W Tychach długo trzymali ciśnienie, ale już wystarczy. Szatałow zwolniony

Autor wpisu: 10 października 2017 12:24

Dużo rzeczy w tej pierwszej lidze nas dziwi, ale to akurat nie mogło – Jurij Szatałow przestał być trenerem GKS Tychy. I prawdę mówiąc, mocno byśmy się zdziwili, gdyby nie przestał…

To było bardzo długie zwalnianie trenera, bo zaczęło się jeszcze przed pierwszą kolejką. Tychy po letnich zakupach wskoczyły na wyższy level w pierwszej lidze, czyli dołączyły do drużyn, których ambicje sięgają dużo wyżej niż miejsce w środku tabeli. Apetyty poszły w górę i nie dało się nie zauważyć, że w klubie kilku ludziom Jurij Szatałow do tych apetytów przestał pasować. Puszczano w eter sygnały, że trwają poszukiwania jego następcy (mówiło się m.in. o bezrobotnym wtedy Macieju Bartoszku), choć oficjalnie klub temu zaprzeczał, informując, że to Szatałow przygotowuje drużynę do rozgrywek i to on w tych rozgrywkach będzie ją prowadził.

Tak się rzeczywiście stało, choć od początku było jasne, że jeśli tylko coś pójdzie nie tak, coś zacznie się sypać, to długo w Tychach nie popracuje. A że kłopoty zaczęły się niemal od razu, no to zwalnianie Szatałowa przybrało na sile. Prezes Grzegorz Bednarski długo jego trzymał fason, mówiąc, że żadnych pochopnych decyzji podejmować nie zamierza, choć niedawno ostro dał do zrozumienia, że trener ma być trenerem zwycięskim. Można było te słowa traktować różnie, ale chyba ich najlepszą interpretacją było to, że szkoleniowiec właśnie usłyszał ultimatum.

Problem w tym, że po tych słowach przegrał dwa spotkania z rzędu – u siebie z Pogonią 2:3 i na wyjeździe z Miedzią 1:2. A gdy do tego dołożymy porażkę w Łęcznej, no to mamy obraz zespołu, który w trzech ostatnich spotkaniach nie ugrał nawet punktu. Tak więc w zasadzie już w piątek stało się jasne, że los Szatałowa został przesądzony.
Wyniki są niezadowalające i nie możemy akceptować takiego stanu rzeczy. Biorąc pod uwagę potencjał zespołu oraz umiejętności poszczególnych zawodników, jedno zwycięstwo w ośmiu ostatnich spotkaniach jest rezultatem zdecydowanie poniżej oczekiwań. Naszym największym mankamentem jest jednak gra na wyjazdach. To trudne do zaakceptowania, dlatego musieliśmy podjąć decyzję o zmianie trenera. Drużyna potrzebuje nowego impulsu i bodźca, który sprawi, że zaczniemy regularnie wygrywać – mówi dziś Bednarski. I trudno mu się dziwić.

Szatałow w ubiegłym sezonie wykonał plan, czyli utrzymał zespół na zapleczu ekstraklasy, a takie dostał zadanie, gdy przejmował drużynę w trakcie rundy jesiennej. W tym sezonie GKS – personalnie o wiele silniejszy od drużyny z ubiegłego sezonu (nie tylko naszym zdaniem – obok Chojniczanki – latem w Tychach doszło do największych wzmocnień w gronie wszystkich pierwszoligowców), ale na boisku kompletnie tego nie widać. Nie widać też, patrząc na pierwszoligową tabelę, bo tam GKS dopiero trzynasty, z punktem przewagi nad strefą spadkową. Nie tak to miało wyglądać, więc ktoś musi za to zapłacić. Płacą Szatałow i jego asystent Dietmar Brehmer.

Kto teraz? Od dłuższego czasu w kontekście Tychów przewija się nazwisko Radoslava Latala, który – jak mówił nam niedawno – otwarty jest na propozycję z polskich klubów, nawet tych z pierwszej ligi. W Tychach zapewniają, że nazwisko nowego szkoleniowca oficjalnie podadzą jeszcze dziś po południu.

Inne artykuły o: GKS Tychy | I Liga

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli