PIERWSZA LIGA: Transferowe niewypały jesieni, czyli jakich błędów nie popełniać zimą

Autor wpisu: 10 grudnia 2017 14:42

Mieli być gwiazdami, a w najgorszym razie solidnymi wzmocnieniami. Sporo oczekiwaliśmy po nich tej jesieni w pierwszej lidze i równie mocno się rozczarowaliśmy. Oto TOP 10 największych transferowych niewypałów minionej rundy na zapleczu ekstraklasy – taka lista antygwiazd, która przed zimowym oknem transferowym być może da kilku osobom w niektórych klubach do myślenia. Oby.

1. Daisuke Matsui (Odra Opole)

Nie może być inaczej. Utytułowany Japończyk musi otwierać tę listę. To jest w zasadzie chyba jedyna rysa na wizerunku Odry Opole w rundzie jesiennej. Jedyna, ale znacząca. Transfer Matsuiego ogłaszany był z pompą i fanfarami, bo też rzadko się zdarza, by na zaplecze ekstraklasy trafiał piłkarz z takim CV i takimi umiejętnościami. – Chcemy zapewnić kibicom nie tylko ligową młóckę, ale też trochę fajerwerków – mówił nam trener Mirosław Smyła, gdy stało się jasne, że transfer Japończyka do Opola to żaden żart. Ale zamiast fajerwerków były same niewypały. Matsui w Opolu „schował” się przed całym piłkarskim światem. Co chwila miał jakieś kłopoty zdrowotne, co chwila coś przeszkadzało mu w występach, a że Odra punktowała znakomicie, nie było potrzeby coś w tej drużynie na siłę zmieniać. Skończył więc Matsui jesień na czterech występach, w żadnym meczu nie zagrał od początku do końca. Minut na boisku uzbierało się niecałe 140. Goli i asyst brak. Krótko mówiąc – marnie. Bardzo marnie.
Miał być poważny piłkarski transfer, skończyło się na tzw. chwycie marketingowym. Ciekawi jesteśmy, co będzie z Japończykiem wiosną.

2. Paweł Abbott (Stomil Olsztyn)

Ostrzyli sobie w Olsztynie zęby na ten transfer, bo Abbott zapowiadał, że idzie Stomilowi na ratunek. I trudno się dziwić, bo chłop co prawda ma już na karku trochę lat, ale też niemałe doświadczenie, szczególnie na tym poziomie rozgrywkowym. Nie tak dawno walnie przyczynił się do wygrania pierwszej ligi przez Arkę. W Gdyni już nie było dla niego przyszłości, ale Olsztyn przecież niedaleko…
– W Gdyni osiedliliśmy się z rodziną. Szukałem klubu blisko tego miasta. W moim wieku trzeba brać pod uwagę trochę inne aspekty. Stomil mnie chciał, dogadaliśmy się i tak zacząłem trenować – przyznał.
Ale taki był z niego ratownik jak ze świńskich cycków kastaniety. Gdy tylko zobaczył, jakie w tym Olsztynie warunki do gry, przy pierwszej lepszej okazji… zdezerterował. W pewnym momencie nikt w klubie nie wiedział, co się z Abbottem dzieje. – Ma kontuzję. Dostarczył do klubu zwolnienie lekarskie do końca listopada i w tej rundzie już faktycznie nie zagra. Podobno doznał urazu w grze rekreacyjnej z synem. Miał zabieg kości jarzmowej, czy policzkowej… Prawdę mówiąc, nie znam szczegółów, ale L4 dostarczył – mówił nam pod koniec października prowadzący wtedy olsztyńskiego pierwszoligowca trener Tomasz Asensky.
No i od tego czasu w Stomilu Abbotta faktycznie nikt nie widział. Bilans w lidze? 7 meczów, tylko 1 pełny, 0 goli. Jak na ratownika, żenujący.

3. Michał Fidziukiewicz (GKS Tychy)

On jest idealnym podsumowaniem tego, co latem i jesienią działo się w Tychach. Poszli tam grubo z kasą i zapowiedziami, a skończyło się jak w przypadku Fidziukiewicza – jednym wielkim rozczarowaniem. I pomyśleć, że o tego piłkarza „biło” się latem kilka klubów. Po pierwsze Zagłębie Sosnowiec, w którym tyle lat Fidziukiewicz przecież grał. – Zażądał naprawdę dużych pieniędzy. Bardzo dużych. Kontrakt mu się kończył i zagrał va banque. Niby w rundzie wiosennej strzelił kilka ważnych goli, ale w końcówce nie pociągnął tego zespołu. Wtedy, kiedy akurat najbardziej zespół tego potrzebował. No i doszliśmy do wniosku, że będziemy szukać innego rozwiązania na tej pozycji. Myślę, że gdyby nie tak duże oczekiwania, to byśmy się dogadali – opowiadał nam latem ówczesny trener Zagłębia Dariusz Banasik.
Potem w grze był Raków. – Wystawił nas. Ale nie chodziłem z tego powodu do mediów i się nie żaliłem. Był już z nami dogadany, dostał tyle, ile sobie zażyczył, ale ostatecznie zachował się nieelegancko. Próbował jeszcze ratować twarz, tłumacząc, że w Tychach dostał dłuższy kontrakt, na czym mu zależało, ale powtarzam – zgodził się na to, co mu zaproponowaliśmy. Miał przyjechać na badania i podpisać umowę, ale nas wystawił. Ale nawet pięciu minut po nim nie płakałem – to trener Marek Papszun.
I płakać naprawdę nie było po kim. Jesienią Fidziukiewicz zagrał w 17 ligowych meczach. Strzelił… 1 gola. 

4. Alexandre Cristovao (Zagłębie Sosnowiec)

24-letni reprezentant Angoli wygrał latem casting w Sosnowcu na snajpera numer jeden. Dziś kibice Zagłębia powinni dziękować niebiosom, że chwilę później działacze dokupili jeszcze Szymona Lewickiego, bo z goli Cristovao pożytek byłby taki jak z parasola w… No, mniejsza z tym.
Głównym problemem Angolańczyka było to, że nie ma paszportu Unii Europejskiej, a jedyne miejsce w Zagłębiu dla piłkarza spoza UE zarezerwowane było zazwyczaj dla Żarko Udovicicia. Cristovao robi więc za tło. Co prawda w trakcie rundy rozpoczął starania o uzyskanie holenderskiego paszportu, ale w niczym to jego sytuacji na razie nie zmieniło. Grał bardzo sporadycznie – w lidze zaledwie 71 minut na boisku. Goli zero. I pomyśleć, że latem to właśnie w nim upatrywaliśmy kandydata na zagraniczną gwiazdę numer jeden w pierwszej lidze… Drobna pomyłka. Podobnie jak działaczy Zagłębia, którzy chyba nie wiedzieli, że sprowadzają faceta, który nie będzie mógł grać, gdy na boisku przebywać będzie Udovicić. No, chyba że jednak wiedzieli. Jeśli tak, to tym gorzej o nich świadczy…

5. Momcził Cwetanow (Stal Mielec)

Wzięliśmy go z myślą o tym, by zastąpił Sobczaka. W systemie 4-3-3 będzie odgrywał rolę skrajnego napastnika. Szybki, dynamiczny, ma ciąg na bramkę. Liczę, że będziemy mieli z niego pożytek – mówił nam trener Zbigniew Smółka. – Ma nietuzinkowe umiejętności, technicznie jest zaawansowany na naprawdę wysokim poziomie. Natomiast martwi to, że jest słabo przygotowany fizycznie. Wie o tym doskonale, dlatego próbuje nadrabiać, dodatkowo trenując. Fizyczne zderzenie z pierwszą ligą bywa bolesne. Każdy nowy piłkarz, który nie miał z nią do czynienia, musi się jej nauczyć.
Coś długo ta nauka idzie Cwetanowowi, bo jego jesienny bilans w Stali na kolana nie rzuca. Trzy ligowe występy, które łącznie zajęły 49 minut. Jesteśmy pewni, że gdyby był odpowiednio przygotowany, Smółka dałby mu więcej szans. Skoro ich nie dostał, znaczy, że odstawał przez całą jesień. A to już objaw bardzo niepokojący w kwestii jego przyszłości w Mielcu. A pamiętamy czasy, kiedy grał przeciwko Wiśle Kraków w walce o Ligę Mistrzów (w barwach Liteksu Łowecz) i zapowiadał się naprawdę na przyzwoitego grajka.

6. Ville Salmikivi (Olimpia Grudziądz)

To miał być nowy Karol Angielski. Trochę starszy, niemniej trafił do Grudziądza, by strzelać gole tak samo często jak w ubiegłym sezonie robił to młodzieżowy reprezentant kraju, który latem wrócił z wypożyczenia do Piasta. Tyle że już wiemy, iż Salmikivi drugim Angielskim nie będzie. Kompletna niemoc Olimpii w ataku (tylko 11 strzelonych goli całej drużyny w 18 meczach) to w dużej mierze „zasługa” również Fina. Tylko jedna bramka, zdobyta jeszcze na początku sierpnia. Fatalnie. Aż nie chce się wierzyć, że trener Jacek Paszulewicz tak bardzo mógł się pomylić, ściągając latem tego chłopaka. Chyba że jest coś, czego nie wiemy… Tak czy inaczej trudno spodziewać się, by z takim „asem” w ataku wiosną Olimpia wybroniła się przed spadkiem.

7. Vilim Posinković (Ruch Chorzów)

Był taki moment, że nawet go pochwaliliśmy, pisząc po meczu Ruchu ze Stomilem, że Chorwat to odkrycie kolejki. Przez kilku kibiców zostaliśmy za to „obsztorcowani”. Okazało się, że słusznie, bo to był jednorazowy wybryk Posinkovicia na tle zespołu, który na wyjazdach – poza meczem w Mielcu – prezentował się bardzo słabo. Krótko mówiąc, Chorwat udowodnił, że raz do roku  to i pusta wiatrówka wypali.
Zaledwie dwa gole w 16 ligowych występach – jak na kogoś, kogo bramki maja uratować Niebieskich przed spadkiem do drugiej ligi, to bilans absolutnie niewystarczający. I niby w Chorzowie nikt głośno na tym piłkarzu psów nie wiesza, to przecież trudno nie zauważyć, że spodziewano się tam po nim dużo, dużo więcej.
Zobaczymy, czy po normalnym przepracowaniu zimy pod okiem Juana Ramona Rochy, zacznie coś strzelać. Na razie duży niewypał.

8. Rafał Makowski (Zagłębie Sosnowiec)

Wciąż mamy w pamięci to, jak świetnie radził sobie rok temu w Pogoni Siedlce. I to na tyle, że zimą postanowił wrócić do Legii i powalczyć tam o miejsce w pierwszym zespole. Nie udało się, latem znów trafił na wypożyczenie – tym razem do Sosnowca, ale wydawało się, że po raz kolejny podbije pierwszą ligę. No i że błyszczał w Zagłębiu będzie co najmniej tak jak w Siedlcach.
A tu nic z tego. W dodatku podczas meczu z Bytovią zasłabł i trafił do szpitala. Badania wykazały, że nic groźnego się nie dzieje, jednak kilka kolejek musiał opuścić. No i w Sosnowcu mu podziękowano. Trener Dariusz Dudek przekonuje, że nie chodzi o kłopoty zdrowotne, ale o to, że Rafał przegrał rywalizację o miejsce w składzie z Sebastianem Milewskim, a w planach klubu jest sprowadzenie zimą jeszcze jednego piłkarza na tę pozycję. I chyba trudno się mu dziwić. A Makowski zagrał jesienią w barwach Zagłębia 12 meczów, w tym 10  pierwszym składzie. Miał więc sporo okazji, by przekonać do siebie Dudka.

9. Seiya Kitano (Pogoń Siedlce)

Adam Łopatko, ściągając go latem na wypożyczenie z Pogoni Szczecin, liczył, że młody Japończyk będzie drugim Tsubasą Nishim w pierwszej lidze. A może nawet piłkarzem od Nishiego lepszym.
To bardzo dobry zawodnik. Doświadczenia od Tsubasy ma mniej, jest siedem lat młodszy, ale za to w ostatnim sezonie pograł trochę w ekstraklasie, więc w tym aspekcie ma przewagę nad Nishim. Potrafi grać w ofensywie jeden na jednego, co jest bardzo ważne. W Szczecinie grał na dziewiątce, ale dla mnie to jest piłkarz na pozycje dziesięć, siedem albo jedenaście, czyli skrzydłowy albo podwieszony napastnik – tłumaczył nam zalety Kitano.
W Pogoni nie ma już Łopatki, a jaka przyszłość czekać będzie 20-letniego Japończyka? Na pewno on sam liczył na to, że pogra na tym wypożyczeniu trochę więcej, ale nie potrafił sobie wywalczyć miejsca w składzie. Cztery mecze, tylko jeden od początku do końca, zero goli. A od czasu, gdy Łopatko został zwolniony, Kitano nie grał ani razu. Teraz do Pogoni wrócił Dariusz Banasik. Zobaczymy, czy odkryje w młodym Japończyku jakiś potencjał…

10. Krzysztof Drzazga (Chojniczanka)

Jedyny letni transfer lidera, który się nie przyjął. I trzeba przyznać, że jesteśmy tym mocno zaskoczeni, bo Drzazga wiosną w barwach Stali Mielec pokazywał, że może być gwiazdą tej ligi. Cóż, widać akurat Chojniczanka mu nie przypasowała.
Tak to już jest, że nie każdy, kto tu przychodzi, potrafi wkomponować się do tej drużyny. Trzon zespołu z ubiegłego sezonu został, nowi musieli udowodnić, że potrafią się odnaleźć w tym systemie i dodać coś od siebie. Krzysiek to świetny piłkarz, ale z jakichś przyczyn u nas się nie odnalazł. Poprosił o skrócenie wypożyczenia. Stwierdził, że wiosną chce regularnie grać, w Chojniczance pewnie wielu szans by nie miał, więc trudno, byśmy stawali mu na przeszkodzie i domagali się, by tu koniecznie został – mówił nam niedawno Maciej Chrzanowski, dyrektor sportowy Chojniczanki.
A my z ciekawości rzuciliśmy okiem na jesienny bilans Drzazgi – 6 meczów w lidze, ani jednego od początku do końca. No i na koncie zero goli. W porównaniu z bilansem w Stali, gdzie wiosną był nie do zastąpienia (15 meczów, 4 gole), faktycznie wygląda to bardzo blado.

Inne artykuły o: I Liga

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli