Szczęśliwy Mandrysz? Nie do wiary, a jednak to możliwe!

Autor wpisu: 14 października 2017 21:12

Piotr Mandrysz się śmieje od ucha do ucha. Piotr Mandrysz unosi ręce w geście triumfu. Piotr Mandrysz popuszcza wodze euforii. Niemożliwe? Ależ możliwe, możliwe. Trzeba było tylko zajrzeć do Bielska-Białej, gdzie Katowice wygrały 2:1 po decydującym golu w ostatniej akcji meczu!

Wiemy wszyscy, jaki to był obraz Piotra Mandrysza w tym sezonie. Zresztą nie tylko w tym, bo przecież i z Termalicą żegnał się lekko skwaszony, i z Zagłębiem Sosnowiec już mocno nie w sosie. Sezon z Katowicami zaczął od hasła „nowy sezon, nowe nadzieje” i rodzinnych obrazków mających zachęcić do chodzenia na Bukową.
Tyle, że miłe obrazki przetrwały tylko do pierwszego meczu – przegranego z Pogonią Siedlce 1:2. Potem były mniej miłe, za to dobrze znane, czyli ochroniarze i zadyma na korytarzach, kłódka na bramie, bluzgi na trybunach.

Jeśli jakiś obrazek Mandrysza kojarzy się z tego sezonu, to tego Mandrysza zasromanego. Trudne przełykanie śliny na konferencjach prasowych, drapanie się z zakłopotaniem po głowie, stękanie człowieka w stanie (piłkarsko) przedzawałowym.

W Bielsku-Białej Mandrysz przypomniał twarz, o której już chyba zapomnieliśmy. Twarz z wielkim bananem pod nosem. Jego GieKSa przegrywała 0:1 z dobrze grającym Podbeskidziem po golu Pawła Oleksego w 24. minucie, ale wyrównał szybko Dawid Plizga, a w ostatnich kilkunastu sekundach spotkania katowiczanie zaliczyli błyskawiczny rajd od strachu po euforię. Bo zaatakowali bielszczanie i mało brakowało, by to oni namieszali na koniec w polu karnym Sebastiana Nowaka. Tyle, że się pogubili – w ofensywie, a za chwilę w defensywie. Seria błędów, za to świetna kontra Adriana Frańczaka, kapitalna asysta wracającego po długiej kontuzji Tomasza Foszmańczyka i dobicie rywala przez Adriana Błąda.
Koniec. GieKSa nie przegrała trzeciego meczu z rzędu, w poprzedniej kolejce w podobnych okolicznościach wygrała w Bytowie. Teraz w Bielsku-Białej. W Bytowie rezerwowy Wojciech Kędziora strzelił gola na 2:1, teraz rezerwowy Foszmańczyk ma kluczową asystę. – Bramka w doliczonym czasie smakuje najbardziej – dowodził po meczu Mandrysz. Dodajmy – słodko oczywiście tylko ta strzelona przez swój zespół.

Odpuściło w Katowicach na dobre. Banan Mandrysza, a piłkarze jak gdyby nigdy nic świętują pod sektorem znów „swoich” kibiców. Sielanka jednym słowem. Choć miejsce przecież wciąż… spadkowe.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli