SMÓŁKA idzie na wojnę z sędziami? „Nie mam zamiaru zamiatać pod dywan tego, co wyprawiają!”

Autor wpisu: 17 października 2017 09:30

Długo w stosunku do sędziów był powściągliwy, ale po ostatnim meczu z Chojniczanką już nie wytrzymał. Mocne słowa pod adresem prowadzącego spotkanie Kornela Paszkiewicza robiły wrażenie, choć jak się okazuje, były tylko preludium do tego, co o sędziowaniu w pierwszej lidze ma do powiedzenia Zbigniew Smółka. A zaczęło się w zasadzie niewinnie – od tego, czemu Stal w czterech ostatnich meczach zdobyła tylko jeden punkt…

FUTBOLFEJS.PL: Trenerze, to już kryzys, zadyszka, czy co najwyżej niefortunny zbieg okoliczności?
ZBIGNIEW SMÓŁKA: W naszej grze niewiele się zmieniło. Gramy, tak jak graliśmy.

Ale ostatnio punktów zdecydowanie mniej.
Bo wpływ na to ma wiele czynników. Wy, dziennikarze zastanawiacie się, dlaczego tak jest. A my głęboko to wszystko analizujemy i dzięki temu znamy przyczyny.

To dlaczego tak jest, że Stal w czterech ostatnich spotkaniach zdobyła tylko punkt?
W tej lidze wszystkie mecze są na styku. Nawet jak któryś kończy się wynikiem 3:0, to bardzo często jest tak, że było to bardzo wyrównane spotkanie. Taka jest ta pierwsza liga. Przykład? Wigry Suwałki jadą do Głogowa na mecz z zespołem, którego grę wszyscy określają mianem ekstraklasowej. I co? I są w tym Głogowie zespołem zdecydowanie lepszym. Tylko co z tego, skoro mogło skończyć się gładkim 3:0 dla Chrobrego… Każdy mecz jest na styku, a o tym, że można wpaść w złą serię, decyduje szereg bardzo drobnych detali.

O waszej serii jakie detale zadecydowały?
Po kolei – w spotkaniu z Odrą w Opolu byliśmy lepsi, powinniśmy mieć karnego przy stanie 0:0, ale sędzia go nie gwizdnął. Widział pan tę sytuację? Ewidentny faul na Djermjanoviciu. Ślepy by zobaczył. Ale sędzia nie widział. Za to za chwilę gwizdnął karnego Odrze, a w takim meczu wiadomo, że kto strzeli pierwszy gola, ten wygra. Poza tym gdyby nie pozwalał gospodarzom na wszystko, to Skrzypczak bardzo szybko wyleciałby z boiska. Zasłużył na co najmniej trzy żółte kartki i jedną czerwoną. Tak samo Wepa. Potem było spotkanie z Zagłębiem i gol dla rywali, którego nie było i który nie miała prawa zostać uznany. Ale sędzia go uznał. Z Wigrami przegraliśmy na własne życzenie, no a ostatnio mecz z Chojniczanką, po którym już nie wytrzymałem. Faul na Banaszewskim w 72. minucie to był faul na czerwoną kartkę. Faulował zawodnik, który miał już na koncie żółtą. No to jeżeli nie dostaje za to czerwonej, to musi dostać kolejną żółtą! A tu nic. Gdyby pan zobaczył to zagranie Podgórskiego w powtórce, musiałby uznać, że to jest faul na złamanie nogi. Klasyczny piłkarski kryminał. Zresztą doskonale widzieli to rywale, bo dwadzieścia sekund po tym Podgórski został zmieniony. Z takich to właśnie detali składa się to wszystko.

Do tej pory był pan raczej powściągliwy, jeśli chodziło o komentowanie pracy sędziów. Tym razem coś się chyba jednak przelało.
Bo pewni ludzie kompletnie sobie w tym fachu nie radzą. Jeżeli mojemu piłkarzowi sędzia odpowiada, że nie dał Podgórskiemu kartki, bo Podgórski ma już żółtą, to ręce opadają. A za chwilę karze mi Michała Janotę za faul wcale nie brutalny, tylko taki przerywający akcję. Faul maksymalnie na żółtą kartkę. Ale Michał wylatuje z boiska. To jaki ja mam na to wpływ? Jeżeli Grodzicki dostaje na Wigrach kartkę za nic, to jaki ja mam na to wpływ? Jeżeli Mateusz Garncarczyk dostaje teraz z Chojniczanką kartkę za akcję, w której jest ewidentnie faulowany, to jaki ja mam na to wpływ? Niech pan sobie obejrzy powtórkę faulu Drozdowicza na Kierczu. Gdyby to była ekstraklasa, to po jej analizie – mimo że sędzia tego zdarzenia nie widział – Drozdowicz dostałby pięć meczów kary. Bez dwóch zdań. Kończymy już montować skrót pomyłek sędziowskich w naszych ostatnich meczach. Mam nadzieję, że pozwolą mi to umieścić u nas na stronie. Wtedy można będzie zobaczyć to wszystko, o czym mówię. Naprawdę, włos się na głowie jeży, że na tym poziomie można tak gwizdać. Nigdy nie narzekałem na sędziów, bo uważałem, że sędzia też człowiek, ma się prawo pomylić. Co więcej, z reguły ich broniłem. Ale też nigdy nie byłem w sytuacji, by w czterech kolejnych meczach spotkać się z sędziowaniem na tak dramatycznym poziomie. To, co działo się w tych spotkaniach, biorąc pod uwagę pracę arbitrów, to nic innego jak skandal. To nienormalne, że zamiast myśleć o drużynie, o przebiegu spotkania, muszę zajmować się uspokajaniem ławki, bo widzę, że za chwilę zawodnicy i ludzie ze sztabu będą mieli ochotę wparować na boisko i powiedzieć sędziemu, co myślą o jego pracy. I boję się, że jak nic się nie zmieni, to kiedyś  do tego dojdzie.

Mimo wszystko nie za mocne te słowa wypowiedziane na gorąco po meczu z Chojniczanką, że „Gdyby to była piąta liga, sędzia miałby problemy z powrotem do domu. Nawet policja by go nie uratowała”?
Nie. I tych słów nie cofam. Wręcz przeciwnie – powtarzam je z całą stanowczością: gdyby pojechał na klasę okręgową, gdzie nie ma zabezpieczeń, i tak gwizdał jak w spotkaniu Stali z Chojniczanką, miałby wielki problem z opuszczeniem nie boiska, ale szpitala. Nie wiem, kto go popycha i lansuje, bo robi się na Szymona Marciniaka – ogolił się na łyso, wypowiada się podobnie, przychodzi przed meczem, pyta jakie zmiany, bo on analizuje zachowanie poszczególnych zawodników, doskonale każdego zna i tak dalej. Chłopie, zacznij najpierw od analizowania siebie i swojego sędziowania. A Marciniakowi to na razie co najwyżej możesz buty wiązać. Żenujące. Od 15. minuty 2,5 tysiąca ludzi zaczęło wyzywać jego i PZPN. Dlaczego, jak pan myśli? Ludzie w Mielcu są bardzo inteligentni i potrafią ocenić to, co widzą. Zresztą do tej pory nic takiego się nie zdarzyło. To co? Teraz raptem kibicom zachciało się krzyczeć na sędziego? A może raczej widzieli, co wyczynia pan Paszkiewicz? A on za słowa, które leciały w jego kierunku z trybun, zaczął mścić się na moich piłkarzach. To jest profesjonalizm? To jest żałosne, a nie profesjonalne. Proszę mi wierzyć – nie dało się ocenić pracy sędziego, nie będąc na stadionie. Naprawdę. I wie pan, co było w tym wszystkim najgorsze? Po meczu stwierdził, że gwizdał znakomicie. Bezbłędnie. A ja potem to oglądam na wideo i zastanawiam się, czy byliśmy na tym samym meczu. Rozmawiałem o tym wszystkim z Krzyśkiem Brede (trener Chojniczanki – przyp. red.) i on doszedł do identycznych wniosków. Gość mylił się w obie strony. Rożny dla nas – to on gwiżdże aut bramkowy. Dla nich przywilej – to zatrzymuje akcję. Aut nasz, to pokazuje dla nich. I tak dalej. Oglądam to wszystko później i nie wiem, o co tu chodzi. Niestety, wielu pierwszoligowych arbitrów nie chce słuchać, nie chce analizować, nie potrafi interpretować powtórek na wideo. Dbają o sylwetki, chodzą na siłownię, ćwiczą, a potem ganiają po całym boisku od jednego pola karnego do drugiego przez całe 90 minut, tylko co z tego, skoro na tym zmęczeniu już nic nie widzą? Każdy mecz na tym poziomie sędziowie powinni sobie obejrzeć raz jeszcze, przeprowadzić szczegółową analizę, zastanowić się nad wszystkim i wyciągnąć wnioski. Ale najłatwiej po spotkaniu stwierdzić tylko, że gwizdałem zajeb…, więc jestem zajeb… sędzią. Ja jestem gotów po każdym meczu posiedzieć trzy godziny dłużej i przygotować im skrót. Niech podadzą mi maila, wyślę im. Każdemu sędziemu, który będzie prowadził mecz Stali. Nie ma sprawy. Byle tylko obiecał, że obejrzy i przeanalizuje swoją pracę.

Mnie pan tymi twierdzeniami nie zaskakuje, bo odkąd tylko istniejemy, piszemy, że największą plagą tej ligi są słabi sędziowie. Niedawno rozmawiałem z Markiem Papszunem i pytam go, co go najbardziej zaskoczyło po tych dwóch miesiącach w tej lidze. „Poziom sędziowania. Jest skandaliczny. To jakiś dramat. Słabi i niewyciągający żadnych wniosków ani konsekwencji ze swoich błędów sędziowie. Coś nieprawdopodobnego. Ogromna większość z nich – nie wszyscy, ale ogromna większość – kompletnie się do tej roboty nie nadaje” – odpowiedział. Zresztą nie on pierwszy i pewnie nie ostatni.
I niestety, coraz więcej meczów kończy się wypaczonym wynikiem. Właśnie na skutek rażących pomyłek sędziowskich. I potem każda taka pomyłka ma odzwierciedlenie w tabeli. Wie pan, co mnie najbardziej boli? To, że nie byliśmy słabsi od Chojniczanki, byliśmy lepsi od Zagłębia, byliśmy lepsi od Odry, tylko co z tego, skoro nie mamy punktów? Proszę policzyć: z Odrą zamiast trzech – zero, z Zagłębiem zamiast trzech – jeden, z Chojniczanką zamiast jednego – zero. Jesteśmy ubożsi o sześć punktów. A mnie nikt za chwilę nie będzie pytał o te błędy, tylko spojrzą na tabelę i zobaczą, że Stal zamiast walczyć o czołowe miejsca, będzie się bić o utrzymanie. W tym sezonie tabela jest tak płaska, że między nami a szesnastą GieKSą są przecież tylko trzy punkty różnicy. I tak ciasno będzie już pewnie do końca rundy.

Jak w szatni na to wszystko reaguje zespół?
Mieliśmy długą, ponad trzygodzinną rozmowę po meczu w Suwałkach. Chłopaki mówią mi tak: „Trenerze, Mateuszowi Cholewiakowi złamali rękę, Waldkowi Gancarczykowi rozwalili więzadła, Arkowi Górce prawie złamali nogę… I my wychodzimy na boisko i widzimy, że za chwilę będziemy połamani, poskładani i tak dalej”. No i gdzieś ta ich wolicjonalność ucieka. Ja im się nie dziwię, bo każdy zawodnik się pilnuje. Dba o zdrowie i chce być sprawny jak najdłużej. Ale sędziowie, niestety, pozwalają na bardzo dużo. I bardzo wiele nie dostrzegają, a jak już coś dostrzegą, to bardzo dziwnie to interpretują. Patrzę na powtórki tych wszystkich spornych sytuacji i dochodzę do jednego wniosku: „No nie da rady aż tak się mylić! To niemożliwe!”. Masakra.

Zamierzacie coś z tym robić?
Na pewno nie zamierzam tego zamiatać pod dywan. Będę o tym głośno mówił i to piętnował. My, trenerzy dajemy z siebie wszystko. Analizujemy, pracujemy, zasuwamy, żeby poprawiać swój warsztat, grę swojej drużyny. W wielu przypadkach tracimy pracę na skutek sędziowskich pomyłek, a arbitrzy co? Są bezkarni. Nawet jak popełnią błąd, to za tydzień jakby nigdy nic sędziują kolejny mecz. Na Wigrach miałem zaledwie trzech ludzi na ławce, bo reszta leczy urazy spowodowane brutalną grą rywali, na którą sędziowie nie reagowali. To jak ja mam po czymś takim milczeć? Zrobiliśmy sobie w klubie taką listę sędziów bez umiejętności…

Pewnie jest długa…
No jest na niej kilka nazwisk. I powiem tak – nie chcę, żeby mi w czymkolwiek pomagali. Chciałbym tylko, żeby się nie mylili. To chyba nie tak dużo, prawda? A jeżeli już się któryś pomyli, bo i tak może się przecież zdarzyć, to niech przyjdzie i powie: „Przepraszam, pomyliłem się”, a nie mówi, że gwizdał zajeb…

Macie zamiar wysłać do PZPN-u pismo z „prośbą”, by na mecze Stali nie przydzielać sędziego X, czy Y?
Powiem panu coś, a propos takiego rozwiązania. Miałem kiedyś taką przygodę, gdy prowadziłem MKS Kluczbork. Jechałem autem na trening i zostałem zatrzymany do kontroli. Gdzieś mi się zawieruszył kwitek z OC, nie mogłem go przez kilka minut znaleźć, a było cholernie zimno. Trafił mi się bardzo niekulturalny policjant. Mówi do mnie: „Proszę pana, ja tu marznę”. W nerwach odpowiedziałem mu, że trzeba było się uczyć. Kwitek z OC znalazłem, ale w ciągu 14 dni zabrali mi prawo jazdy za przekroczenie limitu punktów. Musiałem ponownie podchodzić do egzaminu. Taka „banda”. A wie pan, że sędziowie są jak policjanci?

Rozmawiał Krzysztof Budka

Inne artykuły o: I Liga | Stal Mielec

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli