Papszun zaryzykował, Embalo odpalił. W Rakowie objawił się kandydat na gwiazdę?

Autor wpisu: 7 sierpnia 2017 13:54

Jose Embalo wygrał właśnie dla Rakowa pierwszy mecz w pierwszej lidze (3:2 z Puszczą). W dużym uproszczeniu, oczywiście, bo sam tego nie zrobił. No, ale bez jego dwóch goli tego zwycięstwa by nie było. Kibice beniaminka już okrzyknęli Portugalczyka gwiazdą i niewykluczone, że Embalo taką gwiazdą zostanie.

My w każdym razie już przed sezonem zauważyliśmy, że pozyskanie Embalo to może być dla Rakowa transferowy strzał w dychę. – Chciałbym, aby tak było, ale czy on będzie tu gwiazdą? Trudno mi powiedzieć. Zobaczymy, jak będzie się u nas rozwijał. W ostatnim czasie miał trochę przygód, ale… zaryzykowaliśmy – opowiadał nam niedawno o Embalo trener Rakowa Marek Papszun.

Słowo „zaryzykowaliśmy” wcale nie było na wyrost, bo przecież ciemnoskórych kandydatów na gwiazdy tylko w ostatnim sezonie w pierwszej lidze było wielu. Prawie żaden nie wypalił. Terence Makengo nie zdążył zadebiutować w barwach Zagłębia, jak zerwał ścięgno Achillesa. A miał być następcą sprzedanego do Legii Vamary Sanogo i najlepszym strzelcem ligi. Już ponad pół roku leczy się we Francji, w Sosnowcu niemal słuch po nim zaginął, więc klub wysyła monity, by piłkarz stawił się na treningu i udowodnił, że… żyje. David Moli przyjechał do Stomilu, jak opowiadał nam niedawno były trener tej drużyny Adam Łopatko, „bez kolana”. – Z piłkarskiego punktu widzenia umiejętności znakomite. Ze zdrowotnego – inwalida. Ale nie mam w oczach rentgena ani USG, by to stwierdzić. A w Stomilu nie było możliwości, by testowanych piłkarzy badać – mówił. No i ten Moli też nie zdążył zadebiutować w nowych barwach, jak się rozsypał. Albo Eusebio Bancessi w Pogoni Siedlce. Piłkarska perełka, ale tak zapuszczona, że wiosną nie pokazał ułamka tego, na co go stać. Teraz trafił pod skrzydła Jacka Paszulewicza, więc można być pewnym, że w Olimpii przejdzie prawdziwą „ścieżkę zdrowia”, zanim wyjdzie na boisko i będzie gotowy do gry w stu procentach.

Wątpliwości oczywiście były więc również w przypadku Embalo. Zresztą mimo znakomitego występu i jego dwóch goli w spotkaniu z Puszczą – wciąż są. Nikt nie zagwarantuje, że chłopak odnajdzie się w Polsce na dobre, niemniej widać, że beniaminkowi trafiła się prawdziwa perełka, która dobrze prowadzona, może zawojować pierwszoligowe boiska, a potem pójść piętro wyżej. Niestary (24 lata), silny, dynamiczny, skuteczny, no i przede wszystkim poukładany – co nie zawsze jest regułą u ciemnoskórych piłkarzy szukających szczęścia na zapleczu naszej ekstraklasy (albo niżej). On też – jak mówi Papszun – miał w ostatnim czasie trochę przygód, które sprawiły, że w Częstochowie pojawił się niezupełnie przygotowany do gry.

– Jak się bierze obcokrajowca, ryzyko jest dużo większe niż w przypadku „naszego”, ale czasem zaryzykować trzeba. Tym bardziej że to ryzyko w jego przypadku nie było aż tak duże. Nie był to zawodnik z siódmej czy ósmej ligi angielskiej, jakich hurtem zwożą menedżerowie na testy do klubów naszej pierwszej czy drugiej ligi. To piłkarz, którzy w niedalekiej przyszłości może być bardzo pożądany na naszym rynku. Ma bardzo ciekawe CV. Był w Limassol i odszedł stamtąd tylko dlatego, że przyszedł Orlando Sa, z którym na dziś nie ma szans wygrać rywalizacji. Potem wylądował w Bukareszcie, gdzie nie płacili i nikt się losem piłkarzy kompletnie nie przejmował, więc wrócił na Cypr, ale już do drugiej ligi. Strzelił tam bodajże 12 goli w 26 meczach. Tyle tylko że tam liga skończyła się w marcu i od tamtej pory nic nie robił. Musiał się więc u nas odbudować. Udało mu się, więc na tej podstawie zdecydowałem, że do nas dołączy. Umiejętności ma duże, gorzej było z formą fizyczną. Ale doprowadziliśmy go do stanu używalności, więc w trakcie rundy jesiennej powinno być OK – przyznawał trener Rakowa.

W niedzielę Embalo w pięć minut „złamał” Puszczę, dwukrotnie pokonując bramkarza rywali. Najpierw wypatrzył go Rafał Figiel – Portugalczyk dostał bardzo dobre podanie, przyjął piłkę i pognał w stronę bramki rywala, kończąc rajd mocnym uderzeniem i bramką na 2:1 dla Rakowa. Po chwili otrzymał dośrodkowanie z prawej strony od Przemysława Oziębały i podwyższył na 3:1.
Po to go do Rakowa sprowadzono, by „robił” tam za króla pola karnego i zdobywał bramki. No i od początku sezonie udowadnia, że potrafi. Zobaczymy, czy pójdzie za ciosem. W Częstochowie liczą, że to dopiero jego „słowo wstępne”.

Inne artykuły o: I Liga | Raków Częstochowa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli