Tomasz Tułacz o fenomenie Puszczy, czyli gdzie tkwi szyfr do rozpracowania pierwszej ligi

Autor wpisu: 3 listopada 2017 17:54

Czy Puszcza bić się będzie o ekstraklasę? Dla wielu brzmi jak głupi żart, ale w pierwszej lidze działy się już nie takie żarty, więc… – Spokojnie, jesteśmy realistami. Jest takie powiedzenie: „Mierz w gwiazdy, a osiągniesz chmury”. W tej lidze w każdym meczu można zdobywać punkty. Nikt nam przecież tego nie zabrania, więc dalej będziemy robić swoje – mówi nam Tomasz Tułacz. Z trenerem beniaminka rozmawiamy o tym, gdzie tkwi sekret fenomenu Puszczy.

FUTBOLFEJS.PL: Jesteście jak na razie największym zaskoczeniem in plus w tym sezonie w pierwszej lidze. Dla pana to też zaskoczenie?
TOMASZ TUŁACZ: Nie powiedziałbym, że jestem zaskoczony. Natomiast na pewno jestem zadowolony z tego, jak gramy i ile punktów udało nam się dzięki tej grze uzbierać. Jest duża satysfakcja, nie da się ukryć. Spodziewałem się, że będzie dużo, dużo trudniej o punkty niż w drugiej lidze, i tak jest, ale to pokazuje, że moi zawodnicy, zarówno indywidualnie, jak i jako zespół, zrobili w ostatnim czasie duży postęp. A jeszcze bardziej cieszy mnie, że daje nam to punkty w rywalizacji z zespołami, które są na zupełnie innym biegunie niż my, jeśli chodzi o kwestie budżetowe i możliwości finansowe.

Przed początkiem rozgrywek Puszcza to była jedna wielka zagadka. Większość osób, z którymi rozmawialiśmy na temat tego, jak ten sezon może wyglądać, mówiła, że jeśli chodzi o was, to kompletnie nie wiadomo, czego się spodziewać. Wygląda na to, że wjechaliście do tej ligi trochę z zaskoczenia.
Ja akurat wiedziałem, czego mogę się po tym zespole spodziewać i jak na razie nie zawiodłem się i się nie pomyliłem. Puszcza to nie jest drużyna przypadkowa, tylko zespół rozsądnie budowany od dwóch lat. Rozsądnie, czyli w oparciu o przemyślany plan. To, że dziś jesteśmy tam, gdzie jesteśmy, dla mnie żadnym zaskoczeniem nie jest. To efekt ciężkiej i konsekwentnej pracy oraz dobrego pomysłu na funkcjonowanie klubu jako całości. Bo drużyna jest tylko jednym z elementów tej całości. A że dla innych jesteśmy zaskoczeniem? To fajnie, że stwarzamy problemy tym najsilniejszym i z każdym potrafimy rywalizować jak równy z równym. Inna sprawa, że w tej lidze tak naprawdę nie ma faworytów. Nawet w spotkaniu pierwszej drużyny z ostatnią. Tu każdy wynik zawsze będzie sprawą otwartą, a co za tym idzie w każdym meczu można coś tam ugrać. I z takiego założenia wychodzimy. A przy okazji mamy sposób na grę w tej lidze, taki, który w większości spotkań się sprawdza.

Nie mieliście z początku wrażenia, że traktuje się was nie do końca poważnie, że ta Puszcza jest przez rywali lekceważona?
Hmm… Raczej nie… Natomiast jeśli tak było, jeśli ktoś nas lekceważył, no to się sparzył i pewnie więcej już tego nie zrobi.

Szczególnie dobrze idzie wam w Niepołomicach – obok Odry zdobyliście najwięcej punktów w meczach u siebie. To pewnie nie przypadek?
Myślę, że to kwestia naszego specyficznego boiska. Mamy fajny, kameralny stadion, na którym rywale chyba nie do końca czują się komfortowo. Większość drużyn przyzwyczajona jest do gry na większych obiektach. Nasz, jeśli chodzi o funkcjonalność, w niczym nie ustępuje tym dużym, natomiast ma swoją specyfikę. Co pewnie jest jakimś tam naszym atutem.

Latem prawie we wszystkich klubach doszło do transferowej rewolucji. Wy jako jedyni wyłamaliście się z tego schematu. Kilka kosmetycznych zmian – to wszystko. Nie potrzebował pan nowych piłkarzy?
Przestrzegano mnie przed tym, że zespół, który wywalczył awans, niekoniecznie jest w stanie radzić sobie w wyższej lidze. Mówiono mi, że historia pokazuje, iż bardzo ciężko zawodnikom dobrze funkcjonującym w drugiej lidze, przenieść tę jakość do pierwszej.

Ale jednym uchem pan te podpowiedzi wpuszczał, a drugim wypuszczał?
Nie o to chodzi. Żadna rewolucja ani hurtowa wymiana piłkarzy nie wchodziła w grę, bo pomysł, w oparciu o który budujemy ten zespół, cały czas się nam sprawdza, więc nie było sensu psuć czegoś, co działa. Oczywiście, że trzeba było wzmocnić kilka pozycji, podnieść jakość drużyny. Z tego zdawaliśmy sobie sprawę. W tych miejscach zareagowaliśmy i myślę, że w większości te transfery okazały się trafione. Gdzieniegdzie tkwią jeszcze rezerwy, ale ogólnie trzeba powiedzieć, że zawodnicy, którzy latem do nas doszli, na pewno sprawili, że Puszcza ma więcej piłkarskiej jakości niż miała w drugiej lidze. Inna sprawa, co pewnie trudno nie zauważyć, jest taka, że tego klubu na żadne wielkie zakupy nie stać.

Duża jest różnica pod względem piłkarskim między drugą a pierwszą ligą?
Ogromna. To jest przepaść. Ale nie tylko pod względem piłkarskim, ale również organizacyjnym. Awans był wyzwaniem nie tylko dla nas, sztabu i drużyny, ale też dla całego klubu. Wszystkim nam udało się to dźwignąć, co chyba widać i z czego możemy być dumni. Tak więc na to byłem przygotowany. Natomiast bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie otoczka medialna tej ligi, jakość stadionów, organizacja meczów. Myślę, że śmiało można powiedzieć, że to taka mała ekstraklasa.

Nie obawia się pan, że po tak udanej rundzie zimą wykupią mu pół drużyny?
Spokojnie (ze śmiechem). Jak przyjdą dobre oferty z ekstraklasy, to na pewno nikogo na siłę nie będę zatrzymywał. Co więcej, powiem szczerze, że kibicuję chłopakom, którzy robią postęp, dzięki czemu wzbudzają zainteresowanie mocniejszych i bogatszych klubów.

A jest kilku, którzy już dziś spokojnie poradziliby sobie piętro wyżej, prawda?
Myślę, że tak. I jak mówię, jeśli trafi się odpowiednia propozycja, będę kibicował, żeby transfer doszedł do skutku. Przecież dla każdego, kto gra w piłkę, celem powinny być występy na jak najwyższym szczeblu. A że trzeba będzie łatać dziury? Trudno. Takie życie trenera.

A propos ekstraklasy – co będzie zimą, jak skończycie rundę na tak wysokim miejsce z niewielką stratą do lidera?
(śmiech) Nie nakręcajmy się, bo to nam może tylko zaszkodzić. Przed nami jeszcze cztery bardzo trudne mecze, w tym aż trzy na wyjeździe. W dodatku z nie byle kim, bo Miedzią, Chojniczanką i Rakowem, tak więc o przerwie zimowej nikt tu jeszcze nie ma prawa myśleć. Na razie jesteśmy zadowoleni z tego, co do tej pory udało nam się zdobyć, bo to nas zbliża do realizacji celu, jaki sobie założyliśmy. Choć na pewno nie będziemy się wzbraniać przed tym, by jeszcze coś do tego dorobku dołożyć.

A ten cel, jaki sobie założyliście, to utrzymanie?
Nie. Celem jest jak najwyższe miejsce w tabeli.

Jak najwyższe, czyli pierwsze?
(śmiech)

Trener Mroczkowski cały poprzedni sezon powtarzał, że jego celem jest właśnie utrzymanie, a na koniec wylądował w ekstraklasie.
Nie mówię, że celem jest utrzymanie, bo to słowo, które już z góry zakłada osiągnięcie czegoś minimalnego. Jest takie powiedzenie: „Mierz w gwiazdy, a osiągniesz chmury”. I myślę, że ono chyba najlepiej oddaje nasze podejście do tego wszystkiego.

Ale jakby co, to i walka o ekstraklasę nie będzie wam straszna, tym bardziej że mają ją powiększyć do 18 drużyn?
Spokojnie, jesteśmy realistami. Musimy bardzo spokojnie podchodzić do tego wszystkiego, co dzieje się wokół nas. Tym bardziej że ta liga jest tak wyrównana, że w każdym meczu można zdobywać punkty. Nikt nam przecież tego nie zabrania, więc nadal będziemy robić swoje.

Rozmawiał Krzysztof Budka

Inne artykuły o: I Liga | Puszcza Niepołomice

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli