Olimpia wypunktowała Zagłębie. W Sosnowcu po staremu – wciąż frajersko gubią punkty

Autor wpisu: 29 lipca 2017 18:29

Zespół nowy, grzechy stare – Zagłębie po liftingu fajnie prezentuje się na papierze, momentami imponująco również na boisku, ale od tego punktów nie ma. Nawet jednego. Obecny sezon w Sosnowcu zaczął się tak, jak skończył poprzedni – od sporego kaca.

Trenerowi Dariuszowi Banasikowi i piłkarzom dostało się już za zmarnowaną w czerwcu szansę, teraz miało być nowe otwarcie. Takie z przytupem. Bo Banasik ułożył to Zagłębie po swojemu od początku do końca. Wszystkie transfery idą na jego konto, letnie przygotowania również. Do tego wciąż cieszy się zaufaniem władz klubu. Krótko mówiąc, komfort, jakiego w Zagłębiu dawno nie miał żaden trener. Wszystko po to, by w tym sezonie tej szansy już nie wypuścić. Łatwo nie będzie, być może czeka nas jeszcze bardziej zacięta walka o ekstraklasę niż w ubiegłym sezonie. No, ale nikt nie mówił, że będzie.

Na razie jednak zaczęło się od falstartu. Czego zabrakło? Skuteczności i przebiegłości, jaką popisał się trener Olimpii Jacek Paszulewicz. Zagłębie więcej miało z tzw. gry, ale goście ani przez moment nie sprawiali wrażenia, jakby ten mecz wymykał im się spod kontroli.
– Zdawaliśmy sobie sprawę, że przyjdzie nam dzisiaj zmierzyć się z jednym z faworytów do awansu. Mój zespół potrafi grać dobrze przeciwko dobrym zespołom. Mądrość, konsekwencja w grze i realizacja założeń taktycznych pomogła odnieść to zwycięstwo. Cieszymy się z trzech punków, ale pracy wciąż jest dużo. Jest wielu nowych zawodników i ten zespół wciąż trzeba docierać, zwłaszcza że ci nowi są u nas od niedawna – mówił po meczu Paszulewicz.

Nie wystawia to najlepszego świadectwa Zagłębiu, skoro zespół typowany na żelaznego kandydata do awansu nie potrafił poradzić sobie z odchudzoną Olimpią, której latem wyrwano kilka zdrowych zębów (jeden przeniósł się do Sosnowca – to Adam Banasiak; nota bene najlepszy na boisku wśród gospodarzy), a która tydzień temu nie poradziła sobie w Pucharze Polski z trzecioligowym Świtem Nowy Dwór. Tym razem Olimpia faktycznie zagrała bardzo mądrze, momentami trochę szczęśliwie, ale na pewno w niczym nie ustępowała Zagłębiu. Zresztą Paszulewicz doskonale wie, jak grać z tą drużyną – w poprzednim sezonie wygrał z Zagłębiem dwukrotnie – 5:3 w Sosnowcu i 3:1 u siebie. Paten wciąż działa.

Tym razem losy spotkania rozstrzygnęła jedna akcja, a konkretnie stały fragment. Pięć minut przed końcem Daniel Feruga dokładnie dośrodkował z rzutu rożnego, a niepilnowany Marcin Woźniak strzałem głową bez trudu pokonał Dawida Kudłę.

W Zagłębiu jak na dłoni widać było, że nie do końca „działają” nowi ludzi. Poza najlepszym wśród gospodarzy – Banasiakiem (bombardował bramkę debiutującego w Olimpii Wojciecha Małeckiego, kiedy tylko miał ku temu okazję), nikt inny się nie wyróżnił. Kudła w bramce co miał wpuścić, to wpuścił. W obronie wciąż jeszcze dużo pracy, by zgrać Arkadiusza Jędrycha z Mateuszem Cichockim. Kilka błędów popełnił Konrad Wrzesiński, który po raz kolejny potwierdził, że lepiej czuje się z przodu niż w obronie. Sposobu na defensywę rywali nie znaleźli ani Szymon Lewicki, ani Alexnadre Cristovao, ani młody Tomasz Nawotka. Rewolucja w Zagłębiu skończona. Czas na to, by to całe towarzystwo teraz zgrać. Bez tego nie będzie mowy o skutecznej walce o awans. Pracy jest w cholerę.

Wszystkie teksty, zdjęcia, grafiki i inne dane znajdujące się w serwisie Futbolfejs.pl chronione są prawami autorskimi.

Użycie skopiowanych lub pobranych materiałów bez pisemnej zgody Autora jest zabronione.

Serwis przeznaczony dla odbiorców posługujących się językiem polskim, ale mieszkających w krajach, gdzie zakłady bukmacherskie są legalne.

Projekt i realizacja Konrad Siuda & Stukot Pikseli