółtą, ma czerwoną. Parę minut później to nasz zawodnik jest faulowany i jest rzut karny dla nas, ale nie ma drugiej żółtej kartki dla tego faulującego. Bo co? Bo już jedną czerwoną mają? Ludzie, nie trzeba być Einsteinem, by wiedzieć, że już pewnych reguł trzeba się trzymać. Sędzia nie może mi mówić: „po co wam drugi karny, skoro jednego już mieliście?”… 

A tak poza tym, to na ławkę wraca bardzo dobry fachowiec, który doskonale zna ten poziom rozgrywkowy, który – choć z Miedzią się nie udało – ma przecież na koncie awanse do ekstraklasy i który gwarantuje grę na wysokim poziomie. Fajerwerków na meczach Tychów raczej się nie spodziewamy, za to na pewno będzie ten zespół trzymał równy, solidny poziom.

I jeszcze jeden cytat obrazujący Tarasiewicza. – To jest trener, z którym pracuje mi się najlepiej spośród tych wszystkich, którzy za moich czasów prowadzili Miedź. Bardzo dobry człowiek – mądry, rozsądny i uczciwy. No i poza tym oczywiście niezły trener. Pracuje u nas już dwa lata i piłkarze na niego nie narzekają, a proszę sobie wyobrazić, że tak jeszcze nie miałam – to Martyna Pajączek, prezes Miedzi.
Legnica to dla Tarasiewicza temat już zamknięty, niemniej nie tylko tam zostawił po sobie dobre wrażenie. A 8, czy 9 punktów straty do czołowych miejsc, to dystans z pewnością jeszcze nie taki, którego przy tak wyrównanej stawce nie dałoby się odrobić. Wyzwanie spore, ale nadzieje związane z pozyskaniem „Tarasia” nie mniejsze:
Zatrudniliśmy doświadczonego i sprawdzonego trenera. Ryszard Tarasiewicz doskonale zna realia, zawodników i drużyny w pierwszej lidze. Nieprzypadkowo był określany mianem specjalisty od awansów. Trzykrotnie wprowadzał drużyny do ekstraklasy. Jestem przekonany, że odpowiednio wykorzysta potencjał naszej drużyny i umiejętności poszczególnych zawodników – przywitał go prezes Grzegorz Bednarski. Krótko mówiąc, wiadomo, czego oczekuje.

Inne artykuły o: GKS Tychy | I Liga

  • Niels

    W Legnicy dobre wrażenie? Tylko na początku. Nikt tu za nim nie tęskni bo od gry, którą ten pan preferuje bolą zęby.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli