Sandecja pije szampana, Chojniczanka leczy kaca… Mecz na szczycie dla lidera

Autor wpisu: 29 kwietnia 2017 20:22

Ależ długo będą po tym meczu leczyć kaca w Chojnicach. I do bólu zadawać sobie pytanie: „Jak można było to przegrać?”. Ano można było. Sandecja oddała na bramkę gospodarzy dwa strzały, a gospodarze na bramkę Sandecji chyba ze sto. Ale przecież to nie „trzy rogi – karny”, prawda? 2:1 dla Sandecji oznacza, że w Nowym Sączu co niektórzy zaczęli już mrozić szampany…

W piątej minucie Marcin Biernat postanowił rozruszać towarzystwo i zagrał wprost do osamotnionego w polu karnym Chojniczanki Filipa Piszczka. Skoro tak się bawimy, no to się bawmy – Piszczek długo się nie zastanawiał i z prezentu natychmiast skorzystał. 1:0 dla Sandecji, która nawet nie wiedziała – co, jak i dlaczego tak szybko? No, ale skoro jest, to nikt z ekipy gości marudzić nie zamierzał. Gol spadł im z nieba niczym manna na pustyni i to w tak ważnym spotkaniu… Czego chcieć więcej?

Chojniczanka zaczęła więc jak zwykle. Można powiedzieć w swoim stylu – czyli już od początku maksymalnie komplikując sobie życie. To drużyna, która inaczej nie potrafi. Ale jak długo można tak balansować na linie i się – za przeproszeniem – z niej nie spieprzyć? Niby długo, ale i tak wiadomo, że do czasu.
No dobra, od tej chwili zaczął się mecz. W zasadzie do jednej bramki, bo Chojniczanka zaczęła robić wszystko, by jak najszybciej doprowadzić do wyrównania. Łukasz Radliński – na pewno jeden z najbardziej niedocenianych bramkarzy w pierwszej lidze – co rusz musiał udowadniać, dlaczego jest jednym z najlepszych na tym szczeblu. Uwijał się jak w ukropie,  nękany z każdej strony i niemal przez każdego piłkarza gospodarzy. Jeszcze tylko brakowało strzałów Budziłka, bo uderzali obrońcy (Golański, Kieruzel, Biernat), pomocnicy (Grzelak, Rybski, Podgórski, Chvedukas, Kosakiewicz, Biskup) i napastnik Mikołajczak. Były słupki, poprzeczka, strzały, po których piłka mijała bramkę Sandecji o milimetry. Był też gol, ale sędzia odgwizdał spalonego. I to był moment, którego w Chojnicach żałować mogą do końca życia (o ile walka o awans skończy się dla nich bez powodzenia). Ten nieuznany gol na chwilę kompletnie roztroił świetnie dotychczas grających gospodarzy. Chwila nieuwagi i zrobiło się 2:0. Znów ni z tego, ni z owego. Znów Sandecji spadła manna z nieba…

Zostało 10 minut. Chojniczanka z furią rzuciła się do odrabiania strat, ale udał się tylko zmniejszyć rozmiary porażki. Gol Biernata na 1:2 padł za późno – bo w drugiej doliczonej minucie. Tym razem sędzia już nie przedłużał spotkania o dziewięć minut, jak tydzień temu w Siedlcach, na czym wtedy skrzętnie skorzystała właśnie Chojniczanka. Cóż, za błędy i gapiostwo choć raz na jakiś czas trzeba zapłacić, wszystko nie może uchodzić płazem. Porażka będzie bolała jeszcze długo i bardzo, bo Chojniczanka absolutnie na nią nie zasłużyła. Ale banałem byłoby powtarzanie, że taka jest piłka i nic na to nie poradzisz.

Za to Sandecja w siódmym niebie. Radosław Mroczkowski co prawda cały czas powtarza, że jego zespół nadal walczy… tylko o utrzymanie, ale ta walka idzie mu tak skutecznie, że za chwilę zakończy się w ekstraklasie. W Nowym Sączu niektórzy zaczęli już mrozić szampany i powtarzają, że jeszcze tylko sześć kroków do raju. Cóż, po tej kolejce Sandecja ma nad grupą pościgową 4 punkty przewagi. Jak na tegoroczne standardy w pierwszej lidze – to prawie jak przepaść. Mimo wszystko nie dzielilibyśmy jeszcze skóry na niedźwiedziu. Ta liga już niejednego nauczyła pokory. Choć kto wie, może następni w kolejce będą ci, którzy w awans Sandecji nie wierzą. No to jeszcze szybki rzut oka na rozkład jazdy pierwszoligowego lidera: Stomil (dom), Katowice (wyjazd), Znicz (dom), Podbeskidzie (wyjazd), Wisła (dom), Miedź (wyjazd). Hmm… to faktycznie może się udać…

sklep vitasport.pl
forBET

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli