Raków wreszcie pokazał moc. To znaczy, że zespół Papszuna w końcu zatrybił?

Autor wpisu: 7 kwietnia 2018 20:18

Całkiem sporo kibiców Rakowa zdążyło już postawić krzyżyk na Marku Papszunie i jego piłkarzach po tym bardzo niemrawym początku rundy wiosennej. I tak się zastanawialiśmy, co to będzie, jeśli i z Mielca beniaminek wróci na tarczy. Zakupy na miarę ekstraklasy, pieniądze wydane wcale niemałe, a efekt na razie żaden. Jak widać, martwiliśmy się niepotrzebnie. Raków wreszcie pokazał moc. Przełamanie nadeszło w odpowiednim momencie, w dodatku na bardzo trudnym terenie, bo przecież Stal u siebie rzadko w tym sezonie przegrywa.

Niby zwycięstwo tylko jedną bramką (3:2), ale bezdyskusyjne. Raków był w tym meczu lepszy, bardziej mu się chciało i wygrał zasłużenie. To dopiero pierwsze w tym roku zwycięstwo zespołu Papszuna, więc przypuszczamy, że smakuje wybornie. Tym bardziej że przecież udało się zrewanżować Stali za jesienne 1:2, kiedy oba gwoździe do trumny piłkarze Zbigniewa Smółki wbijali beniaminkowi w ostatnich minutach – najpierw pierwszej, a potem drugiej połowy.
O tym, że zespół Rakowa ma dużo piłkarskiej jakości, byliśmy przekonani nawet wtedy, gdy Rakowowi kilka pierwszych wiosennych meczów nie poszło. Ta drużyna musiała się wreszcie odblokować. Albo inaczej – musiała zatrybić, bo trochę nowych w niej elementów, które powinny się dotrzeć. Tak więc kwestią nie było to, czy zatrybi, ale kiedy. Czy na tyle szybko, by wciąż pozostawać w grze o ekstraklasę. No i odpowiedź, jakiej piłkarze Papszuna udzielili, jest taka, by tego zespołu absolutnie z gry o awans jeszcze nie skreślać. Tym bardziej że przecież odkąd przejął go ten szkoleniowiec, jakoś tak już jest, że początek każdej rundy to dla Rakowa droga przez mękę – kilka głupio przegranych meczów, kilka frajersko straconych punktów i dopiero po jakimś czasie to wszystko zaczyna nabierać rumieńców. Ale jak już nabierze, jak już zażre, to trudno Raków powstrzymać.

Dokładnie tak wyglądało to jesienią, no i dokładnie tak przebiegał ten sobotni mecz w Mielcu. Już w ósmej minucie Raków dostał gonga od Michała Janoty. Stal szybko zrealizowała to, co sobie zakładała – zdobyć bramkę i nastawić się na przeszkadzanie i grę z kontry. To najskuteczniejszy sposób na wybicie Rakowa z rytmu, o czym wiedzą wszyscy w tej lidze. Tyle że po pierwsze, Raków wcale nie pękł, a po drugie – Stal nie robiła w tym czasie kompletnie nic, by pękł.

Efekt był taki, że już do przerwy goście nie tylko odrobili straty, ale prowadzili. „Zaledwie” 2:1, choć powinni więcej – jedną kapitalna kontrę Malinowskiego w haniebny sposób zepsuł Tomalski. Ale co się odwlecze… Minęły dwie minuty drugiej połowy i zrobiło się 3:1. A Adam Radwański zdobył pewnie najefektowniejszego gola w karierze (piękny strzał z powietrza). I choć do końca pozostawało ponad 40 minut, to jakoś trudno było przypuszczać, że Stal wróci jeszcze w tym spotkaniu do gry. Na chwilę co prawda wróciła (wykorzystany karny Dobrotki cztery minuty przed końcem), ale na nic więcej goście rywalom już nie pozwolili.

Papszun może wreszcie odetchnąć. Bo choć po tych kilku niezbyt udanych wiosennych meczach powtarzał, by nie stawiać przed jego zespołem jakichś wygórowanych żądań, by nie wieszać przed nim nie wiadomo jak wysoko poprzeczki, by nie traktować go jak kandydata do awansu, ale tylko i wyłącznie jak beniaminka, to kibice wiedzieli swoje. Drużyna, która udowodniła, że jest w stanie pokonać w tej lidze każdego i to w bardzo efektownym stylu, w dodatku taka, która zimą dokonuje spektakularnych transferów, musi grać i punktować jeszcze lepiej. Taka jest kibicowska logika i nic tego nie zmieni. A jeśli nie idzie, to szukanie przyczyn jest bardzo krótkie – przekombinowaliście i popsuliście to, co działało. Proste? Jak drut. W końcu piłka to prosta gra.

Tak więc Papszun próbował zachowywać zimną krew i robić dobrą minę do złej gry, to jednak trudno nie przypuszczać, że to wszystko zaczynało go uwierać. W końcu nie można w kółko powtarzać, że jest się beniaminkiem, który tej ligi się dopiero uczy, skoro zimą wszyscy w częstochowskim klubie przekonywali, że wiosną zespół spróbuje wykorzystać szansę, na jaką zapracował jesienią i powalczyć o ekstraklasę. Bo szybko druga tak dobra okazja może się nie powtórzyć. A te porządne zakupy miały być tego zapowiedzią. Tak więc z pewnością robiło się nerwowo. Teraz Raków i jego trener kupili sobie trochę spokoju.

A Stal? Zbigniew Smółka musi przypomnieć swoim piłkarzom, że mecz trwa trochę dłużej niż dziesięć minut. I nawet jak się w tym czasie wszystko układa i strzela się gola, to jeszcze nic nie znaczy. Stal po zdobyciu przez Janotę bramki, zamiast zespołu, który jest specjalistą od wyszarpywania punktów z gardła każdemu rywalowi w każdym możliwy sposób, zaczęła przypominać jakieś tłuste, najedzone i zadowolone z siebie kocury, którym nie za bardzo chce się ganiać po boisku. Zupełnie nie wiadomo, czemu tak to wyglądało do końca pierwszej połowy, ale wiadomo, czym się skończyło.
I jak znamy Smółkę, to w przerwie musiał większość ze swoich piłkarzy ustawiać do pionu, ale pewnie w życiu się nie spodziewał, że już pierwsza akcja Rakowa w drugiej połowie przyniesie mu kolejną bramkę. No i zamiast szybkiego powrotu do gry, był kolejny strzał, po którym trzeba się było otrząsnąć. Zanim więc Stal wróciła do równowagi, czasu wystarczyło tylko na bramkę kontaktową.
To pierwsza porażka zespołu z Mielca w tym roku. Ale na miejscu kibiców Stali za bardzo byśmy się tym nie martwili. Taki zimny prysznic bardzo się piłkarzom Smółki przyda. Coś nam mówi, że szybko znów staną się największym specjalistą od wyszarpywania punktów z gardła każdemu rywalowi w każdym możliwy sposób…

Inne artykuły o: I Liga | Raków Częstochowa | Stal Mielec

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli