Tomasz KAFARSKI: Zobaczycie, jeszcze niejednego ten nowy Górnik zaskoczy na plus

Autor wpisu: 19 lipca 2017 09:26

Tomasz Kafarski właśnie odbudowuje Górnika Łęczna. Zespół, który w pewnym momencie nie wiadomo było, czy w ogóle przystąpi do pierwszoligowych rozgrywek, bo masowo zaczęli odchodzić z niego piłkarze. Dziś nowy szkoleniowiec drużyny zapewnia, że takiego scenariusza nikt w Łęcznej nie bierze pod uwagę. – Mam świadomość, w jakim momencie znajduje się ten zespół, że sytuacja jest trudna. Ale to nie powód, by rozkładać bezradnie ręce i mówić, że nic nie da się zrobić – tłumaczy.

FUTBOLFEJS.PL: Już pan wie, na kogo będzie mógł liczyć, czy jeszcze trwa zamieszanie z piłkarzami, którzy zamierzają odejść, a jeszcze tego nie zrobili?
TOMASZ KAFARSKI: Zamieszania już żadnego nie ma. Ci, którzy zdecydowali się na podpisanie nowych kontraktów, zostają. Pozostałych nie ma. Natomiast coraz więcej wiem odnośnie nowych zawodników, czyli tych, którzy pojawili się na testach. Myślę, że niebawem ci, na których chcemy postawić, podpiszą kontrakty i będę miał jasność co do kadry na sezon. W środę gramy sparing z Radomiakiem i liczę na to, że zawodnicy, którzy w tym sparingu zagrają, to będą ci, na których będę mógł liczyć w pierwszym meczu ligowym. A dalej? Sukcesywnie będziemy powiększać tę kadrę i zobaczymy, jak to będzie wyglądało.

Z kluczowych piłkarzy z ubiegłego sezonu ktoś zostaje? 
Jarecki, Pitry, Prusak, Sasin, Bonin – oni przedłużyli umowy. Wiem, że na nich mogę liczyć. Natomiast na pewno nie biorę pod uwagę tych, którzy umów nie przedłużyli, nawet jeśli nie znaleźli sobie jeszcze nowego klubu. Trudno zresztą spodziewać się, by teraz wrócili z Górnikiem do negocjacji.

Franciszek Smuda mówił nam niedawno, że chętnie zostałby w Łęcznej i powalczył o powrót do ekstraklasy, ale nie ma z kim. Rozumiem, że pan będzie miał kim grać?
Oczywiście. Na razie kontrakt podpisał Arkadiusz Kasperkiewicz z Olimpii Grudziądz, a dwóch zawodników – Radosław Pruchnik i Patryk Szysz wróciło z wypożyczeń (ten pierwszy z GKS Tychy, drugi z Motoru Lublin – przyp. red.), ale mam przygotowane kandydatury następnych. Trwają z nimi rozmowy i myślę, że lada dzień zostaną oficjalnie piłkarzami Górnika. Jestem trenerem, który podjął się konkretnego zadania i śmiem twierdzić, że – wbrew temu, co niektórzy sądzą – to jest bardzo fajne miejsce do pracy.

A jak sytuacja w drużynie pod względem mentalnym? Musiał pan stawiać zespół do pionu po spadku? Pojawiły się przecież informacje, że zawodnicy strajkują, odmówili występu w sparingu, że nie wiadomo, czy drużyna w ogóle przystąpi do rozgrywek… Generalnie atmosfera daleka od normalnej.
Sytuacja była niejasna, ale to już przeszłość. Dziś pracuję normalnie z chłopakami i w ogóle na te tematy nie rozmawiamy, bo nie musimy. Nikogo nie trzeba stawiać do pionu, czy podbudowywać jakoś mentalnie. Przygotowujemy się do pierwszego meczu w lidze, pracujemy nad zgraniem zespołu. No i nad budową kadry. Nie zastanawiamy się nad tym, co, jak i dlaczego. Tamto już zespół musiał za sobą zostawić i jasno zadeklarować, że patrzy do przodu. I z tym nie ma najmniejszego problemu.

A pan nie miał obaw, że przyjdzie do Łęcznej i zastanie puste boisko? Tym bardziej po tych wszystkich informacjach, jakie przewijały się w mediach.
Nie podchodziłem tak do tego tematu. Ofertę bardzo szybko rozważyłem i przyjąłem, bo Górnik Łęczna to zespół, który przecież niedawno grał w ekstraklasie. To nie może być klub, który pozwoli sobie na to, by nowy trener zastał puste boisko. Organizacyjnie musi być poukładany. Z takim nastawieniem podjąłem się tej pracy. Zdawałem sobie sprawę, że pod względem jakości i nazwisk to już nie będzie ta sama drużyna, która grała w ekstraklasie, ale tak niemal zawsze jest z drużynami, które zaliczają spadek. Widać, że większość pracowników klubu już nie zastanawia się nad tym, co było i czego zabrakło, tylko patrzy do przodu i znów chce tu zbudować coś fajnego.

Na co będzie stać Górnik w tej pierwszej lidze?
Nie wiem. Na tę chwilę naprawdę trudno powiedzieć. Nie chcę na razie ani sobie, ani drużynie podnosić poprzeczki. Pracujemy nad tym, żeby ten zespół wiedział, co ma robić na boisku, a jeden za drugiego, jak będzie trzeba, szedł w ogień. No i liczę na to, że ci zawodnicy, którzy zdecydowali się tu zostać i przedłużyli kontrakty, będą wartością dodatnią, świadczącą o sile tego zespołu.

Ale żadnego twardego celu nie postawiono przed panem?
Nie. Natomiast doskonale zdaję sobie sprawę, że przede mną duże wyzwanie. Każdy z nas – i ja, i prezes – mamy świadomość, w jakim momencie jest zespół, że sytuacja jest trudna. Prowadziłem już kiedyś zespół w podobnej sytuacji organizacyjnej, choć z tak niewielką grupą zawodników w takim momencie przygotowań, jak jest tutaj, to jeszcze nie. Natomiast to nie jest powód, by rozkładać bezradnie ręce i mówić, że nic nie da się zrobić. Zbudujemy tu ciekawy zespół, który będzie fajną mieszanką rutyny z młodością. I liczę na to, że tym właśnie zaskoczymy wielu na plus, no i przy okazji rywali w lidze.

Już wiadomo, gdzie będziecie grali w lidze – w Łęcznej, czy w Lublinie?
Decyzja jeszcze nie zapadła. Wszyscy po cichu marzymy, by był to stadion, na który będą przychodzili kibice.

Do czasów Bytovii i tego, czemu tam nie wyszło, jeszcze pan myślami wraca?
To już rozdział zamknięty. Miło pracowało się blisko domu i w tak dobrze zorganizowanym klubie, ale to już przeszłość. Nie ma sensu rozmyślanie nad tym, co było dobrze, co mogło być lepiej i tak dalej. Mam przed sobą nowe wyzwanie i na nim się teraz koncentruję.

Rozmawiał Krzysztof Budka

Inne artykuły o: Górnik Łęczna | I Liga

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli