Podbeskidzie i Kocian – to już koniec niespełna rocznego romansu

Autor wpisu: 7 sierpnia 2017 20:08

Jan Kocian nie będzie trenerem Podbeskidzia w tym sezonie. Nikt tego oficjalnie nie ogłosił, ale obie strony zachowują się tak ostentacyjnie, że trudno uwierzyć, by jeszcze kiedyś miały się zejść i znów połączyć w udany związek.

Jan Kocian jest na zwolnieniu lekarskim i będzie na nim do 18 sierpnia. Ostatnim meczem, w którym poprowadził Podbeskidzie był pucharowy z Radomiakiem (wygrany po karnych). Potem Kocian przedstawił zwolnienie lekarskie i w meczach ligowych drużynę przejął jego asystent Dariusz Fornalak. Kociana na pewno nie będzie z drużyną ani we wtorkowym meczu Pucharu Polski ze Świtem Nowy Dwór, ani w najbliższym ligowym ze Stomilem Olsztyn, ani już pewnie w żadnym innym.

Zwolnienia lekarskie się zdarzają, trenerom także, aczkolwiek jakoś tak to bywa, że jak szkoleniowcy gdzieś machają L-4, to z reguły nie kryją sie za tym kłopoty zdrowotne, a wiele innych.
Sam Kocian konsekwentnie odmawia komentarza do obecnej sytuacji, także przy próbach kontaktu zasłaniając się zwolnieniem lekarskim i posiłkując się prośba o zachowanie prywatności. W pierwszym odruchu można było jeszcze uwierzyć w jego nagły problem zdrowotny. Ale trudniej dać temu wiarę, gdy uświadomić sobie, że swoim L-4 najbardziej zaskoczył klubowe władze.
Trener nie musi wszem i wobec rozpowiadać o problemach zdrowotnych – to oczywiste. Ale jednak raczej normalnym zachowaniem jest porozmawianie o tym przynajmniej ze swoimi przełożonymi. „Słuchajcie, jest tak a tak, muszę iść na badania, muszę się położyć w szpitalu. Dam wam znać, co i jak, zastanowimy się, co dalej” – taka mniej więcej rozmowa przychodzi na myśl. W Bielsku-Białej nawet jej namiastki nie było. L-4 wylądowało na biurku klubowej sekretarki.

I szefowie Podbeskidzia już od ponad dwóch tygodni nie wiedzą, jak zjeść tę żabę. O L-4 dowiedzieliśmy się od samego Kociana, bo klub długo udawał… że nic się nie dzieje. Kłopot z decyzją o kształcie komunikacji wynikał z pewnością także z nakładającego się na ten czas urlopu prezesa Tomasza Mikołajki. Dopiero w ten poniedziałek zarząd zdecydował się wydać oficjalny komunikat.
„Władze klubu są zaskoczone działaniami Jana Kociana” – czytamy w nim. I dalej: „Szkoleniowiec opuścił zespół w tygodniu przed inauguracją rozgrywek ligowych i przesłał do klubu zaświadczenie lekarskie. O zamiarze udania się na zwolnienie lekarskie trener nie informował wcześniej swoich przełożonych i współpracowników.
Obecnie Jan Kocian z klubem nie kontaktuje się osobiście, ale wyłącznie za pośrednictwem kancelarii prawnej. Władze klubu nie wiedzą czy przedłożone zwolnienie lekarskie zostanie przedłużone i do kiedy naprawdę potrwa absencja trenera. Klub starał się spełnić wszelkie życzenia trenera w zakresie miejsca przygotowania drużyny do sezonu oraz w kwestii doboru nowych zawodników. W tym celu klub sfinansował obóz przygotowawczy na Słowacji w miejscu wskazanym przez trenera pomimo tego, iż przygotowania w Polsce byłyby dużo tańsze. Dodatkowo wszystkie transfery dokonane w letnim okienku transferowym były przeprowadzone w porozumieniu z trenerem i za jego pełną zgodą.
Przed przedłożeniem zwolnienia lekarskiego reprezentująca trenera kancelaria prawna zwróciła się do zarządu TS Podbeskidzie o rozwiązanie kontraktu z winy klubu. Jest to żądanie bezpodstawne, ponieważ klub wywiązywał się i nadal wywiązuje ze wszystkich swoich zobowiązań wynikających z kontraktu z trenerem Kocianem i spełniał wszelkie jego życzenia względem warunków pracy.”

W komunikacie poruszono dwie kwestie, co do których spekuluje się w mediach. Że przyczyną końca „romansu” Kociana z Podbeskidziem są opóźnienia z wypłatą wynagrodzenia – czemu klub zaprzecza. Albo nieporozumienia z dyrektorem sportowym Andrzejem Rybarskim w sprawach transferowych – czemu klub też zaprzecza. Ale to tylko jedna strona medalu. Druga pozostaje nieznaną, bo Kocian konsekwentnie kontaktu unika.

Cała sprawa jest mocno szokująca, bo Kocian od przyjścia do Podbeskidzia w październiku zeszłego roku podkreślał, jak dobrze mu się współpracuje z klubowymi władzami, ile w Podbeskidziu można zrobić i jak perspektywiczna to praca.
Tuż po objęciu funkcji w rozmowie z nami podkreślał: – Gdy zadzwonił do mnie prezes Mikołajko, jedną nogą byłem już w… Azji. Ale prezes okazał się bardzo skuteczny (śmiech). Roztoczył przede mną całkiem sensowną wizję klubu, dużo opowiadał o tym, jak klub funkcjonuje, jakie ma cele i jaką infrastrukturę. Przyznam, że mnie tym „złamał”, bo wszystko to zabrzmiało bardzo dobrze.
Na koniec rundy jesiennej Kocian dodawał: – Wiele rozmawiamy z prezesem Mikołajko, bardzo wiele. I muszę powiedzieć, że dotychczas w żadnym polskim klubie nie dostałem jeszcze tak bardzo wolnej ręki w przeprowadzaniu zmian. Szefowie klubu wiedzą, w jakim stanie przejmowałem zespół, i wiedzą, dokąd zmierzamy. Wiedzą także, że to, co planujemy zrobić, to nie jest robota na dwa czy trzy tygodnie. To są zmiany w organizacji gry, stylu grania, w całej filozofii ofensywy i defensywy – czasami wymagające także przestawiania piłkarzy na pozycjach, na co znów trzeba czasu, pracy, zrozumienia i cierpliwości.

Ba, jeszcze gdy rozmawialiśmy w czerwcu, absolutnie nic nie wskazywało na gwałtowny rozwód, tym bardziej, że klubowa kadra faktycznie zdawała się być kształtowana po myśli trenera, o czy trener wiele opowiadał i tłumaczył. Podbeskidzie Kociana miało walczyć o ekstraklasę.
A jednak… Garnki zostały rzucone, walizy spakowane, szykuje się rozprawa rozwodowa, z której jednak bardziej poszarpane – jak się wydaje – wyjdzie Podbeskidzie. Na razie po dwóch kolejkach ligowych bez Kociana w dorobku ma jeden punkt, choć z Kocianem celowało w sześć…

Inne artykuły o: I Liga | Podbeskidzie Bielsko-Biała

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli