Co się stało ze Stalą? Nie wiemy, ale na pewno coś niedobrego

Autor wpisu: 28 kwietnia 2017 21:05

Różnych rzeczy można się było po tym meczu spodziewać, ale tego, że Znicz pokona Stal, chyba jednak nie. A jednak. I trzeba dodać, że jak najbardziej zasłużenie. Andrzej Prawda zaliczył powrót na ławkę zespołu z Pruszkowa z przytupem.

A co się stało ze Stalą? Nie wiemy, ale na pewno coś niedobrego. Co prawda zastanawialiśmy się, jak długo zespół Zbigniewa Smółki będzie leczył kaca po frajersko zgubionych punktach w poprzedniej kolejce z Katowicami, ale bez przesady. Dzień, dwa, no góra trzy, a potem to już trzeba wrócić do normy, tym bardziej że na wyleczenie tego kaca trafił się mecz ze Zniczem, który – tak przynajmniej się wydawało – wywiesił ostatnio białą flagę i rozstając się z Dariuszem Kubickim, dał do zrozumienia, że w skuteczną walkę o utrzymanie już nie wierzy.
Co innego Stal. Jest rewelacją rundy wiosennej. Od celu, czyli zapewnienia sobie gry w pierwszej lidze w przyszłym sezonie, jest o krok, więc można było się spodziewać, że ten krok zrobi właśnie w Pruszkowie. Łatwiejszego wyjazdu już nie będzie.

SMÓŁKA: Nie poznawałem zespołu

A tu nic z tego. Patrząc na to, jak w pierwszej połowie swój własny mecz przy linii bocznej rozgrywa Smółka, można się było spodziewać, że w przerwie przez szatnię Stali przejdzie potężne tornado. Jeśli po drugiej połowie meczu z Katowicami mówił, że nie poznaje swojego zespołu, to jak bardzo musiał nie poznawać go w Pruszkowie?

Do 30. minuty nie działo się nic. Wtedy o atrakcje postanowił zadbać Sebastian Zalepa, który w wyjątkowo głupi sposób (zagranie ręką, kiedy spokojnie mógł to zrobić głową) zarobił drugą żółtą kartkę i wyleciał z boiska. A skoro do tej pory Stal nie miała kompletnie pomysłu na to, jak poradzić sobie ze Zniczem, no to od tej pory mogło być już tylko gorzej.
Smółka dwoił się i troił, krzyczał, że koronkowe rozgrywanie akcji przed własnym polem karnym, w dodatku na grząskim boisku przy nieustannie padającym deszczu, to najgorsze rozwiązanie z możliwych. I oczywiście miał rację, bo jego zespół akurat słynie z tego, że w mistrzowski sposób potrafi zaskakiwać rywali, ale najprostszymi środkami z możliwych. Wirtuozów tam, jak na razie, brak.
Brak ich też w Zniczu, ale tuż po przerwie – kiedy piłkarze Stali musieli jeszcze najwyraźniej przeżywać wspomniane tornado – wystarczyło jedno dobre dośrodkowanie zamknięte przez Adriana Paluchowskiego i beniaminek z Pruszkowa strzelił zwycięskiego, jak się okazało, gola. Andrzej Prawda, który wrócił na ławkę Znicza – w tym sezonie w rundzie jesiennej prowadził przecież ten zespół – pewnie się nawet nie spodziewał, że tu nic jeszcze straconego i że Znicz wciąż ma się o co bić. Tym bardziej że o ostatecznych rozstrzygnięciach może przecież decydować Komisja ds. Licencji Klubowych – i w ekstraklasie, i w pierwszej lidze ponoć nie brak takich, którym grozi nieprzyznanie licencji.

A Stal? Bez dwóch zdań zagrała najsłabsze spotkanie, odkąd ten zespół prowadzi Smółka. Jeśli po remisie z GieKSą musieli w Mielcu leczyć kaca, to jak nic po porażce ze Zniczem będzie dogrywka. Kto wie, czy nie dłuższa…

Inne artykuły o: I Liga | Stal Mielec | Znicz Pruszków

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli