Otwarta gra, cztery gole, „pudła” i punktowy niedosyt. Tychy – Stomil 2:2

Autor wpisu: 22 kwietnia 2017 22:00

GKS Tychy i Stomil Olsztyn remisując po emocjonującej grze 2:2 solidarnie straciły po dwa punkty. „Straciły”, bo oczywistością jest, że oba zespoły potrzebują zwycięstw, a nie remisów. Odrobinę bardziej zadowoleni mogą być jednak goście. Tyszanom radykalnie kurczy się czas i miejsce, gdzie mogą zdobywać punkty.

Gospodarze bardzo dobrze weszli w mecz i w pierwszym kwadransie mocno przetestowali obronę rywali. Efekt koronkowej i kreatywnej gry był taki, że Jakub Świerczok w nieprawidłowy sposób powstrzymywany był przez bramkarza Michała Leszczyńskiego w polu karnym, a sędzia bez wahania wskazał na rzut karny. Jedenastkę pewnie egzekwował Łukasz Grzeszczyk.
Jeżeli chodzi o samego Świerczoka, może on mówić o dużym pechu. Mecz ten spokojnie powinien zakończyć hat-trickiem, ale naprzeciwko miał bramkarza Stomilu, który pięknymi paradami zatrzymywał jego uderzenia na bramkę. Inna kwestia, że w kilku sytuacjach Świerczok mówiąc wprost – pudłował. Szkoda też kilku akcji jego z Grzeszczykiem. W kilku sytuacjach obaj woleli wybrać indywidualne rozwiązania zamiast pracować w duecie na konto zespołu.

Znacznie większe problemy w ataku mieli zawodnicy Stomilu. W tym spotkaniu po raz pierwszy w sezonie od pierwszych minut wystąpił Tomasz Zahorski, ale tego meczu na pewno nie zaliczy do udanych. Były reprezentant Polski był zupełnie niewidoczny na murawie i niewiele wnosił w akcje ofensywne. Jego obecność od początku spotkania była podyktowana tym, iż najskuteczniejszy napastnik Stomilu, czyli Rafał Kujawa, zerwał więzadło krzyżowe w lewym kolanie i do końca sezonu nie będzie już w stanie pomóc kolegom w walce o utrzymanie.
Kujawę wyręczał jednak znakomicie nie Zahorski, a Patryk Kun. Najniższy zawodnik w zespole z Olsztyna, a także na boisku, dwukrotnie pokonał Pawła Florka. Za każdym razem jego bramka doprowadzała do wyrównania. Nic dziwnego, że później mogliśmy oglądać go częściej w ataku niż w pomocy.

Jeżeli chodzi o GKS Tychy, nie tylko dobrze wszedł w pierwszą połowę, ale także w drugą. Gola zdobył po rzucie rożnym Daniel Tanżyna, grający tego dnia w masce ochronnej na twarzy. Po golu nawiązując do człowieka w masce, bohatera filmowego ”Zorro”, wymalował w powietrzu literę ”Z”.

– Żal, że padła ta bramka, bo wiedzieliśmy jak rozgrywa stałe fragmenty GKS Tychy, i byliśmy na to przygotowani. Mimo to nie udało się uniknąć straty gola – powiedział po meczu Adam Łopatko.

Na ostatnie pół godziny przy stanie 2:2 kibice mogli patrzeć z dużą przyjemnością. Oba zespoły grały otwarcie, często goszcząc w polu karnym rywala. Bramek więcej jednak nie padło, chociaż piłkę meczową w ostatniej minucie miał pechowy w tym dniu… Świerczok. Jego dwa strzały w sytuacjach sam na sam wybronił Michał Leszczyński.
– Mecz miał różne fazy. Dwa razy prowadziliśmy i nie powinniśmy tego wypuścić z rąk. Ostrzegaliśmy piłkarzy, ze Stomil jest bardzo skuteczną drużyną i to potwierdzili. Z naszej strony zabrakło właśnie skuteczności. Było dużo sytuacji, ale strzeliliśmy niestety tylko dwie bramki, które dały nam tylko remis. Wynik ten przyjmujemy z niedosytem, chociaż go cenimy – powiedział Dietmar Brehmer.
Jurij Szatałow obserwował swoich podopiecznych z trybun, bowiem Komisja Dyscyplinarna PZPN ukarała go dyskwalifikacją w dwóch najbliższych meczach Nice 1. Ligi za niesportowe zachowanie w trakcie spotkania z Chojniczanką Chojnice.

Inne artykuły o: GKS Tychy | I Liga | Stomil Olsztyn

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli