PAPSZUN: Poziom sędziowania w tej lidze jest skandaliczny!

Autor wpisu: 28 września 2017 17:18

Raków liderem? – To tylko takie dywagacje, które do niczego nie prowadzą, ale dwóch meczów wciąż nie mogę przeboleć. Z Chojniczanką i Odrą. Oba mieliśmy obowiązek wygrać, bo w obu byliśmy zdecydowanie lepsi. No i dziś to my bylibyśmy na czele – mówi nam Marek Papszun.

Z trenerem Rakowa rozmawiamy o trudnym początku sezonu, ludziach, którzy go zawiedli, cierpliwości prezesa, no i największej pladze pierwszej ligi, czyli sędziach. – Ogromna większość z nich kompletnie się do tej roboty nie nadaje – przyznaje szkoleniowiec. I trudno się z nim nie zgodzić.

FUTBOLFEJS.PL: Nauczyliście się wreszcie tej pierwszej ligi?
MAREK PAPSZUN: Trzy wygrane z rzędu, drugi wynik w całej lidze, jeśli chodzi o liczbę strzelonych goli… Myślę, że chyba tak. Zobaczymy, co będzie dalej, ale ostatnie wyniki i styl, jaki prezentujemy, o czymś chyba świadczą.

Trochę to jednak trwało. Tak dużo było do poprawy?
Poprawiać trzeba zawsze, ale nie w tym rzecz.

A w czym?
Jak w trzech meczach gramy dobrze, ale nie uznaje się nam trzech prawidłowo zdobytych bramek i to w momentach, gdy jest 0:0 albo 1:1, w efekcie czego przegrywamy, no to co ja mogę zrobić? Do tego doszły jakieś indywidualne błędy, jakaś niefrasobliwość pod bramką rywala i punkty uciekały. Te wszystkie czynniki razem wzięte sprawiły, że początek był ciężki. Ale to nie jest tak, że nagle Raków nie wiadomo skąd i jak odpalił. My teraz wcale nie gramy lepiej niż w poprzednich meczach. Naprawdę.

To co się stało?
Półżartem powiem, że w końcu zaczęli nam uznawać prawidłowo strzelone gole, a moi piłkarze radykalnie poprawili skuteczność. Wystarczyło.

Czymś was ta liga zaskoczyła?
Chyba trochę jakością zawodników. Nie do końca spodziewałem się, że gra tu tylu dobrych zawodników. Mecze – przynajmniej nasze – są na dużo większej intensywności niż w drugiej lidze. Natomiast największym zaskoczeniem, niestety in minus, jest poziom sędziowania. Skandaliczny. To jest dramat.

Nas akurat pan tym stwierdzeniem nie zaskoczył, bo odkąd tylko istniejemy, piszemy, że to największa plaga tej ligi – słabi sędziowie.
Słabi i niewyciągający żadnych wniosków ani konsekwencji ze swoich błędów. Coś nieprawdopodobnego. Ogromna większość z nich – nie wszyscy, ale ogromna większość – kompletnie się do tej roboty nie nadaje.

Nie jest pan pierwszym szkoleniowcem, który mówi o tym głośno, choć generalnie większość trenerów woli się nie wychylać i jeśli narzekają na sędziów, to nieoficjalnie. Raz, że można dostać finansową karę, dwa – po co się narażać. Pewnie z takiego założenia wychodzą, ale problem nie znika. I najgorsze, że nikt z tym nic nie robi.
W ekstraklasie każda kontrowersyjna akcja jest milion razy pokazywana i szczegółowo analizowana. Tutaj tego nie ma. Ale tak jak pan mówi, najgorsza w tym wszystkim jest ta ich bierność, taka stagnacja. Bo pomylić może się każdy – ja, piłkarz, również sędzia. Tyle że sędziowie z tych błędów i pomyłek nic sobie nie robią. My to wszystko analizujemy, omawiamy, a oni odgwiżdżą koniec spotkania, spakują się i jadą do domu, o wszystkim po drodze zapominając. No i nic później dziwnego, że te błędy powielają. W ekstraklasie trochę to wygląda inaczej. Tam sędziowie nie idą w zaparte. Jeśli widzą, że popełnili błąd, potrafią się przyznać. No, ale to pewnie w jakimś stopniu efekt tego, że na każdym meczu jest telewizja.

Abstrahując od sędziów, był moment zwątpienia, gdy nie szło, że pomyślał pan, że może coś latem poszło nie tak, że może nie tych zawodników sprowadziliście, że coś gdzieś przegapiliście?
Nie.

Stoicki spokój?
Może nie aż tak, ale nie panikowałem, nie wątpiłem w to, co robimy, bo nie było do tego podstaw. My naprawdę nie graliśmy źle. Ale jaki ja mogłem mieć wpływ na pomyłki sędziów albo na to, że jeden czy drugi chłopak marnują stuprocentowe sytuacje? Żaden. Oczywiście musieliśmy sobie z tym poradzić, jakoś to przetrwać, ale było o tyle łatwiej, że od początku widziałem, że ten zespół jest bardzo dobrze przygotowany do sezonu. Gdyby nasza gra wyglądała słabo, gdybyśmy nie wytrzymywali fizycznie, no to wtedy pewnie pojawiłoby się jakieś zwątpienie, naszłaby mnie głębsza refleksja. Ale, jak mówię, nie było podstaw.

Latem, gdy rozmawialiśmy przed rozpoczęciem sezonu, wspominaliśmy, że zeszły sezon w pierwszej lidze pokazał, że los beniaminków nie jest łatwy, bo żaden z trenerów, który rozpoczynał sezon, nie dotrwał do końca, a trzech to chyba nawet do końca rundy. Pan mówił, że doskonale o tym wie, że lampka z tyłu głowy się świeci. Nie zgasła po tych trzech zwycięstwach?
Oczywiście, że nie. Wciąż o tym pamiętam. Dlatego mówię – teraz jest fajnie, ale zobaczymy, co będzie dalej.

W klubie nie podnosił nikt ciśnienia, nie stawiali panu żadnego ultimatum?
Dla mnie coś takiego jak ultimatum w ogóle nie istnieje. Albo ma się zaufanie do szkoleniowca i ten szkoleniowiec prowadzi zespół, albo się tego zaufania nie ma, wtedy nie ma też trenera. Jeśli uznałbym, że prezes stracił do mnie zaufanie, do tego, co robię, rozwiązalibyśmy umowę i tyle. Natomiast w Rakowie trafiłem na bardzo mądrego i rozsądnego człowieka, który do wszystkiego podchodzi racjonalnie i z dużą cierpliwością. Inna sprawa, że w tym czasie wśród kilku innych osób pracujących w klubie dało się zauważyć niezadowolenie. Mogłem w tych trudnych chwilach poznać, kto jest kim. Taki czas kryzysu, wbrew pozorom, może być bardzo pożyteczny. Wtedy człowiek widzi, z kim tak naprawdę ma do czynienia. Kto rzeczywiście jest za drużyną, za klubem, a kto patrzy tylko na własny interes i na to, jakby tu na niepowodzeniu zespołu coś ugrać.

Czyli wnioski wyciągnięte?
U mnie na pewno.

Mecz w Suwałkach, tak jak sugeruje wynik (3:0), do jednej bramki?
Nie. Wynik trochę mylący. Wygraliśmy zasłużenie, ale przeciwnik postawił nam trudne warunki. Dopóki trzymał się taktycznie i pod tym względem ten mecz mu się nie rozlazł, było bardzo ciężko. My wygraliśmy przede wszystkim dojrzałością i zdyscyplinowaniem taktycznym. Ta seria, którą Wigry mialy za sobą – trzech kolejnych zwycięstw, absolutnie nie była przypadkowa. To jest, wbrew pozorom, bardzo silny zespół. A już ich siła ofensywna za chwilę naprawdę zacznie robić wrażenie.

Wasza właśnie zaczęła – trzeci mecz, w którym strzelacie trzy gole.
Patrzyłem właśnie na tabelę obok Chojniczanki mamy chyba najwięcej strzelonych goli w lidze.

Siedzi w głowie jeszcze ta przegrana z Chojniczanką?
Oj siedzi, siedzi. Niby człowiek patrzy do przodu, ale dwa mecze siedzieć mi będą jeszcze długo – z Odrą i Chojnicami właśnie. Jak popatrzę na tabelę i pomyślę, że oba te mecze mieliśmy obowiązek wygrać, co w ogóle nie podlega żadnej dyskusji, bo w obu byliśmy zdecydowanie lepsi, a skończyło się przecież porażkami, to…

Bylibyście liderem.
Właśnie. Odra 17, Chojniczanka 16, my 20 punktów. Tak by teraz było. Ale to takie dywagacje, które do niczego już nas nie doprowadzą. Choć pewnie przy piwku jeszcze nie raz i nie dwa o tym porozmyślam.

Krótko mówiąc, widzicie, że da się w tej lidze powalczyć nawet o 1. miejsce.
(śmiech) Spokojnie. My już przeżyliśmy w tej lidze wszystko, choć dopiero minęło 10 kolejek. Przegrywaliśmy wygrane mecze, wygrywaliśmy przegrane, nie uznawali nam prawidłowo zdobytych bramek, uznawali po jakichś kontrowersjach, cuda się działy. Tak więc wygląda na to, że trzeba być przygotowanym na wszystko. Na każdą ewentualność czy scenariusz.

Rozmawiał Krzysztof Budka

Inne artykuły o: I Liga | Raków Częstochowa

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli