PIERWSZA LIGA: Transferowe strzały w dziesiątkę, czyli przydatna ściągawka przed zimą

Autor wpisu: 12 grudnia 2017 13:02

Kilka dni temu zaprezentowaliśmy ranking największych transferowych niewypałów minionej rundy w pierwszej lidze (TUTAJ), tym razem strzały w dziesiątkę, których na szczęście nie brakowało. I które, co ważniejszej, w wielu wypadkach przyćmiły pomyłki. Oto TOP 10 najlepszych – naszym zdaniem – transferów w poprzednim oknie na zapleczu ekstraklasy. Lista, która przed zimowymi wzmocnieniami może być pomocną ściągawką w kilku (a może nawet wszystkich) klubach.

1. Radosław Janukiewicz (Chojniczanka)

Dla nas to zdecydowanie transfer numer jeden w tym sezonie w pierwszej lidze. W ubiegłym Chojniczanka miała dwóch równorzędnych i naprawdę dobrych, a na tę ligę nawet bardzo dobrych, bramkarzy. Postanowiono jednak zaryzykować i coś w tym temacie zmienić. Mówi się co prawda, że lepsze jest wrogiem dobrego, ale nie w tym przypadku.
Janukiewicz poprzednich dwóch sezonów nie miał specjalnie udanych (nie potoczyła się dobrze jego historia w Górniku Zabrze, potem pograł w rezerwach Pogoni i nie podbił norweskiego Stromsgodset), ale nikomu to w Chojnicach nie przeszkadzało. Uznano, że chłopak ma jeszcze coś do udowodnienia, a jego ogromne doświadczenie drużynie może tylko pomóc.
Ponad 100 meczów w ekstraklasie (przede wszystkim w Pogoni Szczecin), mnóstwo na poziomie pierwszej ligi (i w Pogoni, z którą awansował, i w Śląsku Wrocław), nauki z Norwegii i Grecji. Plus niewyparzony język i niesamowicie mocny charakter, który… trzeba będzie okiełznać. Albo dobrze ukierunkować, ale to już rola trenera – pisaliśmy latem. I to się trenerom w Chojnicach udało.
Trudna do przecenienia jest zasługa Janukiewicza w tym, że Chojniczanka rok kończy na pozycji lidera, tak samo jak to, że w 19 meczach straciła zaledwie 13 goli. Mają teraz w Chojnicach jednego lidera w polu – Pawła Zawistowskiego, i drugiego w bramce.

2. Szymon Lewicki (Zagłębie Sosnowiec)

Przychodził do tego Zagłębia niejako na dokładkę, bo numerem jeden w ataku miał być tam jesienią niejaki Alexandre Cristovao – pieczołowicie testowany latem reprezentant Angoli. – Zobaczycie, to Szymek będzie najlepszym strzałem transferowym Zagłębia – mówił przed sezonem Artur Derbin. I oczywiście miał rację.
Trudno zrozumieć, dlaczego tak łatwo pozbyto się tego piłkarza w Podbeskidziu, skoro wiosną udowodnił, że nie ma drugiego tak skutecznego napastnika w tym zespole (podobno między nim a Janem Kocianem nie było chemii). Choć rzadko miał miejsce w pierwszym składzie, nie narzekał, tylko wchodził z ławki i ładował gole jak na zawołanie.
Tak więc latem był do wzięcia i skusili się na niego w Sosnowcu, choć – jak przyznawał ówczesny trener Dariusz Banasik – Lewicki wcale nie był numerem jeden wśród kandydatów. Na szczęście dla Zagłębia ci, którzy na tej liście byli przed nim, z różnych przyczyn się wykruszyli. Mówiłem, że to będzie najlepszy letni transfer Zagłębia i się nie pomyliłem. Szymon nie jest za szybki, ale jak to mówił Ruud van Nistelrooy – tacy napastnicy są jak keczup – naciskasz, naciskasz i nie chce lecieć albo leci bardzo powoli, ale w pewnym momencie jak już „odpali”, to nie do powstrzymania, wszystko masz zachlapane. I Szymon taki jest – typowy egzekutor. Do tego świetnie gra głową. Powiem tak: widziałem wiele meczów Zagłębia tej jesieni i gdyby wykorzystał wszystkie albo prawie wszystkie sytuacje, jakie miał, już teraz byłby królem pierwszoligowych strzelców. Tak więc ma nad czym jeszcze pracować, choć trudno sobie wyobrazić, gdzie dziś byłoby Zagłębie bez jego bramek – to raz jeszcze Derbin, były szkoleniowiec Zagłębia. Błyskotliwie i w punkt.

3. Radosław Majecki (Stal Mielec)

Najmłodszy bramkarz w pierwszej lidze i przez ogromną większość kibiców uznawany za najlepszego. Cóż, niby dopiero 18 lat na karku, a w większości meczów bronił jak rutyniarz. Pamiętamy, jak przed startem sezonu zapytaliśmy Zbigniewa Smółkę, czy aby jest pewny tego, co robi, stawiając w bramce na tak młodego chłopaka.
– Wielu młodych bramkarzy trenowałem, wielu wypromowałem, ale chłopaka z takimi umiejętnościami w tak młodym wieku jeszcze nie widziałem. To piłkarz gotowy, by grać nie tylko w pierwszej lidze, ale i w ekstraklasie.  Dobrze ułożony, pewny siebie. Silny mentalnie, ciężko pracujący. Ma dużą przyszłość przed sobą. Jeśli się nie pogubi, to może go czekać kariera reprezentacyjna – odpowiadał. I z pewnością na Majeckim się nie zawiódł. Ani on, ani Stal.
Zimą bramkarz ma wrócić do Legii i pojechać z nią na obóz. Trenerzy bramkarzy mistrzów Polski chcą się przyjrzeć postępom, jakie Radek zrobił przez ostatnie pół roku na wypożyczeniu w Mielcu. I jeśli uznają, że potrzebują go w Legii, do Mielca wiosną już nie wróci. Majecki został latem wypożyczony co prawda na rok, ale w umowie zawarto zapis, według którego może wrócić do stołecznego klubu po rundzie jesiennej.
Legia swoich wychowanków zawsze ogląda w trakcie okresu przejściowego, często zabiera ich na zgrupowania. Jeśli faktycznie będzie chciała, by pojechał na jej obóz, to pojedzie. Ale decyzja dotycząca tego, czy wiosną nadal będzie mógł bronić dla Stali, czy zostanie w Legii, zapadnie pewnie w styczniu. Mam nadzieję, że będzie dla nas pozytywna – mówi Smółka. Szkoda by było, gdyby Majecki wiosnę miał spędzić na ławce – nawet jeśli miałaby to być ławka mistrzów Polski (bo trudno przypuszczać, by miał tam szansę na grę w pierwszym składzie) – lub w legijnych rezerwach. Jednak walka o ekstraklasę w barwach Stali to dużo większe wyzwanie…

4. Rafał Niziołek (Odra Opole)

Pierwszą ligę zna doskonale, jest z tego regionu, dlatego uważam, że to bardzo dobry ruch – mówił nam przed sezonem trener Mirosław Smyła. No właśnie, Niziołek już w ubiegłym sezonie w barwach outsidera z Kluczborka mocno wyróżniał się na plus, dlatego wcale nie zdziwiliśmy się, gdy po spadku MKS-u po tego piłkarza sięgnął sąsiad, który awans do pierwszej ligi właśnie wywalczył.
To był do tej pory bardzo przyzwoity piłkarz jak na tę ligę, ale wydawało się, że pewnego poziomu jednak nie przeskoczy. A tu niespodzianka. Kapitalnie wpasował się w zespół, który zmontował Smyła i od początku jesieni jest absolutnie kluczową postacią w drugiej linii beniaminka i jednym z najlepszych pomocników w całej pierwszej lidze . Może i trudno spodziewać się po nim fajerwerków, ale te przecież miał gwarantować w Odrze Daisuke Matsui…

5. Łukasz Budziłek (Wigry Suwałki)

Do Wigier załapał się last minute, ale jego transfer wlał w zespół Artura Skowronka, który początek sezonu miał fatalny, nowego ducha. Latem wrócił z wypożyczenia w Chojniczance do Lechii, ale jasne było, że tam grać raczej nie będzie. Trafił więc z powrotem na zaplecze ekstraklasy, gdzie po raz kolejny udowodnił, że jest bardzo dobrym – jak na tę ligę – bramkarzem. To między innymi dzięki niemu zespół z Suwałk przeszedł jesienią największą metamorfozę w pierwszej lidze i z drużyny, która długo nie mogła opuścić strefy spadkowej, stała się jedną z najatrakcyjniejszych i najlepiej punktujących.
Z końcem roku Budziłkowi kończy się jednak wypożyczenie do Wigier, więc nie wiadomo, czy wiosną będzie w tym klubie jeszcze grał. Katowicki „Sport” pisał niedawno, że bramkarz znajduje się na liście życzeń Piasta Gliwice. Tyle że jeśli tam miałby być zmiennikiem Jakuba Szmatuły i wiosnę przesiedzieć na ławce, to chyba lepiej, żeby jednak w tych Wigrach jeszcze przez wiosnę pograł. Choć naszym zdaniem gdyby dostał szansę w ekstraklasie, pewnie bez problemu by ją wykorzystał.

6. Rafał Augustyniak (Miedź Legnica)

Przechodząc latem z Wigier do Miedzi, trener Dominik Nowak zabrał ze sobą trzech piłkarzy: Omara Santanę, Franka Adu Kwame i Rafała Augustyniaka. Wydawało się, że najmniejsze szanse na to, by z tej trójki błyszczeć w nowym klubie, będzie miał ten ostatni. Ale pozory często mylą. Naszym zdaniem to właśnie Augustyniak w stu procentach wykorzystał ten transfer. I nie chodzi tylko o wyjątkowej urody bramkę z połowy boiska, jaką zdobył w meczu z… Wigrami. Jesienią był po prostu w Miedzi nie do zastąpienia. 19 meczów (liga plus Puchar Polski), dzielił i rządził w pomocy, a kiedy trzeba było, łatał dziury w obronie.
Piłkarsko rozwinął się w ostatnim czasie niesamowicie. Ta jego uniwersalność stała się jego największym atutem, ale potrafi też zrobić doskonały pożytek ze swoich warunków fizycznych. Tacy ludzie w tej lidze są nie do przecenienia. Jeszcze chwila i Augustyniak spokojnie będzie mógł aspirować do gry w ekstraklasie. Co prawda występy w niej już zna, tyle że teraz będzie mógł tam zakotwiczyć na dłużej. Tak nam się przynajmniej wydaje.

7. Andrzej Niewulis (Raków Częstochowa)

Latem spytaliśmy trenera Rakowa Marka Papszuna, czemu nie szukał nikogo, kto zostałby w szatni liderem, kto zna bardzo dobrze pierwszą ligę i pomógłby jego chłopakom wejść w nową rzeczywistość bez szoku.
Jak to nie szukałem? Wzięliśmy Niewulisa. Superchłopak, doświadczony na tym poziomie. To piłkarz z jednej strony wciąż jeszcze rokujący na rozwój, z drugiej już ten poziom znający – natychmiast odpowiedział Papszun.
Hmm… W poprzednim sezonie często gościliśmy na meczach Znicza i jakoś nie zauważyliśmy, by Niewulis był tam jednym z wyróżniających się piłkarzy. No, ale wygląda na to, że jednak Papszun doskonale wiedział, co robi, bo to był najlepszy i najwartościowszy letni transfer Rakowa. Przynajmniej jeśli brać pod uwagę pierwszą część sezonu. Dużo więcej spodziewaliśmy się po Embalo czy Papikjanie, ale obu przyćmił Niewulis. Zagrał we wszystkich meczach w lidze od początku do końca. I to w zasadzie wystarczyłoby za całe uzasadnienie, bo pokazuje, jak ważny to piłkarz w ekipie Papszuna.

8. Maksymilian Banaszewski (Stal Mielec)

Wielki talent, jaki bardzo chcieliśmy pozyskać. Już trzy lata temu, jak prowadziłem Odrę Opole i grałem ze Zniczem w Pucharze Polski, myślałem, że w ciągu najbliższych sześciu miesięcy pójdzie do ekstraklasy. Liczę, że szybko wróci na właściwe tory – mówił nam latem o Banaszewskim trener Stali Zbigniew Smółka. Maks faktycznie „schował” się na jakiś czas w tym Pruszkowie przed piłkarskim światem, zupełnie niepotrzebnie, bo stać go naprawdę na wiele. Potencjał ma ogromny, 22 lata na karku, więc czas ten potencjał ujawnić. Z Mielca i pod okiem Smółki do tej ekstraklasy będzie mu na pewno bliżej, kto wie, może nawet trafi tam ze Stalą.
Jesień miał bardzo udaną. Szybko przekonał wszystkich, że podobnie jak w przypadku Majeckiego, i w jego przypadku Smółka doskonale wiedział, co robi, i się nie pomylił. Był taki moment w trakcie rundy, gdy Stal wpadła w dołek. Zadyszkę złapali prawie wszyscy piłkarze tej drużyny poza Banaszewskim, którego nawet po przegranych meczach chwalono. Nic dziwnego, że był nie do zastąpienia. Wystąpił w każdym z 19 ligowych meczów. I tylko goli mogłoby być trochę więcej (na razie na koncie trzy)…

9. Patryk Klimala (Wigry Suwałki)

A to „zloty chłopak”, który trafił się Wigrom. 19-latek wypożyczony z Jagiellonii w drugiej części jesieni robił prawdziwą furorę na pierwszoligowych boiskach. Strzelał, jak na zawołanie. W pewnym momencie wydawało się, że nie może przestać. Te jego gole pozwoliły Wigrom opuścić strefę spadkową i kończyć rok w środku tabeli. A kto wie, czy nie byłoby jeszcze lepiej, gdyby nie odwołano meczu ze Stomilem w Olsztynie. I Wigry, i Klimala w tym czasie byli w niesamowitym gazie.
Klimala ma na koncie epizod w ekstraklasie, ale na tamten poziom jeszcze chyba nie jest gotowy. Dlatego dobrze się stało, że trafił do Wigier i może pograć w pierwszej lidze. Zresztą mając przy boku tak doświadczonych kolegów jak Rumun Iorga czy Ukrainiec Pyłypczuk, tylko na tym skorzysta. To na pewno materiał na solidnej klasy snajpera. No i na młodzieżowego reprezentanta kraju.

10. Paweł Tomczyk (Podbeskidzie Bielsko-Biała)

Kolejny młody napastnik, który zamiast spędzać czas na ławce w ekstraklasie, wybrał grę w pierwszej lidze. I bardzo dobrze, bo jesienią Tomczyk bardzo szybko udowodnił, że stać go na to, by w tej lidze błyszczeć. Skorzystał na tym i Lech, którego jest piłkarzem, i oczywiście Podbeskidzie, dla którego jesienią Tomczyk strzelił 7 goli (6 w lidze i 1 w Pucharze Polski). Skorzystał wreszcie sam piłkarz, który dzięki dobrym występom w barwach Górali trafił do młodzieżowej reprezentacji.
Lech zapisał sobie w umowie prawo skrócenia wypożyczenia po rundzie jesiennej i gdyby z tego prawa skorzystał, byłaby to na pewno strata dla Górali. W Poznaniu mają w kadrze pierwszego zespołu dwóch duńskich napastników, na pewno bardziej doświadczonych od Tomczyka, ale czy poza tym doświadczeniem młody Polak tak mocno od nich odstaje? Wątpliwe. Jeśli wiosną miałby tam szansę na grę, niech wraca. Ale jeśli miałby tylko patrzeć na to, jak grają Duńczycy, to lepiej niech zostanie w Bielsku i strzela dla tej drużyny kolejne gole.

Inne artykuły o: I Liga

  • Łukasz Walter

    Klimali nie było w kadrze Wigier na odwołany mecz ze Stomilem.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli