„Organizacja: Stal Mielec”? Już nieaktualne. Największa metamorfoza roku w polskiej piłce

Autor wpisu: 2 stycznia 2018 11:02

Pamiętacie to trywialno-historyczne powiedzenie „organizacja: Stal Mielec”? Od jakiegoś czasu już mocno nieaktualne. Dziś Stal uchodzić powinna za wzór klubu, który na gruzach dawnej świetności odbudowuje swoją pozycję w polskiej piłce. Pozycję, na którą przecież zasługuje. I trzeba przyznać, że robi to całkiem sprawnie. Na palcach jednej ręki można policzyć tych, którzy w minionym roku tak udanie wjechali na właściwe tory, jak zrobiła to Stal. Być może to dopiero połowa drogi „po dawny blask” (albo nawet jej początek), niemniej już wiadomo, że z tego kursu w Mielcu zbaczać nie powinni.

Stal to idealny przykład na to, że jak się chce, to można. Czasem tylko potrzebny jest ktoś, kto da impuls, będzie takim zapalnikiem. Minione dwanaście miesięcy to był czas, który porządnie wstrząsnął tym klubem. W jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu. Ale też wszyscy w Mielcu pewnie dziś doskonale zdają sobie sprawę, że bez tego wstrząsu nie byłoby tego, co jest – czyli jednej z najmocniejszych i najlepiej poukładanych drużyn w pierwszej lidze. Prawdopodobnie nie byłoby też w Mielcu pierwszej ligi w ogóle.
Rzut oka na wirtualną tabelę pierwszej ligi za rok 2017. Stal na drugim miejscu, tylko za Miedzią Legnica. Razem z Miedzią najwięcej strzelonych w tym czasie goli (po 50). Przypadek? Nie ma mowy. Ale w Legnicy na to, co mają i gdzie dziś są, konsekwentnie pracują od lat. No i mają za co. W Mielcu jeszcze kilkanaście miesięcy temu byli w ciemnym lesie. Tam w minionym roku musieli zrobić ogromny skok jakościowy – zarówno pod względem sportowym, jak i organizacyjnym.

– Przejmowałem drużynę, gdy byliśmy na dole tabeli, z kilkoma punktami straty do strefy „bezpiecznej”. Nikt wtedy nie dawał Stali większych szans na utrzymanie niż na przykład Kluczborkowi. Do takiej Bytovii strata była kosmiczna – 10 punktów. Za nami był tylko Znicz. Ale od tamtej pory widać, że idziemy w dobrym kierunku, krok po kroku. I jesteśmy konsekwentni – mówił nam wiosną Zbigniew Smółka, gdy po zwycięstwie nad… Miedzią stało się jasne, że Stal obroni pierwszą ligę.
Dla przyzwoitości pewnie Smółka nie dodał, że przejmował zespół mocno rozbity mentalnie i bardzo słabo przygotowany do gry na tym poziomie. Był taki mecz jesienią ubiegłego sezonu, gdy Stal została rozbita w pył w Suwałkach 6:0. To był mecz drużyn z dwóch innych planet. Stal robiła wtedy za pośmiewisko pierwszej ligi.

– Ile potrzeba czasu, by Stal mogła wrócić do ekstraklasy? – zapytaliśmy latem 2016 roku, tuż po tym jak zespół wywalczył awans do pierwszej ligi, ówczesnego trenera Janusza Białka. – Nie czasu, ale pieniędzy. Tak z 10 milionów złotych – odpowiedział. Takie było wtedy podejście do tematu – dajcie kasę, kupię piłkarzy i zrobimy kolejny awans. Dobrze, że nikogo nie było w Mielcu na to stać, więc nikt się nie nabrał…

Białka w Stali już nie ma, za to wcale nie za 10 milionów, ale dużej taniej, sprowadzili tam kogoś, kto na wiele rzeczy otworzył im tam oczy, czyli Zbigniewa Smółkę. Trudno w ogóle mówić o metamorfozie, jaką przeszła Stal i o tym, gdzie dziś jest ten klub, w oderwaniu właśnie od Smółki. To dziś nie tylko jeden z najlepiej rokujących trenerów młodego pokolenia i wyjątkowo pozytywne zjawisko w naszej piłce. To również zdecydowanie najlepszy transfer Stali od… niepamiętnych czasów. Facet, który – znów w pozytywnym tego słowa znaczeniu – przewrócił w Mielcu wszystko do góry nogami. Ale tak, by ostatecznie każda z tych rzeczy wylądowała na właściwym miejscu.
Smółka to gość z charyzmą, niesamowicie pracowity, kontaktowy, szybko pochłaniający wiedzę. Do tego cholernie konkretny. Nie owija w bawełnę, zawsze mówi to, co myśli, no i nigdy nie ucieka od trudnych tematów – jak trzeba komuś przypieprzyć, to można być pewnym, że Smółka przypieprzy (wie coś na ten temat chociażby Kornel Paszkiewicz). Krótko mówiąc, typowy przykład trenera, którego uwielbiają kibice i dziennikarze.
No, ale przede wszystkim ma to coś, co powoduje, że jak w ogień idą za nim piłkarze. W Mielcu w mig „kupił” sobie drużynę, postawił ją do pionu, choć gdy przychodził, ta leżała na deskach.

– U Smółki na treningach każdy musi walczyć na sto procent, nie ma świętych krów. Poza tym zwraca uwagę na to, co zawodnik robi poza treningiem, jak się prowadzi, co je. Nie można jeść w fast foodach, chodzić na pizzę… – opowiadał jakiś czas temu na łamach katowickiego „Sportu” były podopieczny Smółki Robert Sulewski (dziś Zagłębie Sosnowiec). Tak, profesjonalnego podejścia do piłki też – jak widać – trzeba było wszystkich w tej Stai nauczyć.

Pod koniec rundy wiosennej pytaliśmy Smółkę, czy w Mielcu zostanie, choć było jasne, że po tych kilku miesiącach pracy w Stali na brak propozycji raczej narzekać nie będzie. Mówił, że zostanie, jeśli zobaczy, że pojawiła się tam szansa na to, by w kolejnym sezonie powalczyć o coś więcej niż utrzymanie. Nie ukrywał, że o tym „więcej” marzy, o co zresztą trudno mieć do niego pretensję.
– Stal Mielec to bardzo uczciwy i stabilny klub. Tutaj każda złotówka przed wydaniem oglądana jest z dwóch stron po kilka razy, ale też każda, jaką się obiecało, zostaje wypłacona na czas. Tym mi ten klub imponuje – ludźmi, którzy go prowadzą i nim zarządzają. Tylko podczas mojego pobytu tutaj progres rozwoju klubu zarówno pod względem sportowym, jak i organizacyjnym, poszedł bardzo mocno do przodu. Muszę wam powiedzieć, że zawodnicy, którzy tu przychodzą, czy to z zagranicy, czy z wyższej ligi, są zaskoczeni in plus. To trywialno-historyczne powiedzenie „organizacja: Stal Mielec” to dziś już całkowita sprzeczność. Tutaj jest wszystko do tego, by piłkarz mógł się rozwijać. Kończy się budowa znakomitej bazy, będziemy mieli cztery boiska trawiaste plus sztuczne obok stadionu. Pod kątem sportowym i organizacyjnym jesteśmy już gotowi, by zacząć myśleć nawet o ekstraklasie – mówił nam przed startem tego sezonu. A realna możliwość walki o ekstraklasę kusi. Nie tylko Smółkę.

I niezależnie od tego, czy to marzenie uda się zrealizować już za kilka miesięcy, czy trzeba będzie na to poczekać jeszcze jakiś czas, jasne jest, że Stal wjechała na właściwe tory i wielką głupotą i ogromną stratą dla tego zasłużonego klubu byłoby, gdyby z nich zjechała. Wierzymy, że tak się nie stanie.
W Mielcu jest klimat do tego, by była tam piłka na najwyższym poziomie. Co rusz mówi o tym Smółka, ale też podkreślają piłkarze, którzy trafiają do Stali. Gdy zapytaliśmy Radka Majeckiego, dlaczego akurat wybrał ten klub, choć miał jeszcze ofertę z Olimpii Grudziądz, gdzie – wydawało się – będzie mu łatwiej o grę w pierwszym składzie i gdzie w poprzednim sezonie kapitalnie radził sobie na wypożyczeniu Kuba Wrąbel, odparł: – W Mielcu jest lepsza atmosfera do piłki. Więcej kibiców, klub z tradycją, bardziej medialny. Widać, że całe miasto żyje klubem. Frekwencja na meczach jest wyższa, lepszy doping. Tu bardziej mi się spodobało…

31 grudnia Stal pochwaliła się sukcesami sportowymi i organizacyjnymi z 2017 roku. Ktoś powie, że drobne te sukcesy jak na razie. I będzie miał rację. Ale to właśnie takie drobne sukcesy składają się potem na te duże, prawda?
– Dzisiaj żaden mielczanin nie musi się wstydzić Stali. Klub, dzięki ciężkiej pracy kilku ludzi, bardzo dobrze się rozwija. Uważam, że zmierzamy w dobrą stronę i zrobimy wszystko, by to kontynuować – podkreśla Smółka. No to trzymamy za słowo.

Inne artykuły o: I Liga | Stal Mielec

  • Panie Krzysztofie, świetny artykuł!

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli