Sprawa ujemnych punktów dla Ruchu zamieni pierwszą ligę w istny węzeł gordyjski?

Autor wpisu: 1 marca 2018 12:06

Co z minusowymi punktami, jakimi w styczniu został ukarany Ruch? Obowiązują, czy nie? Odpowiedź zależy oczywiście od tego, kogo o nią spytamy. Ruch skorzystał z prawa odwołania do Trybunału Arbitrażowego przy PKOl i trudno mieć o to do niego pretensję. Trybunał werdykt wydał (nakazał wstrzymanie nałożenia kary) – za co też trudno mieć do niego pretensję. Nie zmienia to faktu, że za chwilę cała pierwsza liga może zostać postawiona na głowie. To efekt przepisu, który już raz o mało nie wysadził rozgrywek w powietrze. Przepisu, który  – paradoksalnie – w swoim założeniu tę integralność rozgrywek ma chronić.

Chodzi o możliwość nakładania na kluby minusowych punktów w trakcie sezonu. Raz już, całkiem przecież niedawno, mieliśmy do czynienia z istnym cyrkiem w rozgrywkach właśnie z tego powodu. Pamiętacie słynny finisz rundy zasadniczej ekstraklasy sprzed dwóch lat, kiedy to nie było wiadomo, czy Podbeskidzie gra w górnej ósemce, czy w dolnej? Sprawa została ucięta jednym telefonem (prezesa Bońka do prezesa Mandziary z prośbą o wycofanie przez Lechię skargi z Trybunału Arbitrażowego), ale smród pozostał. Sprawę wtedy skomplikowała opieszałość w wydaniu werdyktu Komisji Odwoławczej, nie zmienia to jednak faktu, że bardzo duża część środowiska apelowała wówczas do prezesa PZPN o to, by ten przepis zmienić. By karać kluby minusowymi punktami, jeśli oczywiście na to zasługują, ale od przyszłego sezonu.

Lechia, składając najpierw wniosek do Trybunału, a następnie go wycofując, wykazała się skrajną niekonsekwencją, ale przy okazji trzeba sobie też jasno powiedzieć, że dzięki temu uratowała całą sytuację, zapobiegła kryzysowi, który mógł osiągnąć naprawdę potężne rozmiary. Istniała poważna groźba, że rozgrywki zamienią się nam w prawdziwy węzeł gordyjski, z którym nie za bardzo będzie wiadomo, co zrobić – mówił nam wówczas Krzysztof Sachs, który wtedy szefował Komisji Licencyjnej.
Komisja ukarała wtedy minusowymi punktami Lechię i… Ruch. Oba kluby odwołały się najpierw do Komisji Odwoławczej, a potem do Trybunału Arbitrażowego przy PKOl. Trybunał nakazał wstrzymanie kary i nagle na finiszu sezonu zasadniczego zrobiły się dwie tabele. Z jednej wynikało, że Podbeskidzie gra w górnej ósemce, z drugiej, że w dolnej. A że natychmiast trzeba było dzielić ligę na dwie grupy, nie było czasu czekać na jakiekolwiek rozstrzygnięcia. Zrobił się pat.

Wypisz, wymaluj sytuacja powtarza się dziś. Niestety, znów z Ruchem w roli głównej. Tym razem rzecz co prawda nie dotyczy ekstraklasy ani podziału jej na dwie grupy (wtedy nastąpił cholernie niefortunny zbieg okoliczności – jak mówili niektórzy), niemniej znów mamy dwie tabelę i sytuację, w której tak naprawdę nie bardzo wiadomo, która jest tą obowiązującą. Oczywiście plus w tym wszystkim jest taki, że rzecz ma miejsce na początku rundy wiosennej, a nie pod jej koniec, więc jest szansa, że z ostatecznym werdyktem Trybunał się wyrobi do czerwca i przed ostatnią kolejką będzie już wiadomo, ile tak naprawdę punktów ma Ruch.
Niemniej trudno w tym wszystkim oczyma wyobraźni nie dostrzec tych wszystkich odwołań, protestów, a może nawet spraw sądowych, gdyby o tym, czy Ruch zostaje w pierwszej lidze, czy z niej spada, miał decydować werdykt o anulowaniu kary minus sześciu punktów nałożonych w styczniu przez Komisję Licencyjną. Pamiętajmy, że klub nie wywiązał się z przepisów zawartych w Podręczniku Licencyjnym ani z nakazu komisji, która poleciła uregulować zadłużenie do końca lutego. Jak nic zrobi się cyrk, jeśli poszkodowany (w tym przypadku zespół, który spadnie „zamiast” Ruchu) będzie chciał dowodzić swoich racji na wszelkich możliwych drogach prawnych, do czego oczywiście będzie miał prawo.
To efekt tego, że wciąż obowiązuje przepis o możliwości karania klubów minusowymi punktami w trakcie sezonu. – Moje zdanie w tej sprawie jest dokładnie takie samo jak wasze: by punkty ujemne przyznawać na poczet nowego sezonu. Raz, można sobie w ten sposób zaoszczędzić niepotrzebnego zamieszania i chronić integralność rozgrywek. Dwa, chodzi o to, by Komisja Licencyjna zawsze pozostawała wolna od podejrzeń. Bo przecież podejmuje decyzje, wiedząc, jaka jest sytuacja w tabeli. Dzięki takiej a nie innej decyzji komuś może sprzyjać, a komuś innemu szkodzić – tłumaczył Sachs.

To rozumowanie, któremu naprawdę trudno nie przyznać racji. Wyobraźmy sobie, że w komisji zasiada(ją) kibic(e) klubu, który rywalizuje w tym sezonie z Ruchem o utrzymanie (to oczywiście czysto teoretyczne rozważanie, ale przecież nie niemożliwe) i ma(ją) głosować nad nałożeniem na ten Ruch kary odjęcia punktów. Pierwsza myśl, jaka przychodzi do głowy: „Cholera wie, co robić”… Nawet jak ten ktoś byłby najuczciwszym człowiekiem pod słońcem i nawet jak ten Ruch na to odebranie punktów zasłużył, to przecież niesmak pozostaje. A jeśli jeszcze sprawa zostałaby rozdmuchana przez media, wiadomo, co by się działo…

Niestety, mimo słynnego przykładu z Podbeskidziem sprzed dwóch lat, który pokazał, do czego może doprowadzić przepis o możliwości karania klubów ujemnymi punktami w trakcie sezonu, wciąż on obowiązuje.
Za tą opcją mocno opowiadał się prezes Boniek. Rozumowanie jego i zwolenników tego rozwiązania było takie: jeżeli ktoś bierze na pokład za dużo piłkarzy i nie ma im czym płacić, czyli buduje sobie drużynę mocniejszą, niż go na to stać, to postępuje nie fair. Zyskuje niesportową przewagę nad rywalami i za to od razu powinna go spotkać kara w postaci odebrania punktów. Dyskusja dotyczyła sporu, czy komfort komisji, która nakładając kary chce być niezależna i pozostawać poza wszelkim podejrzeniem, jest ważniejszy od tego, by sprawiedliwości natychmiast stawało się zadość i by była on przywracana od razu. I w tej dyskusji górę wziął pogląd, by było to od razu. Życie to wszystko zweryfikowało i dopisało nowy element – procesy odwoławcze. Wydarzył się scenariusz, na który nikt nie był przygotowany. I być może dziś trzeba sobie powiedzieć: „OK, niech te punkty będą odbierane, ale w kolejnym sezonie. By już nigdy taka sytuacja się nie powtórzyła” – dodawał Sachs.
Ale to już leży w gestii Zarządu PZPN.

Mimo wszystko mamy nadzieję, że cała ta sprawa nie zamieni pierwszoligowych rozgrywek w węzeł gordyjski (choć wcale byśmy się nie zdziwili, gdyby tak się stało), niemniej już widać, że walka o utrzymanie rozstrzygać się będzie nie tylko na boisku. Zielony stolik (czy to Komisji Licencyjnej, czy Trybunału Arbitrażowego) znów będzie miał wiele do powiedzenia.

Inne artykuły o: I Liga

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli