Tomasz Podgórski: Czas odnaleźć tożsamość Podbeskidzia

Autor wpisu: 2 stycznia 2017 10:58

Podbeskidzie Bielsko-Biała miało szybko wrócić do ekstraklasy, ale po jesieni droga do tego celu zaskakująco daleka. O tym, że ten sezon nie jest jednak tak łatwy, jak miał być, mówi nam Tomasz Podgórski. Nie ukrywa przy tym zaskoczenia co do jednej z decyzji byłego trenera Dariusza Dźwigały.

FUTBOLFEJS.PL: Najmilej z tego sezonu zapewne wspominasz początek, kiedy to Podbeskidzie punktowało, a ty sam w pierwszych trzech meczach zdobyłeś trzy bramki.
TOMASZ PODGÓRSKI: Start był bardzo dobry, zarówno mój, jak i drużyny. Przygotowywaliśmy się z myślą o tym, że mamy jasno określony cel. Te pierwsze trzy, cztery mecze utwierdziły nas w przekonaniu, że jesteśmy mocni, ale później zaczęły się schody i pierwsze kryzysy. Nie potrafiliśmy tego przezwyciężyć. Najgorsza przez te pół roku była seria meczów bez zwycięstwa u siebie. Nie potrafiliśmy wygrywać, a bez tego nie można myśleć o tym, by utrzymać się w czołówce. Brakowało punktów zdobywanych na własnym stadionie. Z kolei na wyjazdach może nie graliśmy jakoś spektakularnie, ale na pewno skutecznie.

Pierwsze trzy zwycięstwa przyszły w pierwszych czterech meczach, ale na następne trzy wygrane Podbeskidzie czekało… piętnaście meczów! Co się z wami działo w tym czasie. Zawodziła bardziej głowa czy nogi?
Na pewno wszystko po trochu. Zespół z Bielska-Białej zawsze był znany z tego, że nieźle się broni i liczy na akcje z kontrataku. A w pierwszej lidze występujemy w roli zespołu, który jest mocny piłkarsko, chce kreować grę i stwarzać dużo sytuacji. Nie jest łatwo się tak przestawić w kilka tygodni, tym bardziej że w zespole zaszły dość duże zmiany. Nikt tego głośno nie mówi, ale każdy wie, że nie jest łatwo stworzyć drużynę, gdy przychodzi kilkunastu nowych zawodników.

Różnica między waszym bilansem „domowym” a „wyjazdowym” zrobiła się ogromna.
Ten początek był bardzo fajny, wszystko „trybiło” i wydawało się, że pójdziemy na fali. Później okazało się, że nie potrafiliśmy sobie poradzić z problemami, jakie się pojawiły. Pozycja w tabeli i nasz dorobek punktowy nie są zadowalające. Zarówno zawodnicy, którzy zostali w klubie, jak i ci, którzy się pojawiali, nastawiali się na to, że awans będzie możliwy już w pierwszym roku. Nie składamy broni i będziemy chcieli go zrobić. Strata punktowa nie jest aż tak duża, trzeba tylko zacząć dobrze rundę wiosenną, od razu od zwycięstw. Przed nami ciężki okres przygotowawczy, a później trzeba udowodnić, że ta seria meczów u siebie bez wygranych to był wypadek przy pracy. Na koniec jesieni wygraliśmy i wierzymy, że nasz stadion będzie nam teraz sprzyjał.

Przed zakończeniem tegorocznej rundy zmagań powiedziałeś, że analizujecie to, dlaczego wysoki procent posiadania piłki nie przekłada się na sytuacje strzeleckie. Jakie udało się wyciągnąć wnioski z tych analiz?
Miło dla oka wszystko wygląda jak się jest przy piłce i kreuje grę. Tylko, że w czasie przewagi w posiadaniu piłki należy stwarzać sytuacje i strzelać bramki. Jeżeli się otwiera mecz prowadząc 1:0 u siebie, przeciwnicy później muszą inaczej zagrać – bardziej się otworzyć i zaatakować. Wtedy drużyna, która chce stwarzać kolejne sytuacje, ma w teorii łatwiej. Jeżeli przez pierwsze pół godziny posiadanie piłki nie przekłada się na grę ofensywną, zawodnicy na boisku trochę się tym „trują”, jeśli można tak powiedzieć. Każda głupia strata w środkowej strefie, gdzie jesteśmy szeroko poustawiani, skutkuje tym, że drużyna przeciwna może bardzo łatwo nas skontrować. W ostatnich meczach już ten sposób gry był trochę inny. Dla mnie prosta gra, czy z pominięciem drugiej linii, może być skuteczna, a zespół może strzelać bramki. A jeśli będzie wygrywał, nikt złego słowa nie powie. Będziemy chcieli odnaleźć tożsamość zespołu, żeby gra była przyjemna dla oka, ale również skuteczna. Musimy spłacić dług fanom. Nie daliśmy za dużo radości kibicom meczami u siebie, a mimo to licznie przechodzili na mecze, wspierali nas i należą się podziękowania dla nich.

W połowie rundy pojawiły się domysły o niezbyt dobrym przygotowaniu „Górali” do sezonu. Sam trener Dariusz Dźwigała powiedział, że drużyna przegrała mecz z GieKSą Katowice (0:2) właśnie pod względem motorycznym, co wzbudziło wiele pytań. Czułeś w tamtym okresie, że jesteś w stanie rozegrać całą rundę na pełnych obrotach?
Przygotowania motoryczne zazwyczaj są komentowane tak, jak idą wyniki. A forma fizyczna na przestrzeni kilkunastu meczów to zawsze sinusoida. Myślę, że fizycznie jakiegoś większego problemu nie mieliśmy, te problemy były w innych miejscach.

Zapytałem o twoje odczucia, bo właśnie takie spekulacje pojawiły się, gdy po dobrym starcie nagle znalazłeś się nie tylko poza wyjściową jedenastką, a raz nawet nie było dla ciebie miejsca w meczowej osiemnastce.
Akurat ta sytuacja z początku rundy mnie też zaskoczyła. Od startu sezonu grałem niemal w pełnym wymiarze czasowym, schodziłem tylko w końcówkach przy korzystnym wyniku. Przed meczem wyjazdowym ze Stomilem otrzymałem zaskakującą informację od trenera, że mam sobie odpocząć przed mieczem z GKS Katowice i nie jadę do Olsztyna. Zaskoczyło mnie to, pierwszy raz się spotkałem z taką decyzją personalną, że zawodnika który ciągle gra, jest podstawowym ogniwem, nagle nie bierze się nawet do osiemnastki. Nie czułem się zmęczony, może trener swoim okiem tak to odebrał i taka była jego decyzja. Ja się do niej dostosowałem.

Jan Kocian niedługo po swoim przyjściu powiedział w wywiadzie z nami, że tej drużynie brakuje siły psychicznej w trudnych momentach i braku wiary w siebie. Gdy coś idzie nie tak w meczu, łatwo stajecie się nerwowi. (TUTAJ)
Na pewno to były trafne spostrzeżenia po tych pierwszych dniach pracy trenera. To było niemal zaraz po ważnym wydarzeniu, jakim było otwarcie gotowego już stadionu, a my przegraliśmy ten historyczny mecz (0:1 ze Stalą Mielec – przyp. red.). Chcieliśmy bardzo wygrać, a przegraliśmy. Poprzednie spotkania też nagromadziły frustracje. Ilekroć graliśmy u siebie, czekaliśmy na przełamanie. Wszystko w głowie zostawało. Wyjście z takiego kryzysu to też nie jest tak ”hop siup”. To jest proces na tygodnie i kroczek po kroczku staraliśmy się grać lepiej i skuteczniej, a przede wszystkim punktować.

Te 10 punktów straty do drużyn walczących o awans to dużo czy mało?
Matematycznie wszystko jest do odrobienia. Przede wszystkim w pierwszych meczach musimy patrzeć na siebie, nie na przeciwników. Jeżeli będziemy wygrywać, wtedy możemy kalkulować. Jeżeli tych zwycięstw nie będzie, to nawet matematyka nie pomoże.

Trudniej się teraz zdobywa punkty w pierwszej lidze, niż wtedy, gdy grałeś poprzednio na tym etapie rozgrywek?
Grałem bodajże cztery sezony temu w pierwszej lidze i na pewno poziom rozgrywek się nie obniżył, a przeciwnie. Większa liczba zespołów jest doskonale zorganizowana. Są one budowane od dłuższego czasu i wiedzą, co mają grać. Nie chciałbym przy tym usprawiedliwiać naszego zespołu, ale budowanie zespołu to dłuższy proces. Zdarzają się oczywiście sytuacje, gdzie od razu wszystko odpali i są same ”ochy” i ”achy”. Ale z doświadczenia wiem, że w większości przypadków jest tak, że budowanie zespołu trwa jeden czy dwa sezony. Trzon musi się dotrzeć – wiedzieć, jaki ma być styl i sposób gry, a później dobierani są kolejni zawodnicy, którzy wzmacniają ekipę. Z niecierpliwością czekam na początek okresu przygotowawczego, byśmy dalej kroczek po kroczku pracowali i dalej się poznawali. Na pewno dojdą nowi zawodnicy i oby się jak najszybciej się zaadoptowali.

Patrząc na twoje indywidualne statystyki, pokazujesz, że i ty jesteś mocnym ogniwem tego zespołu.
Patrząc, ile strzelałem bramek w poprzednich sezonach, z dorobku bramkowego mogę być zadowolony. Mam jednak świadomość, że forma nie była stabilna, bo grałem mecze dobre, ale również przeciętne. Jestem wyznaczany do rzutów rożnych, wolnych, mam więcej okazji do tego, żeby kolegom ułatwiać zdobywanie bramek, także nad tym muszę się w najbliższym czasie skupić. A mój rekord w sezonie to siedem trafień, ale mam apetyt na to, żeby ten dorobek poprawić.

Rozmawiał Przemysław Rączka

Inne artykuły o: I Liga | Podbeskidzie Bielsko-Biała

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli