Radosław MAJECKI: Im więcej ludzi cię chwali, tym więcej będziesz miał też wrogów. Trzeba nauczyć się z tym żyć

Autor wpisu: 26 lipca 2017 08:57

Radosław Majecki trafił z Legii na wypożyczenie do Stali Mielec, gdzie wiele sobie po nim obiecują. Zresztą i on wiele sobie obiecuje po Stali. Przede wszystkim chce w niej regularnie grać i walczyć o awans do ekstraklasy. Z Radkiem porozmawialiśmy o tym, skąd wziął się u niego pomysł z tą Stalą, presji związanej z pochwałami, jakie zewsząd na niego spływają, o tym, co takiego wyniósł z Legii i nadziejach związanych z nowym klubem i nadchodzącym sezonem.

FUTBOLFEJS.PL: Powiedz, jak ty się w ogóle w Stali Mielec znalazłeś?
RADOSŁAW MAJECKI: Pojechałem z Legią na obóz do Warki. Tam trener Jacek Magiera wziął mnie na rozmowę i powiedział: „Radek, nie ma żadnych szans, żebyś w tym sezonie zagrał jakikolwiek mecz. Chciałbym, żebyś poszedł do pierwszej ligi na wypożyczenie, tam się ograł i zobaczymy, co będzie potem”. Powiedziałem to mojemu menedżerowi. Przygotował mi propozycje z dwóch klubów, w których mógłbym powalczyć o miejsce w składzie – Stali i Olimpii Grudziądz. Zdecydowałem się na Stal, bo uznałem, że tu będę miał większe szanse.

A to ciekawe, bo wydawać by się mogło, że to akurat w Olimpii będziesz miał łatwiej o miejsce w składzie. Do Śląska wrócił właśnie z wypożyczenia Kuba Wrąbel. Poza tym jego przykład pokazuje, że Grudziądz to świetne miejsce dla młodego bramkarza, by nabrał doświadczenia. W Stali dotychczasowi bramkarze, czyli Marek Kozioł i Tomasz Libera, zostali i pewnie miejsca łatwo nie oddadzą.
Wiem, tak można to odczytać. Ale zdecydowało co innego. W Mielcu jest lepsza atmosfera do piłki. Więcej kibiców, klub z tradycją, bardziej medialny. Widać, że całe miasto żyje klubem. Frekwencja na meczach jest wyższa, lepszy doping. Tu bardziej mi się spodobało.

Rozmawialiśmy o tobie z trenerem Smółką i zapytany, czy jesteś już gotowy na to, by grać w pierwszej lidze, odpowiedział, że według niego jesteś gotowy, by grać nawet w ekstraklasie.
Ja nie ukrywałem od samego początku, jak tylko tu się pojawiłem, że jestem po to, by wywalczyć miejsce w wyjściowym składzie i grać. Wiem, że nikt mi tu nic za darmo ani na ładne oczy nie da, zresztą trenerzy cały czas to powtarzają, że musi być rywalizacja, a bronił będzie ten, który tę rywalizację wygra. Nikt mi nie powiedział, że mam iść do Stali, bo tam będę miał zagwarantowane miejsce w składzie. Marek Kozioł i Tomek Libera też chcą bronić i łatwo swojej pozycji nie odpuszczą. Są dłużej w tej drużynie, znają ją lepiej, znają specyfikę pierwszej ligi. Ja jestem nowy i młody. Ale walczę.

Słyszałeś takie argumenty, że jesteś jeszcze za młody, że masz czas? Akurat trener Smółka mówi, że to żaden argument, że w Polsce za często patrzy się na wiek piłkarza, gubiąc przy okazji to, co jest dużo ważniejsze.
Nie uważam wcale, że jestem za młody na to, by regularnie grać. Pewne doświadczenia z Legii już wyniosłem. Można powiedzieć, że z piłkarskiego punktu widzenia trochę przeżyłem. Niewiele, ale to już coś. Zresztą czuję, że jestem gotowy. Charakter mam, umiejętności też. Wiem, że dużo pracy przede mną. Ale też wiem, że nadchodzi mój czas.

Akurat masz tu dwa silne wzorce – trener Wyparło, który przecież był świetnym bramkarzem, no i trener Smółka, który również grał jako bramkarz, a poza tym jako szkoleniowiec wychował już kilku młodych bramkarzy, którzy bronią dziś z powodzeniem.
Zgadza się. I od obu trenerów czuję bardzo duże wsparcie. Cały czas mi podpowiadają, nakierowują, jak się lepiej ustawić, jaką decyzję podjąć, co zrobić.

A to, że tak bardzo w ostatnim czasie przez wszystkich jesteś chwalony, przeszkadza ci, czy może wręcz przeciwnie – podbudowuje? Bo gdzie o ciebie nie zapytać, tam same pochwały. W Legii, teraz w Stali. Mówią, że masz talent na miarę Wojtka Szczęsnego albo i większy. Na razie nie wyglądasz na takiego, któremu od tych pochwał mogłoby poprzewracać się w głowie, natomiast to jest dla ciebie jakaś dodatkowa presja?
Słyszę czasami to wszystko, wiem, że ludzie o mnie mówią, ale staram się od tego odcinać. Nie chcę powiedzieć, że to jakaś dodatkowa presja, ale zdaję sobie sprawę, że te wszystkie pochwały sprawiają, że więcej kibiców patrzy na mnie, więcej będzie mi się przyglądać i oczekiwać, jak ja się zaprezentuje. Wiadomo, że im więcej ludzi cię chwali, tym więcej będziesz miał też wrogów. Pewnie są i tacy, którzy czekają na błąd, by wyśmiać ten talent i później powiedzieć, że jest za młody, że musi pracować na treningach, a nie grać i tak dalej. Muszę się nauczyć żyć obok tego wszystkiego i się tym kompletnie nie przejmować. Po prostu robić swoje. Ja doskonale zdaje sobie sprawę, co już umiem, a czego nie. Ile jeszcze pracy przede mną, ile elementów muszę poprawić, w czym się szkolić.

Czyli z odpornością psychiczną nie będzie problemu?
Nie wydaje mi się. Mam charakter i z tym sobie poradzę. Często rozmawiam na ten temat z trenerami i oni często powtarzają, że to napastnicy i skrzydłowi popełniają najwięcej błędów w meczu. Ale każdy o tych ich błędach pamięta co najwyżej minutę. Napastnik może pomylić się w meczu piętnaście razy, ale wystarczy, że strzeli zwycięskiego gola i zostaje bohaterem. A bramkarz może mieć piętnaście świetnych interwencji, ale jak popełni jeden błąd, przez który przegramy 0:1, to ten błąd będzie mu pamiętany i wypominany przez rok albo i dłużej.

Od zawsze chciałeś być bramkarzem?
Czy od zawsze? Zawsze gdzieś tam kopałem piłkę, biegałem za nią, ale nie myślałem, by zostać bramkarzem. Stało się tak trochę za namową rodziców i brata. Powiedzieli, że mam warunki, że lepiej wygląda to, jak bronię, niż jak biegam za piłką, i tak już zostało. A umiejętność gry nogami i tak się przyda. Jak się nie ma w głowie, to się ma w nogach (śmiech).

Dużo dały ci treningi w Legii i podpatrywanie Arka Malarza, czy Radka Cierzniaka?
Oczywiście. Gdybym tam nie trafił, nie zebrał – małego, ale niezbędnego – doświadczenia, dziś na pewno tutaj by mnie nie było. Tłoczyłbym się w juniorach, albo w poprzednim klubie. Z Legii wyniosłem bardzo dużo. To nawet trudno w kilku zdaniach opowiedzieć. Podpatrywanie Arka, Radka, Kuby Szumskiego, czy wcześniej Dusana Kuciaka, dla tak młodego chłopaka jak ja to naprawdę świetna sprawa. Przekazali mi mnóstwo bardzo ważnych rzeczy. Śmiało mogę powiedzieć, że gdyby nie oni, na pewno nie umiałby tyle, ile już umiem.

A propos Kuby Szumskiego, bo o nim wspomniałeś, twoim zdaniem po tym sezonie spędzonym w Zagłębiu Sosnowiec, jest już bramkarzem na ekstraklasę?
Spokojnie by sobie poradził. Nie mam wątpliwości. Tym bardziej że jakiś czas temu zebrał przecież doświadczenie na tym poziomie w Piaście Gliwice, a poprzedni sezon – mimo pewnych kłopotów zdrowotnych, których nie da się przeskoczyć – miał bardzo udany. Tak, Kuba to dziś bramkarz na ekstraklasę.

W ogóle ta pierwsza liga jest fajnym miejscem dla młodych bramkarzy do tego, by się pokazać, zdobyć doświadczenie i się wypromować. Ostatnio chociażby Tomek Loska, czy Kuba Wrąbel.
Zgadza się. Dla mnie najważniejsza jest teraz Stal Mielec. Chcę bronić, wygrywać każdy mecz z tym zespołem i być jego dobrym duchem w szatni.

Masz za sobą grę w młodzieżowej Lidze Mistrzów. Oczywiście otoczka jej jest zupełnie inna niż w tej dorosłej, ale powiedz, jak odebrałeś występy w tych rozgrywkach, co one ci dały?
Odebrałem je jako nagrodę. Za ciężką pracę, wysiłek i mistrzostwo Polski w juniorach. Ta młodzieżowa Liga Mistrzów to naprawdę świetna sprawa i spory bagaż doświadczeń. Wyjść z grupy nam się nie udało, ale jestem dumny z drużyny. Graliśmy z charakterem do samego końca, nie odpuszczaliśmy nikomu, w kilku spotkaniach wręcz dominowaliśmy. Ktoś, kto widział nasze mecze, myślę, że z czystym sumieniem może powiedzieć, że w żadnym nie odstawaliśmy od rywali. Ani od Realu, ani od Borussii czy Sportingu. Nikt nie wywierał na nas żadnej presji, nie byliśmy w tym gronie żadnym faworytem, mieliśmy grać swoje bez żadnych obciążeń. I tak do tych spotkań podeszliśmy. Na luzie. Niczego nie musieliśmy. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że to dla nas nagroda, że wychodzimy na boisko, by walczyć i zdobywać nowe doświadczenie. Jestem przekonany, że te mecze zaprocentują w naszej dalszej karierze.

Wracając do Stali – twoim zdaniem na co będzie ją stać w tym sezonie?
Jestem tu krótko, ale jak patrzę na te wszystkie osoby w szatni, na to, jak podchodzą do treningów i gry w piłkę, jestem przekonany, że możemy walczyć o ekstraklasę. Nie sądzę, by ktokolwiek nas w tej lidze zlekceważył. Mamy być jednym z głównych kandydatów do gry o awans.

Odważnie. Tak nam się skojarzyło, jak kiedyś trener Dariusz Banasik opowiadał nam, że ludzie, którzy wychodzą z Legii, nigdy nie powiedzą, że bronią się przed spadkiem. Choćby nie wiadomo co, oni zawsze powiedzą, że grają o awans.
To prawda. W Legii każdemu wpajana jest gra o najwyższe cele. Liczy się tylko to, co na samym szczycie.

Rozmawiali Krzysztof Budka i Marcin Kalita

Inne artykuły o: Hit | I Liga | Stal Mielec

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli