Szok, konsternacja, niedowierzanie… Ekstraklasa ucieka Miedzi z prędkością światła

Autor wpisu: 5 maja 2017 20:29

Nie tak Miedź miała zainaugurować finisz tego sezonu. Finisz szczególny, bo sześć meczów kończących rozgrywki zespół Ryszarda Tarasiewicza ma do rozegrania u siebie. Ten pierwszy już za nim – 1:1 z Wisłą Puławy brzmi niemal jak katastrofa.

Szok, konsternacja, niedowierzanie… Nie dlatego, że Miedź zagrała jakoś katastrofalnie słabo, bo okazji do tego, by pokonać beniaminka nie brakowało. Problem taki, że udało się wykorzystać tylko jedną – Damian Rasak już w pierwszej połowie kapitalnie przymierzył z dystansu. Wystarczyłoby, gdyby w końcówce nie wyrównał Konrad Nowak. Wisła o ten punkt walczyła z całych sił, wręcz heroicznie, za co zresztą została nagrodzona. Ale dziwić się nie ma czemu, bo to zespół, który uciekając przed strefą spadkową, punktów potrzebuje jak tlenu. W ostatecznym rachunku taki remis w Legnicy może przecież zapewnić puławianom utrzymanie.

Tak samo zresztą, jak może pogrążyć Miedź – wciąż przecież marzącą o ekstraklasie. Zadanie dla piłkarzy Tarasiewicza miało być nieco łatwiejsze właśnie ze względu na ten bonus w postaci sześciu ostatnich meczów w domu. Ale my już jakiś czas temu zwracaliśmy uwagę na to, że to wcale nie musi być dla „Miedzianki” atut. W tym sezonie u siebie Miedź traci tyle samo punktów ile na wyjeździe, więc tak naprawdę o tym, czy zespół Tarasiewicza będzie do końca w grze o awans, zadecyduje forma piłkarzy. Szczególnie tych, którzy mieli Miedź do tej ekstraklasy pchnąć.

I tu jest chyba pies pogrzebany. Rzut oka na ławkę Miedzi w meczu z Wisłą: Forsell (wiadomo), Pennanen (jego kolega, który miał być istotnym elementem w rundzie wiosennej w układance Tarasiewicza), Bartulović (miała być najlepsza lewa noga w pierwszej lidze – w końcu to reprezentant Chorwacji!), Potouridis (było nie było – uczestnik Ligi Mistrzów), Djermanović (następca niewypału, jakim był Batin – miał Miedzi zapewnić przede wszystkim gole). Oczywiście, w Legnicy mają tak szeroką i wyrównaną paczkę, że nie powinno być problemu, że akurat ci siedzą na ławce, a grają inni. Tyle że po to tych graczy ściągano, by ciągnęli drużynę w kierunku ekstraklasy, prawda? Można przypuszczać, że za frytki do Legnicy nie przyszli.
Osobną kwestią jest Forsell. Być może pamiętacie jesienny mecz tych drużyn w Puławach. Fin w zasadzie w pojedynkę rozbił beniaminka – skończyło się 5:1 dla Miedzi. No, ale wtedy Petteri był w takim gazie, że hej. Dziś to zaledwie cień tamtego piłkarza. Zresztą gdyby było inaczej, z pewnością nie zaczynałby spotkania na ławce. A gdy już wszedł, to jednak więcej psuł, niż było z niego pożytku.

Żeby jednak była jasność – Miedź nie grała źle. Miała w tym meczu o niebo więcej z gry niż rywale. Był słupek, było kilka sytuacji sam na sam, było bombardowanie bramki Penkoveca momentami naprawdę potężne. Ale ten cały napór Wisła szczęśliwie przetrwała. Po czym jeden jej wypad przyniósł upragnione wyrównanie. A potem mogłoby jeszcze lepiej (dla Miedzi gorzej), bo w doliczonym czasie Hiszpański wychodził z kontrą na pustej legnickiej połowie i tylko dzięki interwencji Kapsy, który wybiegł na 40. metr, gospodarze zawdzięczają, że nie przegrali.

Tydzień temu po porażce w Bielsku (1:2) Tarasiewicz mówił, że jeszcze nikt w Legnicy nie bije piany. Hmm… Nie wiemy, czy to już czas, by tę pianę zacząć bić, niemniej nie da się ukryć, że choć jeszcze tak do końca nic straconego, to jednak ekstraklasa ucieka „Tarasiowi” i jego piłkarzom z prędkością światła.

Inne artykuły o: I Liga | Miedź Legnica | Wisła Puławy

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli