Przestańcie ciągnąć pierwszą ligę w stronę dziadostwa

Autor wpisu: 7 marca 2018 10:15

Pierwszoligowy terminarz już na starcie tegorocznych rozgrywek zaczyna przypominać rozkład jazdy pociągów PKP sprzed jakichś dwudziestu, czy trzydziestu lat (teraz ponoć jest z tym lepiej, ale pociągami od dawna nie jeżdżę, więc nie mam pewności) – czyli mówiąc krótko: nijak ma się do rzeczywistości. Zamiast grać w piłkę, zaczynamy składać wnioski z prośbą o przełożenie meczów. Czemu? Bo grać nie ma na czym…

Teraz taki wniosek do PZPN z prośbą o przełożenie najbliższego spotkania z GKS Tychy złożyła Drutex-Bytovia, uzasadniając go m.in. tym, że utrzymująca się ujemna temperatura oraz duża pokrywa śniegu na trwale zespolona z trawą i dodatkowo bardzo głęboka zmarzlina nie rokuje optymistycznie mimo zapowiadanego ocieplenia pod koniec tygodnia.
Na oficjalnie stronie klubowej drużyny z Bytowa można przeczytać, że przecież w poprzedniej kolejce z tego samego powodu nie odbyły się mecze w Grudziądzu, Niepołomicach i Chojnicach, więc… Więc nie dziwmy się, że problemy ma też Bytovia i nie czepiajmy się. Skoro wolno było przełożyć mecze innym, czemu ma nie być wolno zespołowi Adriana Stawskiego?

No właśnie, trzy spotkania przełożone w pierwszej tegorocznej kolejce, czwarte szykuje się w drugiej, do tego trzeba dodać Górnika Łęczna, który – na szczęście nieskutecznie – próbował przełożyć mecz z Wigrami, będzie jeszcze przełożony mecz 23. kolejki w Głogowie (o czym na końcu), no i dwa kabarety, jakie jesienią miały miejsce w Olsztynie przy okazji niedoszłego do skutku spotkania Stomilu z Wigrami. Jak to się ma do profesjonalnych rozgrywek piłkarskich? Nijak. Zamiast w stronę profesjonalizmu, pierwsza liga niebezpiecznie zjeżdża w kierunku jakiegoś dziadostwa. I nie wszystko da się zrzucić na pogodę, prawda?

Trudno w ogóle wyobrazić sobie podobne gmeranie w terminarzu Lotto Ekstraklasy i zasypywanie PZPN wnioskami o przekładanie spotkań. A przecież do tej ekstraklasy pod względem organizacyjnym pierwsza liga próbuje się zbliżać – i bardzo dobrze, że próbuje. Ekstraklasa zaczęła grać w tym roku prawie miesiąc wcześniej niż pierwsza liga i grała nawet gdy na termometrze było grubo poniżej minus dziesięciu stopni. No, ale tam mają na czym, a w pierwszej lidze – jak widać – wciąż nie wszędzie. I tu jest oczywiście pies pogrzebany.

Tydzień temu sami opowiadaliśmy się za przełożeniem całej kolejki – całej, a nie poszczególnych meczów, bo to naszym zdaniem jest rozwiązanie nieuczciwe, jeśli kilka zespołów musi ganiać po boiskach w takiej aurze, a kilka innych odrobi to sobie, gdy temperatura będzie dodatnia i warunki o niebo lepsze. Tak więc opowiadaliśmy się za przełożeniem całej kolejki, ale przede wszystkim ze względu na komfort widzów. Skoro jednak postanowiono gdzieniegdzie grać, to grać powinno się wszędzie. Ale nie wszędzie grano, bo nie wszędzie było na czym…

Dlatego absolutnie niezbędnym rozwiązaniem, który by ten cały chocholi taniec z przekładaniem meczów przerwał, jest oczywiście to samo rozwiązanie, które zostanie niedługo wprowadzone w najwyższej klasie rozgrywkowej, a które przeforsowano podczas cichej reformy ekstraklasy – mianowicie obowiązek posiadania własnego (podkreślamy – własnego, czyli w swoim mieście) stadionu spełniającego wszystkie wymogi gry na tym poziomie. Nie masz takiego stadionu, nie bawisz się z nami w ekstraklasę, choćbyś nie wiem jak silny miał zespół i wywalczył z nim awans. Gra na wynajętych obiektach ma być niedopuszczalna. Chodzi oczywiście o wizerunek ligi, której przecież ewidentnie szkodzi chociażby to, co w tym sezonie dzieje się wokół Sandecji.

Dokładnie to samo należałoby zrobić w pierwszej lidze. I to jak najszybciej. Nie chodzi o tak ścisłe wymogi licencyjne, jak ma to miejsce w przypadku ekstraklasy, ale boisko, na którym rozgrywane są ligowe mecze i boisko (choćby jedno) treningowe z podgrzewaną murawą to chyba standard, który nie jest żadnym pomysłem wziętym z kosmosu, prawda? Nie masz takich boisk – nie bawisz się z nami w pierwszą ligę. Proste. Przypuszczamy, że szybko skończyłoby się zasypywanie związku wnioskami z prośbą o przełożenie meczów. A i komfort gry oraz bezpieczeństwo piłkarzy z pewnością by się poprawiły.
Jakiś czas temu wprowadzono w pierwszej lidze obowiązek posiadania sztucznego oświetlenia. I co? Ktoś tam pobrąchał, ktoś inny pomarudził, ale maszty każdy zamontował i dziś nikt nie traktuje tego jak luksus tylko po prostu standard, bez którego nie ma mowy o grze w tej lidze. Czyli można.

Na razie kluby – szczególnie te, którym „grozi” awans do ekstraklasy – wzięły sobie to mocno do serca. O Miedzi nie ma co wspominać, bo akurat w Legnicy pod tym względem do gry w ekstraklasie już od jakiegoś czasu są przygotowani. Chojniczanka kończy właśnie modernizację swojego obiektu, a działacze w Chojnicach zapewniają, że na najbliższe spotkanie u siebie będzie już „po wszystkim”. O dostosowanie stadionu do wymogów ekstraklasy rozmowy z miastem prowadzi Raków – z wiadomych względów do łatwych one nie należą, niemniej jest ponoć światło w tunelu, i to całkiem spore, że nie tylko na rozmowach się skończy. Zresztą w Częstochowie nie mają innego wyjścia, jeśli chcą sforsować bramy ekstraklasy. A wiemy, że chcą. Podobnie rzecz ma się w Mielcu – tam wciąż nie ma podgrzewanej murawy, ale podobno „niedługo” ma być. Nowy stadion mają zamiar budować w Opolu…

Nie zmienia to faktu, że coś z tym trzeba zrobić. I dobrze by było, gdyby taki przepis jak najszybciej się pojawił i był oczywiście egzekwowany. By ta boiskowa bieda w pierwszej lidze przestała już straszyć.

A poza tym, już tak na marginesie, choć sprawa marginesowa wcale nie jest, szkoda, że do tego całego bałaganu z rozwalaniem pierwszoligowego terminarza, swoje trzy grosze dorzuca też PZPN, przekładając jeszcze jedno spotkanie. Tu już chodzi o mecz z 23. kolejki Chrobrego z Pogonią, które odbędzie się nie 23 marca, czyli po bożemu, tak jak miało się odbyć, ale 11 kwietnia. Powód? Spotkania eliminacji mistrzostw Europy U-17, które od 21 do 27 marca rozgrywać się będą na stadionie w Głogowie. I niby wszystko fajnie, dla Głogowa to pewnie spore wyróżnienie, tylko czy na pewno, znając terminy UEFA, nie dało się tak tego wszystkiego ustawić w terminarzu pierwszej ligi, by nie rozwalać kolejki? Myślimy, że pewnie by się dało… Cóż, gdyby był to jednorazowy incydent, można byłoby nie zwrócić na niego uwagi, ale gdy już od pierwszej tegorocznej kolejki mamy do czynienia z rozwalaniem pierwszoligowych rozgrywek, kolejny kamyk do ogródka poważnie zaczyna uwierać.

Inne artykuły o: I Liga

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli