Ruch jeszcze się nie zwija. Jaki pomysł na przetrwanie? Miasto będzie windykować „osoby trzecie”

Autor wpisu: 7 lipca 2017 12:54

Nie będzie wysadzenia Ruchu w powietrze przez prezydenta Chorzowa i miejską spółkę Centrum Przedsiębiorczości Chorzów sp. z o.o., na co zanosiło się jeszcze na początku tygodnia. Przynajmniej na razie. Oba podmioty zażądały od klubu natychmiastowej spłaty pożyczki (ponad 15 mln zł) wraz z odsetkami. Po kilkudniowych negocjacjach osiągnięto porozumienie w sprawie ustalenia nowych warunków umowy – miasto zamierza windykować osoby, które zabezpieczały te pożyczki własnym majątkiem. Kolejna burza nad Ruchem ucichła. Ale to nie znaczy, że nie będzie następnej.

Sprawa wspominanych pożyczek wydawała się trochę kuriozalna, bo miasto – jako powód decyzji o wypowiedzeniu Ruchowi umów (były dwie z 9 i 12 maja 2016 roku na kwoty odpowiednio: 3 217 244,33 zł oraz 12 081 517,81 zł) – podało wypłatę piłkarzom premii za sezon 2015/16. Chodziło o „słynne” premie, które klub musiał zapłacić, by dostać licencję na grę w pierwszej lidze. Przy Cichej wszyscy byli w szoku, bo o tym, że uregulowanie tych zobowiązań jest warunkiem koniecznym, wiedzieli również przedstawiciele miasta, w tym oczywiście prezydent Chorzowa Andrzej Kotala.

Prezes klubu Janusz Paterman tłumaczył, że przecież przedstawiciel miasta w Radzie Nadzorczej Ruchu Rafał Byrczek sprawujący kontrolę nad finansami sportowej spółki, brał udział wraz z nim w posiedzeniach Komisji ds. Licencji Klubów i wyraźnie słyszał, że bez spełnienia tego warunku klub poleci trzy piętra rozgrywkowe w dół. A poza tym – jak tłumaczono – Ruch premie wypłacił, nie z klubowej kasy, tylko „prezes i wiceprezes zarządu podjęli decyzję o zapłaceniu jej z własnych środków”.
Nie zmienia to faktu, że natychmiastowa spłata tych pożyczek oznaczałaby koniec płynności finansowej klubu – zresztą w klubowej kasie takiej kwoty nie ma nawet na dalekim horyzoncie.

Prezydent Chorzowa argumentował, że Ruch po spadku z ekstraklasy nie ma już w rękach narzędzi, a co za tym idzie pieniędzy i możliwości, żeby spłacać miejską pożyczkę w terminie, stąd taka decyzja miasta, ale gdy tylko zaczęła się medialna „chryja”, miasto natychmiast odpowiedziało ustami swojego rzecznika: „Jeszcze nie planujemy przystąpienia do egzekucji tej należności. Zarząd Ruchu otrzymał od miasta propozycję porozumienia, które pozwoli na ustalenie nowych warunków i terminów spłaty zadłużenia”. To była ta lina rzucona klubowi, by mógł się jej chwycić i próbować poprzeciągać na swoją stronę. Rozpoczęły się negocjacje na linii Paterman – Kotala.

Skończyły się one porozumieniem i chwilowym oddaleniem widma upadku klubu. Na czym to porozumienie ma polega? Mówi prezydent Kotala:
Udało się pozyskać dodatkowe zabezpieczenia, o które chodziło miastu od samego początku. Tym dodatkowym zabezpieczeniem są środki finansowe, które trafią do klubu z tytułu praw telewizyjnych. To, co było w ekstraklasie, jest teraz w pierwszej lidze. To są oczywiście inne pieniądze, ale mamy je zabezpieczone.
Miasto będzie wspierało klub na dotychczasowych zasadach. Mamy przygotowane 2 miliony złotych na zakup kolejnego pakietu akcji. Ruch jest przygotowany na to, by te akcje wyemitować i miastu sprzedać. W ten sposób zagwarantowane środku z budżetu miasta trafią na konto klubu.
Zdajemy sobie sprawę, że Ruch nie ma w tej chwili środków, którymi mógłby spłacić kolejną ratę pożyczki. Dlatego rozważamy możliwość windykacji osób trzecich, nie Ruchu Chorzów, bo nie o to chodzi, ale osób, które udzieliły zabezpieczeń, poręczyły swoim własnym majątkiem. W najbliższych dniach wyniknie, jaki kierunek zostanie obrany w kwestii wszystkich pożyczek, jakie klub zaciągnął (…) Każda z tych osób, której Ruch leży na sercu, powinien się dołożyć, już o tym kiedyś mówiłem. Wydaje mi się, że takich osób nie jest mało, że wszyscy, którzy uczestniczyli wcześniej w zarządzaniu klubem, dysponowali jego majątkiem, też poczują się do odpowiedzialności, aby częściowo te pożyczki skonwertować. W ten sposób Ruch zmniejszyłby swoje zadłużenie i poprawił sytuację finansową.

Z tym może być jednak kłopot. Już jakiś czas temu pojawiła się informacja, że swoją umowę wypowiedział jeden z akcjonariuszy Aleksander Kurczyk, współwłaściciel sportowej spółki, były prezes Ruchu. A on dawał najmocniejsze gwarancje spłaty pożyczki – poręczył hipoteką należącej do niego nieruchomości. Miasto odpowiedziało co prawda, że dokument Kurczyka nie ma podstaw prawnych, ale ten uważa, że strony tego porozumienia nie dotrzymały warunków umowy już wcześniej. Sprawę prawdopodobnie rozstrzygnie dopiero sąd.
A takich przypadków może być więcej.

Na razie jednak klub i miasto znów śpiewają jednym głosem. – Wspólnie wypracowaliśmy model działania, który pozwoli nam iść do przodu. Ruch i miasto nie są w konflikcie. Ja również udzieliłem poręczenia. Zdaję sobie sprawę, że mój zastaw może zostać zwindykowany – mówi Paterman. I dodaje: – Naszym wspólnym celem jest powrót Ruchu do ekstraklasy.
Wciąż jednak musi gasić pożary, jakie co rusz wokół klubu wybuchają. Jakoś mu się udaje, ale coś nam mówi, że to jeszcze nie koniec.

Inne artykuły o: I Liga | Ruch Chorzów

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli