Szaleństwo w Tychach zaczęło się od… drzemki

Autor wpisu: 26 sierpnia 2017 00:12

Jeśli ktoś śledząc mecz GKS Tychy – Podbeskidzie zasnął w pierwszej połowie, to… rozumiemy. Co nie zmienia faktu, że na koniec drugiej obudził się w zupełnie nowej rzeczywistości. W rzeczywistości, w której wydarzenia zmieniają się dynamicznie, strzela się bramki, a emocje rozsadzają trenerskie ławki i boisko.

Od razu na wstępie wyjaśnienie: mecz skończył się 3:3. Po wyniku sądząc – fantastyczne widowisko. No… tak i nie zarazem. Taka sprzeczność kryjąca się za hasłem: szaleństwo w Tychach.

Przez pierwsze 40 minut meczu „Górale” prowadzeni w trzecim meczu przez Adama Noconia (Jan Kocian formalnie wciąż na zwolnieniu lekarskim) zachowali się jak żołnierze na musztrze. Nam strzelać nie kazano. Ba, nam wychodzić na połowę rywala nie kazano. Teoretycznie można by to zrozumieć – różne bywają taktyki prowadzące do celu, ale problem w tym, że Podbeskidzie od 4. minuty przegrywało po strzale głową Michała Fidziukiewicza (dośrodkowanie z roku Piotra Ćwielonga). I dzielnie broniło tego 0:1. Widocznie „Górale” teraz tak mają – 45 minut do przodu, 45 minut do tyłu (vide mecz z Ruchem). Łukasz Sierpina niedawno tłumaczył nam, że trener Kocian starał się przemodelować grę Podbeskidzia na taką „zdecydowanie do przodu”, widać trener Nocoń ma trochę inny pogląd na sprawę.

Ale ten pogląd w Tychach mały włos, a by się sprawdził. Bo Podeskidzie drzemało, drzemało, a wraz z nim widzowie, ale okazało się, że w tej drzemce to nawet czujne jest. Taki z pozoru rozleniwiony, nieszkodliwy kotek, który z sekundy na sekundę zatapia pazury w wybranej ofierze. Ostatnia minuta pierwszej połowy Dimityr Ilijew głową, 63. minuta Paweł Tomczyk dzięki przytomności umysłu powalonego Ilijewa – po kontrze, 69. minuta samobójcza bramka Adriana Łuszkiewicza po świetnej kontrze Tomczyka, który jak tur przepchnął dwóch rywali. 3:1 dla… drzemiących „Górali”.

Ale jedno, co da się powiedzieć o konfrontacji Tychów z Podbeskidziem, że był to mecz pełen zaskoczeń. Gdy Podbeskidzie wreszcie naprawdę miało czego bronić i gdy usiłowało postawić zasieki, ni z tego, ni z owego okazało się to słabym pomysłem. Zaskakująco jeszcze słabszym niż wtedy, gdy piłkarze Noconia chcieli bronić… 0:1. Wtedy przynajmniej zaczęli strzelać gole, przy 3:1 zaczęli je tracić. – Cofnęliśmy się za głęboko – przyznał po meczu Łukasz Sierpina. Racja!

Szaleństwo w Tychach wykreowało bohatera w Piotrze Ćwielongu. Asysta przy pierwszym golu, asysta z wolnego przy golu na 2:3 Łukasza Bogusławskiego, a na koniec pieczęć w 90. minucie z rzutu wolnego. 3:3! Ćwielong tym samym uratował od linczu arbitra Piotra Urbana, bo wolny został odgwizdany, gdy akurat Marcin Radzewicz pakował piłkę do bramki Podbeskidzia. Sędzia nie wytrzymał, za szybko odgwizdał faul przed polem karnym gości, ale Ćwielong można powiedzieć, że zachował się jak dobry szeryf – ułożył piłkę do wolnego i przywrócił boiskową sprawiedliwość.

Każdy z zespołów ma czego żałować, każdy ma z czego się cieszyć. Tym razem trudno mówić o dwóch rannych, bo każdy z nich dostał pokaźną dawkę środków przeciwbólowych i śmiało może stawać na nogi.
A na to stawanie na nogi chwila jest. Oba mają przełożone mecze najbliższej kolejki. Jak to mawiają trenerzy – można spokojnie popracować.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli